Nic się nie stało, więc media nie poświęcą tematowi wiele czasu (jeśli w ogóle jakiś). Tymczasem warto odnotować, że w miesięcznicę smoleńska nic przed Pałacem Prezydenckim się nie wydarzyło. A przecież kilka tygodni marsz sympatyków PiS miał być powodem do przeprowadzki reprezentacji Rosji z hotelu Bristol w jakieś spokojniejsze miejsce.

REKLAMA

Byłem przed Pałacem w niedzielę wieczorem. Ludzi było mniej więcej tyle co zwykle, czyli maksymalnie kilka tysięcy. Pewnie w tym tłumku słychać było antyrosyjskie komentarze, pewnie było kilka antyrosyjskich transparentów. Solidarni stoją, jak stali ze swoimi żądaniami, ale szczerze mówiąc, nic drastycznego się nie rzucało w oczy.

Przypominam, że w połowie maja minister Joanna Mucha mówiła:

Uwagę z pewnością zwracała liczba policjantów. Na Karowej czekały liczne oddziały prewencji i armatka wodna. Od strony Placu Piłsudskiego było pewnie i ludzi i sprzętu więcej.

Jarosław Kaczyński nie powiedział nic ostrego, nic co podgrzałoby antyrosyjskie nastroje. Kilku rosyjskich dziennikarzy z pewnym znudzeniem oglądało z balkonu hotelu ludzi pod nimi. W drzwiach Bristolu stał leniwie oparty mężczyzna w koszulce Sbornej i patrzył na ulicę bez większych emocji. Prawicowe demonstracje przed pałacem stały się rutynowo nudne i ta dzisiejsza też taka była.

Gdybyśmy naprawdę wyprowadzili reprezentacji Rosji w inne miejsce, byłoby dziś głupio. Oby we wtorek okazało się, że z marszem kibiców było tak samo: dużo medialnego dymu przed i zero ognia.

Z tej niedzieli na Krakowskim Przedmieściu zapamiętamy jedną rzecz. I jest to rzecz dobra i warta zapamiętania. Gest rosyjskiej reprezentacji - złożenie kwiatów przed smoleńską tablicą.