Dwie odziane na czarno kobiety nieśmiało przemykały korytarzem watykańskiego pałacu.
- Boisz się Beata? – spytała niepewnym głosem Beata nr 1. - Boję się - powiedziała Beata nr 2 - ta rozmowa, to niemal spowiedź, już dostaję gęsiej skórki. - Raczej nie da nam rozgrzeszenia – oceniła Beata nr 1. Przeklinała w duchu moment kiedy ich szef, wpadł na ten szatański pomysł. Nie miała jednak wyboru, bo z szefem nie dyskutuje się. - Podobno jest bardzo surowy. Jak nic skończymy w piekle, cienkim głosem odpowiedziała Beata nr 2. - Albo wyznaczy nam taką pokutę, że resztę młodości stracimy na odmawianiu zdrowasiek – Beata nr 1 przedstawiła łagodniejszą wersję scenariusza, ale i on nie wyglądał zbyt optymistyczne. Spróbujmy rozegrać to po naszemu, zaproponowała, starając się złapać ostatnią deskę ratunku. - Czyli konkretnie, jak? – z nadzieją w głosie zapytała Beata nr 2. - Damy mu nasz audyt i powiemy, że to wszystko wina Donalda. Może wtedy da rozgrzeszenie? z nadzieją w głosie zaproponowała Beata nr 1. - Nic z tego, on w lot zorientuje się, że jak rozwalaliśmy Trybunał to Donalda już nie było w Polsce. Będzie jeszcze gorzej, wszak nie wolno dawać fałszywego świadectwa przeciwko bliźniemu swemu. Za złamanie dekalogu jak nic ognie piekielne, w głosie Beaty 2 nr nadzieja powoli umierała. - To mu powiemy, że Jarek nam kazał – Beata nr 1 za wszelka cenę próbowała znaleźć jakieś wyjście - on wie, że z Jarkiem nie ma żartów i może nam odpuści.
Po tych słowach przez moment w sercu Beaty nr 2 zaświtała nadzieja, jednak po chwili przypomniała sobie rozmowę którą odbyła z wybitnym prawnikiem przed wyjazdem z kraju.
- Nie odpuści, zaprzeczyła zrezygnowana. Andrzej mi powiedział, że sprawdzał w kodeksie. On twierdzi, i chyba ma rację, że żołnierz powinien odmówić wykonania rozkazu niezgodnego z prawem. A jeśli nie odmówi i wykona go, odpowiada, jak amen w pacierzu. Jak nic czeka nas wieczne potępienie. Chyba, że … przyszedł mi do głowy jeszcze jeden pomysł. Chyba, że jak wejdziemy, to walniemy się od razu krzyżem na podłodze i będziemy tak leżeć, aż mu serce zmięknie.
− To się raczej nie uda – po chwili namysłu powiedziała Beata nr 1. Nie dadzą nam tam leżeć wiecznie. Do niego jest kolejka, po kilku minutach wyniosą nas. Ale wiesz co mam inny pomysł. Zagadaj go! Masz przecież najlepsze gadane w mieście. Pamiętasz, co kiedyś powiedziałaś w Toruniu? Jak to szło „Przewielebni księża arcybiskupi, księże celebransie, przewielebni księża biskupi. Tyle tego było, że dalej nie pamiętam. Może dasz radę i tym razem powiedzieć coś takiego, że zaniemówi z wrażenia. - Nie, on nie da się na to złapać, powiedziała Beata nr 2, jednak Toruń, to ciągle nie Watykan.
Gdy wydawało się już, że nadzieja zgasła, oczy Beata nr 2 rozbłysły nagle, jak umysł pomysłowego Dobromira w trakcie iluminacji.
− Wiem jak to rozegramy - rozentuzjazmowana zaczęła relacjonować swój pomysł. Zakładamy na głowy mantylki i wchodzimy do środka. On nas nie rozpozna, bo pomyśli, że jesteśmy wycieczką klubu fanek księżniczki Amidali. Zanim połapie się, pstrykamy selfie i zwiewamy. Nie zdąży wyznaczyć pokuty, a dla Jarka będziemy miały dowód, że odbyłyśmy dyplomatyczną wizytę i wykonałyśmy zadanie. − Beata ty masz głowę – nie mogła powstrzymać radości z perspektywy sukcesu Beata nr 1 - od razu widać, że masz prawnicze wykształcenie.
W sercach obu kobiet na nowo zagościła nadzieja. Zdecydowanym ruchem naciągnęły na głowy gustowne mantylki .
Niech moc będzie z nami – powiedział Beata nr 1, po czym zdecydowanym ruchem pchnęła drzwi.
Dubois & Stępiński
