
Platforma Obywatelska nigdy nie przeprosiła za styl swoich rządów, który sprawił, że do władzy doszło Prawo i Sprawiedliwość. Ze strony żadnego z liderów tej partii nie usłyszeliśmy rzetelnej refleksji nad tym co poszło nie tak. Zasługi PO w niszczeniu demokracji i państwa prawa są niemałe. Nigdy się z nich nie rozliczyła. Dlatego jest coś nieprzyzwoitego w tym, że to właśnie Grzegorz Schetyna stoi w pierwszym szeregu obrońców demokracji.
Platforma Obywatelska nigdy nie przeprosiła za styl swoich rządów, który sprawił, że do władzy doszło Prawo i Sprawiedliwość. Ze strony żadnego z liderów tej partii nie usłyszeliśmy rzetelnej refleksji nad tym co poszło nie tak. Zasługi PO w niszczeniu demokracji i państwa prawa są niemałe. Nigdy się z nich nie rozliczyła. Dlatego jest coś nieprzyzwoitego w tym, że to właśnie Grzegorz Schetyna stoi w pierwszym szeregu obrońców demokracji.
Postpolityczny projekt Donalda Tuska cechowało stopniowe odchodzenie od ideologii. Startująca z pozycji konserwatywno-liberalnych Platforma raz dryfowała w prawo, raz w lewo, zadowalając się władzą dla samej władzy. Partia chciała być postrzegana jako ci, którzy zapewniają Polsce uznanie na arenie międzynarodowej i święty spokój w kraju. O ile pierwsze się względnie udało (choć np. w sprawie podejścia do polityki klimatycznej, przyjęcia Karty Praw Podstawowych czy przestrzegania praw człowieka Polska i tak znajdowała się w oślej ławce), to za drugie ceną była stagnacja, niskie płace i totalny brak pochylenia się nad tymi, którzy zostali zepchnięci na margines przez system. Dla ekipy Tuska i Kopacz byli niewidzialni.
Styl władzy Platformy mógł razić. Chłopcy w krótkich spodenkach grający w piłkę to była jeszcze ta w miarę sympatyczna część wizerunku. Ale już wypchnięcie na pozycje ministerialne postaci w rodzaju ministra Biernata (znanego z dobijania się do pokoju hotelowego posłanki Samoobrony) świadczyło o tym, że PO ma krótką ławkę i nie obawia się sięgać po skompromitowane postacie. Później przyszła era Kamińskiego i Giertycha jako "lokomotyw" PO, co tylko wzmocniło wizerunek Platformy jako cynicznej partii władzy bez pomysłu na rządzenie.
Dla Platformy, zarówno na poziomie samorządowym, jak i krajowym władza była prostym instrumentem do zapewniania godnego życia działaczom i ich rodzinom. Państwo było narzędziem do wynagradzania lokalnych polityków PO, a konkursy pisano pod konkretne osoby. O ile tak postępują wszystkie partie, to PO dokładała do tego pogardę dla zwykłych ludzi. Słynne "Jak można pracować za 6 tysięcy" Bieńkowskiej czy tworzenie miejskich slumsów przez kolejnych związanych z Platformą polityków pokazywało, że mamy do czynienia z grupą interesu, a nie realnymi reprezentantami obywateli.
PO zmieniała prawa często w sposób kuriozalny, podyktowany bieżącym kalendarzem. Wybucha afera hazardowa i Platforma delegalizuje pokera sportowego i reklamę zakładów bukmacherskich. Choć demoralizacji ulegli właśnie politycy tej partii, to ugrupowanie Tuska postanawia napisać ustawę, która zmienia cały sektor. Takie przykłady można mnożyć i każdy z nich pokaże, że to właśnie PO doprowadziło PiS do władzy i sprawiło, że Kaczyński zamiast sanacji państwa (którą obiecywał np. przed poprzednimi rządami) uważa, że może nim zarządzać jak własnym folwarkiem. Bo wcześniej bardzo podobnie postępował Tusk, inna sprawa, że z dużo większą gracją.
Czy dziś w ruchu obrony demokracji potrzebujemy Platformy? Tej samej, która odpowiada dziś za dziką reprywatyzację w Warszawie? Tej, której lider nie ma do zaproponowania żadnej spójnej opowieści o Polsce? Tej, która nie spełniła prawie żadnej obietnicy złożonej wobec progresywnych wyborców? Szczerze mówiąc, nie sądzę.
