Siwowłosy mężczyzna godnie zajął swoje miejsce na kanapie. Obok niego, według starszeństwa, usadowiły się koty - Fiona, Czaruś, a na końcu gość Feluś, zaprzyjaźniony dachowiec z sąsiedniej kamienicy. Mężczyzna sięgnął po pilot i włączył telewizor. Na ekranie pojawił się rysunek pradawnego grodu, a lektor monotonnym głosem, w sposób zrozumiały dla siedmiolatków powtarzających pierwszą klasę, zaczął czytać:
”W kruszwickim zamku żył Popiel stary Co za swe zbrodnie doznał słusznej kary I choć to dziwne, każdy w to wierzy Że myszy zjadły króla w wieży”
− O będzie o Popielu i myszach – ożywił się mężczyzna – to jedna z moich ulubionych legend, zaczął tłumaczyć rozciągniętym na kanapie kotom. Opowiada o początkach naszej państwowości. Dawno, dawno temu, na naszych ziemiach panował król Popiel wywodzący się z plemienia Goplan. Nazywano go Chruścisko. Za żonę miał okrutną Niemkę Gerdę. Co to za pomysł, żeby żenić się z Niemką? – wzburzył się na samą myśl o tym – zero patriotyzmu u zarania dziejów. Słuchajcie, taka Wanda to potrafiła i pokazała, jak powinna zachować się Polka, co nie chce Niemca. A ten brał wszystko co mu wtykali! Ale nieważne – machnął ręką. Chodzi mi o to, że ten król był bardzo zły, gnębił i oszukiwał poddanych, a żeby nikt mu nie przeszkadzał w złych rządach, podstępnie zamordował całą radę starszych. Ale przyszedł dzień rozliczenia, taka staropolska dobra zmiana. Poddani zbuntowali się i król Popiel uciekał w popłochu przez jezioro Gopło, by schronić się w wieży warownego zamku w Kruszwicy. Tam dopadły go myszy, które wylęgły się z ciał zamordowanych krewniaków i zjadły go.
− Myszy? Gdzie są myszy – miauknęła Fiona, przebudzona z drzemki, słysząc imię znienawidzonego wroga. − Tak myszy - potwierdził mężczyzna - zjadły jego i żonę niemrę. To z ich pomocą władzę nad krajem przejął Piast Siemowit, ojciec naszego Mieszka, który dał początek całej dynastii Piastów. A co do ciebie Fiona, nie wypada przysypiać, kiedy bajki opowiadam! − Wredne myszy, jak ja ich nienawidzę – mruknął cichutko Czaruś, prężąc kark i pokazując pazurki.
W tym momencie mężczyznę oświeciło.
− Toż ja całe życie miałem ahistoryczny pogląd na to, co dla naszego kraju zrobiły anonimowe myszy! Nie dostrzegłem w nich patriotów, protoplastów elity dobrej zmiany. Tę niesprawiedliwość trzeba natychmiast naprawić, pomyślał idąc do telefonu. A wy kotki zrobicie kiedyś coś dobrego dla Polski? – spytał całkiem serio, patrząc na swoich czworonożnych przyjaciół. − Starego już zupełnie nawiedziło – ocenił Feluś.
Na szczęście dla Felusia starszy mężczyzna, choć był znanym kociarzem, nie był tak uzdolniony, jak dr Dolittle i nie rozumiał kociej mowy. Za to wydawał się być coraz bardziej zafascynowanym pomysłem wprowadzenia kultu myszy. Powinniśmy postawić im pomnik - kontynuował wewnętrzny monolog. Muszę zadzwonić w tej sprawie do jakiegoś ministra. Sięgnął po telefon i wybrał stosowny numer. Przez chwilę klarował coś rozmówcy, a na koniec powiedział:
− Nic nas nie usprawiedliwia, zapomnieliśmy o ważnym epizodzie z naszej historii. Powinniśmy te bezimienne myszy upamiętnić pomnikiem. A może nawet dwoma. − Pomnik dla myszy? – rozmówca nie potrafił ukryć zdziwienia. − Tak, dla myszy!!! Bo to były bohaterskie myszy, kawał naszej historii. − Skoro tak, postawimy pomnik. Wola prezesa wolą narodu. Wyrzeźbimy je w zbrojach słowiańskich wojów i stawiamy na cokół. Asysta wojskowa będzie potrzebna? − Niemądre pytanie, pełny rytuał.
