
Pomniki rosną i padają najbujniej wraz z dyktaturami. Reżimy flancują je bardzo gęsto, wierząc, że ich liczba przekona ludzi do wielkości człowieka na postumencie.
Tak się składa, że zapowiedziano nam właśnie wysyp pomników w Polsce. (Zbieżność związanych z tym skojarzeń nie jest przypadkowa). Lista postaci bez zasług, które trzeba szybko upchać na cokoły i kreować na bohaterów jest długa. Jeszcze nam się nie wyśniły wszystkie te nazwiska, które zobaczymy wyciosane na tablicach, ale uzasadnione przeczucie już pozwala widzieć tam i zwyklych morderców, i zbawców narodu, i cudownych Antonich.
Tyle narodów przeżyło stawianie pomników i kreowanie kultów, że i my damy radę.
Warto przy tym skorzystać z istniejącej wiedzy historycznej związanej z pomnikami i czerpać z doświadczenia innych, jak można sobie z nimi radzić. Wówczas stawianie pomników nie będzie budzić lęku ani złości lecz radosny dreszcz oczekiwania na przewidziane.
Pomniki, które się ostały
Pomniki mają zwykle nieskomplikowane losy: są wznoszone i stoją lub alternatywnie - są wznoszone i obalane. Dla ścisłości trzeba dodać, że niektóre pomniki wprawdzie stoją, ale w pewien sposób "zmieniają przeznaczenie".
Nie ma żelaznych reguł co do tego, którym pomnikom pisany będzie który wariant. Na przykład, zdawałoby się, że pomniki despotów i dyktatorów powinny być usuwane, gdy kończą sie ich reżimy, ale nie jest to regułą. Część takich pomników zostaje przez zasiedzenie lub tumiwisizm społeczeństw, którym po upadku dyktatury nie chce się ich obalać, bo ludzie zajęci są odbudowywaniem krajów i swojego życia po zniszczeniach "dobrych zmian".
Do pomników, które się "ostały" należą np. pomniki Mao w Chinach. Wszyscy już wiedzą, że Przywódca był zbrodniarzem, który zagłodził i wymordował miliony, ale gdy studenci na placu Tienanmen próbowali zmodyfikować jego obraz obrzucając go jajkami, to nasłano na nich czołgi, bo Partia jest przywiązana do dyktatora.
Pomniki Lenina w byłej NRD stoją jako pamiątka historii kraju. Josipa Bros Tito, mimo zbrodni wojennych, nie obala się w krajach byłej Jugosławii, bo części ludzi podoba się to, że trzymał Jugosławię w jednym kawałku i nie przywiązują uwagi do kosztów, jakie to pochłonęło. Podobnie jest z pomnikiem Gavrilo Principa w Bośni, który zamordował księcia Ferdynanda czym przyczynił sie do wybuchu I wojny światowej. Niektórzy Serbowie uznają go za bohatera więc stoi.
Stoją też pomniki Ho Chi Minha w Wietnamie i Józefa Stalina w czeluściach Rosji. W Południowej Afryce nie burzy się pomników Cecila Johna Rodesa, symbolu apartheidu i opresji. W Stanach stoją pomniki Nathana Bedforda Forresta, który ma na koncie udokumentowane zbrodnie wojenne i masakrę czarnoskórych żołnierzy i białych więźniów wojennych.
Pomniki, które stają
Niektórym zbrodniarzom stawia się pomniki zamiast je burzyć. Takie są wybory rządzących. Na Węgrzech, mimo protestów antyfaszystów, w 2013 roku postawiono pomnik Miklosowi Horthy, sprzymierzeńcowi Hitlera, twórcy antyżydowskiego prawa i nadzorcy pierwszej deportacji Żydów.
W USA, w stolicy stanu Georgia, przed budynkiem władz stanowych stanął w 2013 roku pomnik byłego senatora Toma Watsona, znanego antysemity i głosiciela wyższości białej rasy. Gdy zrobiło się z tego dużo szumu, pomnik przesunięto do pobliskiego parku.
Pomniki zwalane
Po upadku komunizmu w naszej części świata obalane były powszechnie pomniki Lenina i innych osób symbolizujących komunizm. Tyle ich padło, że w końcu media przestały o tym donosić, bo stało się to nudne. Scenariusze zawsze były podobne: tłum, dźwig, liny, przewrócenie pomnika, wiwaty, odłupywanie kawałków i robienie zdjeć.
Zaskakujące ożywienie w obalaniu pomników Lenina przyszło w 2013, kiedy nadeszły doniesienia, że zaczęły one padać na Ukrainie, choć wydawało się wówczas, że już żadnych pomników Lenina w okolicy nie ma. Obalenie Lenina w Kijowie w 2013 roku szczególnie warte było odnotowania, bo na postumencie po pomniku postawiono złoty kibel i złożono pod nim kwiaty, cokolwiek miałoby to znaczyć.
Z ciekawostek warto przypomnieć, że jeden z pierwszych Leninów upadł nie w naszym zaścianku, lecz w 1991 r w Addis Abebie, dwa dni po obaleniu Mengisha Haila Mariama. Natomiast jeden z ostatnich Stalinów upadł w Gorkim, rodzinnym mieście dyktatora, niecałe sześć lat temu. Czy był na pewno ostatnim? Nie wiadomo.
