Kiedy w Warszawie wystartował w niedzielę gigantyczny marsz opozycji, w publicznej telewizji rozpoczęto – jak czytam – transmisję live. Z tym, że nie była to relacja z największej demonstracji ostatniego ćwierćwiecza. W to miejsce pokazano czat z Prezesem.
Czat był wprawdzie internetowy, ale wbrew usilnie budowanym pozorom dowiódł, że rzeczywistość cyfrowa to nie jest już – niestety – świat kierownika PiS-u. Owszem, mawia się, że kogo nie ma w TV, ten – w zasadzie – nie istnieje. W naszych czasach nie da się jednak unieważnić demonstracji KOD-u, ani zresztą żadnego innego wydarzenia, faktu czy opinii, odwracając kamery i mikrofony w inną stronę.
Nie sposób tego dokonać ani z pomocą „małej” , ani „wielkiej” ustawy medialnej. Ba – nawet zapowiadana w trakcie czatu „repolonizacja” mediów też niewiele pomoże.
To nic nie da, podobnie, jak w słusznie minionych czasach nic nie dała „żelazna kurtyna” i urząd na Mysiej (gdzie – to informacja dla młodszych roczników – mieściła się „cenzura”). Owszem, próbowano zakłamywać rzeczywistość, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło.
Złudzenie, że kto ma media, ten ma monopol na informację i rację, jest –skądinąd – znacznie starsze od Prezesa. Jednak monopol na informację nie udał się nigdy, w żadnych warunkach geograficznych czy historycznych. Ciągle żyją jeszcze pokolenia, które nawet w czasach stalinizmu były – by tak rzec – na bieżącoz tym, co dzieje się na świecie, a zwłaszcza w Polsce. Bardzo pomagał w tym „głos wolnego świata w naszych domach” – BBC, RWE oraz płynący zza oceanu „Głos Ameryki” (tak po prawdzie, to program w języku polskim nadawano z Monachium).
Ten głos docierał – za pośrednictwem fal radiowych – do setek tysięcy Polaków nawet w czasach najcięższej komunistycznej opresji. Tym bardziej więc dotrze teraz, w dobie mobilnych środków komunikacji, powszechnej znajomości angielskiego i przy otwartych granicach. Nawet wtedy, gdyby jakimś cudem zablokowane zostały wszystkie polskie kanały informacji.
Policja, biorąca pensje z budżetu, może sobie do woli szacować ilość uczestników sobotniej manifestacji na 30-45 tysięcy. Najwyżej dostarczy dodatkowych argumentów opowiadaczom dowcipów o poziomie wykształcenia stróżów prawa, co to do trzech zliczyć nie potrafią. I tak już w kilka godzin po manifestacji największe agencje prasowe na świecie podały rzeczywistą liczbę demonstrantów. Większość zagranicznych źródeł, w tym bodaj wszystkie amerykańskie, oszacowała marsz na 240-250 tysięcy.
Marsz KOD-u nie wzbudził zainteresowania „publicznych” mediów w Polsce, ale za to amerykańcy korespondenci wszystkich najbardziej prestiżowych dzienników mieli na ten temat zupełnie odmienne zdanie. Owszem, omówienia warszawskiej manifestacji znalazły się w zakładkach „Europe”, ale o demonstracji napisały ze szczegółami wszystkie – literalnie wszystkie – liczące się amerykańskie gazety, z New York Timesem, Wall Street Journal i Washington Post na czele. Pokazały marsz większe telewizje (ABC, NBC, a nawet konserwatywny kanał Fox News). Szczegółowo poinformowała też o zdarzeniach w Warszawie agencja Bloomberga.
Czego dowiedzieli się o Polsce w niedzielny poranek czytelnicy wiodących amerykańskich periodyków, które prenumeruje większość intelektualnych elit, kadry zarządzającej i administracji w Waszyngtonie?
Po pierwsze, co podkreśliła większość dzienników, że był to największy z ulicznych protestów, jakie odbyły się nie tylko w Polsce, ale w całej Europie Środkowej od czasu obalenia komunizmu.
Po drugie, wyraźnie określona została przyczyna tego protestu, który był„ za Europą”, a w praktyce przeciwko rządom Prawa i Sprawiedliwości. Bo te w ciągu niespełna pół roku doprowadziły do kryzysu konstytucyjnego i realnie zagroziły pozycji Polski w Unii Europejskiej.
Wszystkie większe dzienniki opisały, i to z detalami, zamieszanie wokół Trybunału Konstytucyjnego oraz przedstawiły stanowisko Unii w tej sprawie. Zwracano też uwagę na fakt, że ustawy wprowadzane z naruszeniem porządku konstytucyjnego zaczęły zagrażać stabilności gospodarczej Polski, co już znalazło wyraz w pogarszających się notowaniach światowych agencji ratingowych.
Wniosek: protest jest w pełni uzasadniony, natomiast oficjalne stanowisko PiS, że na ulice wyszli ci, co nie mogą się pogodzić z wynikiem wyborów, elegancko rzecz ujmując mija się z prawdą.
W sprawie sobotniej demonstracji głos Ameryki wybrzmiał więc w pełnej harmonii z głosami polskiej opozycji.
Amerykańskie media uznały też – w przeciwieństwie do telewizji publicznej z Woronicza, że warszawski protest jest wydarzeniem na tyle istotnym, żeby informację o nim natychmiast zamieścić na łamach. Co też uczyniły. bo kto im zabroni. I kto zabroni to potem przeczytać na milionach laptopów milionom Polaków?
Na to, niestety, nie pomoże ani wysyłanie do szacowania wielkości demonstracji rachmistrzów liczących na palcach, ani czat z Prezesem live, ani nawet gruntowna repolonizacja wszystkich mediów nad Wisłą.
Wprawdzie ostatnia polskojęzyczna audycja z Monachium została nadana w lutym 2004 roku, ale i po tym terminie Polska ciągle może bowiem liczyć na resztę świata. I, oczywiście, na „głos” Ameryki.
