Polacy zawsze byli narodem otwartym i proeuropejskim. Dlatego pomysły rzucane od czasu do czasu z "obozu władzy" (i nie tylko) o organizacji referendum w sprawie wyjścia z Unii Europejskiej skazane będą na porażkę. Ale niech próbują. Tym silniejszy będzie nasz sprzeciw.
Stosunek do Unii Europejskiej to jedno ze spoiw, które łączy wszystkie partie opozycyjne: Nowoczesną, PSL, Lewicę i PO. Pomimo pojawiających się naturalnie dyskusji nad kształtem i przyszłością UE jedno jest pewne. Żadna inna struktura nie zapewniła względnego pokoju na Kontynencie od czasu zakończenia II wojny światowej. Wspólne interesy ekonomiczne okazały się silniejsze od politycznych partykularyzmów. Gdy spojrzymy statystycznie jak zmieniła się Polska w ciągu ostatnich lat, widzimy jak bardzo na tym skorzystaliśmy: • więcej eksportujemy (178,7 mld euro) niż importujemy (173,6 mld euro); zanotowaliśmy ogromną przewagę eksportu w porównaniu z rokiem 2004 (178,7 mld euro - 2015; 60,3 mld euro - 2004), • bezrobocie z 19,1% w 2004 r. spadło do 6,8% w 2016 r. (luty), • wzrosła konsumpcja z 54% do 74% średniej unijnej oraz PKB z 49% do 68%, • i prawie trzykrotnie wydłużyły nam się odcinki autostrad z 405 km w 2003 r. do 1553 km w 2015 r. To czego nie zauważają przeciwnicy UE, to fakt, że przez te wszystkie lata więcej z Unii wyciągnęliśmy pieniędzy niż do niej dopłaciliśmy. Obrażenie się na Unię, usuwanie jej flag, a nawet pogardliwe słowa Krystyny Pawłowicz, że to "szmaty", pokazuje skalę tego niezrozumienia. To tak jakby mieć pretensje do Św. Mikołaja za to, że przyniósł prezenty. Może faktycznie niektórym powinien dać rózgę. Poseł Kaczyński wie, że jako społeczeństwo jesteśmy w większości proeuropejscy. Ale ma w swojej partii również europrzeciwników (bo raczej bym już ich nie nazwała "eurosceptykami"). Dlatego do ogółu kieruje słowa o przywiązaniu do tradycji europejskiej i dążeniu do zachowania silnej pozycji Polski w Europie, co cytują mainstreamowe media, a z drugiej strony pozwala wygłaszać skrajnie nieodpowiedzialne komentarze posłance Pawłowicz, żeby najtwardszy antyeuropejski elektorat usłyszał to, co chce usłyszeć, bo on i tak TVNu nie ogląda. I tak coś, co wygląda na sprzeczność w rzeczywistości nią nie jest, bo odbiorcy tych dwóch przekazów nigdy się ze sobą nie spotkają. Póki co jednak cieszmy się, że Europa widząc imponującą frekwencję na sobotnim marszu utwierdziła się w przekonaniu, że Polacy są silnie proeuropejscy i nie pozwolą odwrócić się od niej plecami.
(Przedstawiając procenty skorzystałam z danych Biura Informacyjnego Parlamentu Europejskiego) woi
