Majówka w pełni, na dodatek ważny dzień obywatelski i państwowy – święto flagi, a ja mój cotygodniowy felieton tytułuje dziwnie, jak na taki dzień. Postaram się jednak udowodnić, że ten tytuł jest poważnym ostrzeżeniem dla obywateli.
PiS rządzi, wszyscy to odczuwamy i z każdym miesiącem będziemy odczuwać coraz mocniej. Opłaty za usługi bankowe rosną. Ciekaw jestem, kto zauważy podczas zakupów w supermarketach, że ceny twarożku, masła i innych produktów, wzrosły o 10 – 20 groszy? Nikt tego nie dostrzeże, nawet skromnie uposażony emeryt, który będzie się dziwił, że zabrakło mu na ten twarożek i masło dwa - trzy dni przed wpływem na rachunek następnego świadczenia emerytalnego. Ktoś za te nowe podatki PiS musi przecież zapłacić.
Ale przejdźmy do liczników w garażu. Rządzące Prawo i Sprawiedliwość postanowiło „unarodowić” wszystko, konie arabskie, media i wszystko co się tylko da. Jeżeli ktoś nie rozumie w tym znaczeniu słowa „unarodowić” służę podpowiedzią. W kontekście działalności politycznej PiS, oznacza to ni mniej ni więcej tylko fobia.
Tak też jest z licznikami. Trwają prace PiS nad tzw. dużą ustawą medialną, która określi nam zakres wolności słowa, wg. standardów PiS, również w internecie. Ustawa jednak będzie kompleksowa i zakończy uchylanie się 70 procent obywateli od opłat radio telewizyjnych. Zgodnie z założeniami tej ustawy, każdy obywatel, bez względu czy posiada telewizor czy nie, będzie płacił taką opłatę w wysokości minimum 15 złotych miesięcznie. Ale to nie wszystko, opłata będzie naliczana do rachunków za dostawę energii elektrycznej. PiS jednak wie, że energia jest naliczana z licznika, więc ustawa będzie stanowić, że opłata radio telewizyjna będzie pobierana od każdego licznika, a nie od każdego telewizora, również tego, którego ktoś nie posiada.
Cóż można począć, albo biernie czekać na uchwalenie tej odjazdowej ustawy i płacić za telewizory przypisane do liczników w garażach, w piwnicach, na działkach, itp… czy po prostu protestować i to masowo, zanim ta kolejna fanaberia PiS zostanie uchwalona.
Projekt tej ustawy jest oczywiście antykonstytucyjny, ale nie po to PiS nazywa posiedzenia Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego spotkaniami „kolesi”, aby przejmować się konstytucyjnością stanowionego prawa.