Ze względu na spektakularny sposób pozbycia się pomnika, warto wspomnieć 15.5 metrowego Stalina, który górował nad czeską Pragą. Smaczku temu pomnikowi dodało, że jego twórca Otkar Švecm popełnił samobójstwo przed odsłonięciem dzieła. Jest to zrozumiałe, gdyż było to w roku 1955. Tego Stalina wysadzono w powietrze w 1962 roku. Na jego miejscu w latach 90. Czesi postawili metronom, by przypominał wszystkim o upływie czasu.
W latach 90. XX wieku pierwsi wyrwali się do obalania pomników lokalnych dyktatorów Rumuni i Albańczycy. W Bukareszcie zwalono pomniki Nicolae Ceausescu, gdy krew na rozstrzelanych ciałach dyktatora i jego zony Eleny jeszcze nie zakrzepła. Podobnie niecierpliwi byli mieszkańcy Tirany w obalaniu pomników Envera Hoxha (Hodzy).
Arabska wiosna XXI w zmiotła pomniki dyktatorów w Syrii, Egipcie i Libii. W Syrii padły postumenty prawie całej rodziny prezydenta Bashara Al-Assada: padł brat Bassel, tata Hafez i sam Bashar.
W Egipcie dużo trudu zajęło zniszczenie gigantycznej rzeźby Hosni Mubaraka, gdyż wyrzeźbiony był razem w jednym kawałku z dwoma egipskimi laureatami Nobla i prezydentem Anwarem Sadatem.
Saddama Huseina niszczono w Al Zubayr po kawałku, odrąbując najpierw głowę, bo pomnik był za wielki, by go obalić w całości. 12 metrowy bagdadzki Husein padł na twarz w jednym kawałku.
Muammar Gaddafi, znany ekscentryk, miał ekscentryczny pomnik w Tripoli: była to jego ręka niszcząca w uścisku amerykański samolot wojskowy. Rękę powalono w 2011.
W zamieszaniu z burzeniem pomników padł pomnik Krzysztofa Kolumba w Caracas. Uznano, że należy mu się to, bo przyniósł nieszczęście odkrywając Amerykę.
Niektórym pomnikom pozwala się stać, choć ich czas już przeminął. Karze się je w inny sposób. W Sofii, pomnik żołnierzy radzieckich, służy do malowania. W 2014 w wyrazie solidarności z Ukrainą pomalowano go w kolory flagi ukraińskiej, a wcześniej ci sami żołnierze byli pomalowani w kolorowe postaci Supermana, świetego Mikołaja i Ronalda McDonalda.
Pomniki kosmiczne
W słynącej statuami Korei Północnej jest mnóstwo ciekawostek pomnikowych. Są tu wyłącznie pomniki trzech generacji rodziny Kim: dziadka Kim Il-Sung, syna Kim Jong-Il i wnuczka Kim Jong-un. Historycznie rekord w liczbie pomników miał dziadek - źrodła mówią o ponad 500 do 1000. Gdy zmarł syn, do pomników dziadka zaczęto dostawiać pomniki syna i liczba pomników dziadka i syna w ten prosty sposób się wyrównała. Czasem dziadek z synem są na koniu (5.7 m), a czasem na stojąco – wtedy mają po 23 m.
Oficjalnie wnuczek nie ma jeszcze swoich pomników. Naród jest dopiero do tego przygotowywany. Na razie pomnikami czczony jest tylko dziadek i ojciec. Podobnie było w czasach ojca. Do 1996 r, Kim Jong-Il nie miał swoich pomników. Stawiał za to pomniki swemu ojcu od momentu objęcia funkcji szefa narodowej propagandy w 1967 r. W 1994 roku dziadek zmarł. Wówczas odczekano trzy lata żałoby zanim zaczęto stawiać pomniki synowi.
Wnuczek, po śmierci ojca też ogłosił trzyletnia żałobę, a po jej zakończeniu przedstawił plan dobudowania dalszych pomników dziadkowi i tacie w każdym powiecie, bo dotychczas stały one tylko w każdej prowincji. Ich obecność w powiatach będzie dużym ułatwieniem życia ludności, bo nowożeńcy mają nakaz, po zakończeniu ślubnej ceremonii, składać kwiaty pod pomnikiem dziadka. Plan jest niestety bardzo ambitny i niektórzy zachodni ekonomiści wątpią czy budżet kraju go wytrzyma, bo jednocześnie buduje się bomba atomowa, która też żre strasznie kasę.
Dodatkowo zbliża się wielkimi krokami czas na rozpoczęcie budowania pomników wnuczka. Na razie ma on tylko jeden. Jest to pomnik wybudowany dla niego, ale bez jego postaci. 560 metrowy obelisk został zaprojektowany i wykonany w takiej skali, by z kosmosu można było odczytać inskrypcję: „Żyj długo Generale Kim Jong-Un, Świecące Słońce”.
Podsumowując
Dwa pomniki na Krakowskim Przedmieściu, pomnik w każdym województwie, w każdym powiecie, na każdym rondzie i każdej ulicy to nie żadna katastrofa ani specjalny powód do dumy, gdy się spojrzy na to z gwiezdnej perspektywy, relatywizmu czaso-przestrzeni i szaleństw historii.
