Jak długo jeszcze będą nas ośmieszać w świecie. Tu, w Polsce niechaj się kompromitują. Ale na ten cyrk patrzy cały świat. Może dzięki temu przybywa nam polityków wspierających olbrzymią większość społeczeństwa, która ma już dość "dobrej zmiany". Należy dziękować prezydentowi Clintonowi, należy dziękować Komisji Weneckiej, należy dziękować politykom UE. Nie jesteśmy sami.
Pozostaje tylko zazdrościć…
„Kiedy byłem w Warszawie nie było dnia żeby nie wydarzyło się coś co irytuje spokojnego obywatela takiego jak ja. Albo jakieś przemówienie z głupstwami, albo przekręty telewizji, albo jakaś niewydarzona inicjatywa polityczna. Nie można się skarżyć, ciągle coś się dzieje”. To cytat z listu przyjaciela, który całe swoje życie spędził na emigracji. Całe swoje zawodowe życie spędził na komentowaniu polskiej sceny politycznej. Najpierw lata komunizmu począwszy od Bieruta poprzez Gomułkę, Gierka, Jaruzelskiego by wreszcie już jako emeryt, ale i dyplomata, reprezentować polskie interesy w świecie. Teraz , to co się dzieje w kraju obserwuje także z perspektywy innej stolicy, czerpiąc informacje z różno języcznych agencji i gazet. Od czasu do czasu spędza po kilka dni w Polsce. Pisze do mnie w miarę regularnie i często. Zawsze dzieli się opisami Polski publikowanymi w prasie zagranicznej. Ciekawsze wycinki wkłada do koperty z prośbą, by po przeczytaniu podzielić się z nim swoimi uwagami. Wyłaniający się z tych wycinków obraz, przeraża. Znam go chyba w miarę dobrze. Należy do dziennikarzy, polityków bardzo rzadko poddających się emocjom. A tutaj taka refleksja! I to nie po inscenizacji w sejmie żałosnej, prymitywnej, chamskiej w dodatku komedii pod tytułem AUDYT. Przyjaciel tego przedstawienia jeszcze nie znał. W Polsce przebywał na przełomie kwietnia i maja. I to już wystarczyło, by tak oceniać sytuację. Jako senator mający w swoim życiorysie długi etap pracy w Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa miałem możliwość prowadzić chyba w miarę szczere rozmowy z politykami ówczesnej opozycji czyli PiS. Dzisiaj spoglądam na ich twarze i oczom nie wierzę. Są sprawozdawcami ustaw godzących w podstawy demokratycznego państwa. Uczestniczą w konferencjach prasowych kompromitujących nasz kraj w świecie. Wypowiadają słowa o które nigdy bym ich nie posądzał. Jestem przekonany, że zaraz po wyjściu z rządowych budynków wypowiadanych słów się wstydzą. Nie wszyscy. Większość to zapewne klakierzy padający na kolana kiedy mija ich prezes. Ale ci z tytułami profesorskimi, prawnicy? Intelektualiści? Nie, takich tam nie ma. Ale są wiem, że jest tam grupa polityków, którzy dzisiaj wstydzą się tego co PiS wyprawia z Polską. Wstydzą się Sasina, Ziobry, Brudzińskiego, Kempy, Jakiego, Suskiego i wielu, wielu innych. Boją się do tego przyznać, bo wiedzą, że zemsta tych ludzi jest potworna. Siedzą więc cicho i przytakują. Pamiętam. Tak było za komuny. Tak jest i dzisiaj w Pisie. Mam momentami ochotę, przynajmniej do kilku zadzwonić, powiedzieć kilka słów tak jak dawniej, zapytać: czy im nie wstyd? Dlaczego milczą i biją brawa.? Teraz odwaga nie kosztuje tak wiele. Stracona posada? Stracony mandat za trzy lata? Nie robię tego, bo wiem, że byłoby im głupio. Ja im współczuję. Wyobrażam sobie jakie przeżywają męki. Wiedzą, że prezydent Clinton oceniając Polską politykę doskonale wiedział co mówi. Wiedzą, że w Brukseli polska scena polityczna nie ma żadnych tajemnic. Wreszcie trzeba też to otwarcie powiedzieć: my Polacy w ogromnej większości z zadowoleniem przyjmujemy wszelkie reakcje polityków, dziennikarzy, intelektualistów w których wyrażają oni taki sam niepokój o przyszłość naszego kraju, jaką i my wyrażamy podczas manifestacji, publicznych dyskusji czy też o których mówią politycy opozycji. Widzimy, że nie jesteśmy sami, że możemy liczyć na wsparcie autorytetów, organizacji i rządów. To ważne. Niechaj premier czy prezydent nie wykrzykują, że naród wypowiedziami Clintona czuje się obrażany. Pisowcy na pewno tak, ale to ich problem. Naważyli piwa niechaj go teraz spijają. Na pomoc narodu raczej niech nie liczą. Tak. Przyjaciel ma rację. U nas naprawdę bardzo dużo się dzieje. Każdy dzień przynosi kolejne sensacje. I musimy z tym na co dzień żyć. Zazdroszczę jemu, że on nie musi.
