
Czas na rybę! Lekko i przyjemnie, niczym na śródziemnomorskich plażach.
Sporo wody w Wiśle upłynęło zanim na stałe przeprowadziłyśmy się do Syrii. Ostatecznie nastąpiło to kiedy zaczęłam chodzić do szkoły. Wtedy też zaczęły się nasze migracje letnio-zimowe. W ciągu roku szkolnego – od września do maja – mieszkałyśmy w Syrii, a na wakacje przyjeżdżałyśmy do babci, do Polski. Zaczęłam mówić mając ponoć 10 miesięcy, więc w wieku siedmiu lat w miarę dobrze mówiłam po polsku, a i po syryjsku radziłam sobie nieźle. Gorzej natomiast było z moją młodszą siostrą, która jako trzylatka, co parę miesięcy musiała uczyć się mówić od nowa w drugim języku, a mając takiego wrednego tłumacza jak ja, łatwego życia nie miała. Babcia rozpieszczała nas co niemiara. Cały rok czekała na swoje wnusie, szyjąc ubranka dla lalek, zbierając wielkanocne baranki cukrowe i landrynki, a od progu witała pierogami z mięsem i cebulką oraz pączkami i sernikiem „własnej roboty”. Za szyneczką i parówkami stała godzinami w kolejkach pod mięsnym, na zmianę z mamą. Uwielbiała piec nam ciasta, ciasteczka i wszystko było robione z pasją i miłością do Karusi i Boluni – jak o nas pieszczotliwie mówiła. Babcia pachniała wanilią i drożdżami. Miała najpiękniejsze na całym świecie niebieskie oczy i czarne włosy oraz jak każda babcia, poczucie że ma niedożywione wnuki. Kiedy mama zostawiała nas z babcią, często musiałam tłumaczyć jej co mówi „mieszająca języki” Fabi. Pewnego razu babcia mnie woła: - Karusiu, chodź kochanie! Co mówi Bolcia, bo chyba jest głodna? - Oj babciu, nie wiem co ona mówi - i spytałam po syryjsku - Co chcesz? Siostra wyczuła, że mam wredne zamiary, więc nie chciała już ze mną rozmawiać. Odwróciła się do babci i powiedziała błagalnie - Babciu ja chcę sanke*! Na co babcia odkrywczo - Szynkę! Szyneczki dziecko chce, już babcia daje! Ja z uśmiechem na twarzy potwierdziłam szyderczo - Taaak szyneczki chce – patrząc na zrozpaczoną Fabi, która chciała zjeść… rybę! I na cześć babci dziś będzie ryba z piekarnika po syryjsku.
*SAMKE po syryjsku znaczy rybka, ale trzyletnia Bolunia mówiła „sanke”.
Dorsz atlantycki w marynacie czosnkowej.
Składniki: 1 dorsz atlantycki 1 szklanka soku z cytryny 1/2 szklanki oliwy 4 ząbki czosnku Kumin rzymski Sól Natka pietruszki Główka czosnku Kilka plasterków cytryny
Sposób przygotowania: - przygotować marynatę: Wymieszać sok z cytryny z oliwą i rozgniecionymi 4 ząbkami czosnku. Posolić, dodać kumin i poszatkowaną natkę pietruszki. - posmarować rybkę marynatą i ułożyć na blasze. Na wierzchu rozłożyć plastry cytryny i posypać ząbkami czosnku z całej główki. - w piekarniku nagrzanym do 190 stopni piec przez 45 minut. Podać z ryżem i sałatą
