Ta rocznica się zbliża. Pozostało niewiele godzin. W minionych latach rząd a przede wszystkim pałac prezydencki i prezydent przypominali Polakom o dniu 4 czerwca. To przecież ważna data. Tego dnia 27 lat temu, tak naprawdę padł komunizm. Mam wrażenie jakby obecnemu rządowi, a szczególnie prezydentowi i jego świcie wyjątkowo zależało na tym, aby Polacy ten dzień potraktowali obojętnie. Trudno mi to zrozumieć. Jeszcze trudniej się z tym pogodzić. Dlatego jadę do Warszawy. Będę w tym tłumie!

REKLAMA

WAŻNA ROCZNICA Ta rocznica się zbliża. Pozostało niewiele godzin. W minionych latach rząd a przede wszystkim pałac prezydencki i prezydent przypominali Polakom o dniu 4 czerwca. To przecież ważna data. Tego dnia 27 lat temu, tak naprawdę padł komunizm. Mam wrażenie jakby obecnemu rządowi, a szczególnie prezydentowi i jego świcie wyjątkowo zależało na tym, aby Polacy ten dzień potraktowali obojętnie. Trudno mi to zrozumieć. Jeszcze trudniej się z tym pogodzić. Dlatego jadę do Warszawy. Będę w tym tłumie! Atmosferę, jaka tamtego dnia panowała na polskich ulicach znam jedynie z opowieści, z gazet. Mieszkałem w Monachium i tego akurat dnia, 4 czerwca 1989 roku, pracowałem. Nikt mnie do tego nie zmuszał. Stało się tak nawet trochę wbrew dyrektorowi polskiej sekcji Radia Wolna Europa. Marek Łatyński – tak się nazywał 4-y w kolejności dyrektor sekcji – uważał, że powinniśmy dostosować się do obowiązującej w Polsce w dniu wyborów powszechnych, ciszy wyborczej i czekać cierpliwie na oficjalne komunikaty PKW. Razem z Jackiem Kaczmarskim uznaliśmy to za błąd i z własnej inicjatywy zdecydowaliśmy się spędzić tę niedzielę w rozgłośni, przy Oettingenstrasse. Godzinami gromadziliśmy adresy i numery telefonów lokalnych komisji wyborczych. Trzeba pamiętać, że był to rok 1989 a połączenia telefoniczne wprawdzie już działały automatycznie, żeby jednak je zrealizować często trzeba było wykręcać dany numer po kilkadziesiąt razy. Na połączenia czekało się godzinami. Zaczęliśmy dzwonić zaraz po zamknięciu lokali wyborczych. Radość, z jaką przyjmowano informację, że dzwonimy z Monachium, z Radia Wolna Europa była przeogromna. Nie przypominam sobie, by w jakiejś komisji odmówiono nam informacji. Czuło się entuzjazm. Przekazywane nam wyniki wskazywały, że kandydaci OKP wszędzie uzyskali niemal totalne poparcie. W połowie nocy, po wykonaniu kilkudziesięciu rozmów, było dla nas oczywistym, że komuniści i ich sympatycy te wybory przegrali, a w Polsce zaczyna się nowa era. O godz. 5.00 rano mieliśmy już gotową informację o wynikach wyborów w kilkudziesięciu miejscowościach. Przekazaliśmy je naszym słuchaczom. Odtworzyliśmy na antenie fragmenty zarejestrowanych dźwięków. To była euforia zwycięstwa. Ludzie, z którymi rozmawialiśmy – dało się to wyczuć – płakali z radości. Jeszcze dzisiaj spotykam dawnych naszych słuchaczy, którzy pamiętają tamte rozmowy. Nie wiem czy taśmy z tamtego dnia się zachowały w archiwach? Jacka, już od kilku lat nie ma wśród nas. W uszach wciąż brzmią mi słyszane wówczas okrzyki zwycięstwa, triumfu członków lokalnych komisji wyborczych. Komunizm upadł! Trudno uwierzyć w rzeczywistość. Nigdy bym wcześniej nie przypuszczał, że 27 lat później, dokładnie w kolejną rocznicę tamtego dnia, tłumy Polaków wyjdą na ulice polskich miast, by powiedzieć, wykrzyczeć rządzącym krajem, że czekają na taki sam, jak wówczas, dzień powszechnej radości. Dzień, który obwieści, zaskoczonemu dzisiaj światu, że Polska z woli Polaków znowu wraca do rodziny państw o silnej i ustabilizowanej demokracji. Że jesteśmy krajem i narodem szanującym swoją konstytucję, obowiązujące prawo i przestrzegamy wszelkich zobowiązań względem innych państw i narodów, że na nas , Polaków zawsze można liczyć. Wierzę, że doczekamy.