Mężczyzna odłożył słuchawkę zadowolony, że przynajmniej niektórzy podwładni w lot odgadują jego myśli. W tym czasie w Fionie wzbierała coraz większa złość.
− No nie, kult bezmyślnych gryzoni! To skandal, oznajmiła pozostałym kotom. − Święta prawda – poparł ja Czaruś – a co z nami prawdziwymi polskimi kotami? − Musimy przebić te głupie myszy – poparł go wściekły z zazdrości Feluś. Pokażemy, co potrafią koty dobrej zmiany. To o nas ośmioklasiści po reformie podstawówki będą śpiewać piosenki na apelach.
Dalszą rozmowę kotów przerwał dzwonek do drzwi. Mężczyzna przycisnął interkom. Odezwał się bodyguard.
− Panie prezesie jakiś poseł do pana – zameldował. − Wpuszczać – zdecydował mężczyzna – przypominając sobie, że był umówiony.
Do salonu wkroczył duży, wąsaty i zadowolony z siebie pan.
− Jak panu poszło w Radomiu, panie pośle? Meldujcie – zachęcił gościa gospodarz. − Panie prezesie, informuję posłusznie, że zadanie wykonane. Powiedziałem im prosto w oczy wszystko, co wiedziałem. − A coście wiedzieli? – spytał prezes, jakby bojąc się odpowiedzi. − Powiedziałem im prosto z mostu, że „KOD to potomkowie ZOMO”. Niech sobie nie myślą, że chcemy ich tutaj na obchodach rocznicy wydarzeń radomskich. Powiedziałem im tak, że im w pięty poszło. Dobrze powiedziałem, no nie? − A jakoś bardziej dyplomatycznie się tego nie dało tego powiedzieć? – westchną prezes, zastanawiając się nad tym, o ile życie byłoby piękniejsze, gdyby jego współpracownicy byli nieco bardziej wyrafinowani w doborze słów. − Pewnie by się dało, ale akurat nie pomyślałem o tym – zameldował gość.
Mężczyzna uznał, że świeżo zaparzone ziółka powinny przywrócić mu równowagę i ruszył do kuchni parzyć. Rozmowie dwóch mężczyzn, z ogromnym zaciekawieniem, przysłuchiwały się koty, siedzące na kanapie. Dziwne, że starszy mężczyzna nie dostrzegł narastającej w nich determinacji.
− Słyszeliście? - spytał Czaruś − Tak – potwierdziła Fiona – to wierutne kłamstwo. Poseł oszukuje obywateli tak, jak Chruścisko swoich poddanych.
W tym momencie Feluś dachowiec, uznał, że właśnie nadszedł czas kotów.
- Bierzemy się za niego? – spytał.
Gdy mężczyzna wrócił do pokoju, po gościu nie było ani śladu. Szukał i wołał, ale bez powodzenia. Oczekując pomocy spojrzał na Fionę i zobaczył wystające z jej pyszczka charakterystyczne wąsy, dokładnie takie, jakie nosił jego gość. Bacznym wzrokiem popatrzył na koty po czym spytał z niedowierzaniem.
- Zżarłyście go? Jak myszy Popiela? Mojego własnego posła.
Koty znieruchomiały oczekując pochwały, bo przecież postąpiły tak, jak bohaterskie myszy postąpiły z tym, który oszukiwał poddanych. Już się widziały na pomniku, dlatego dumne z siebie kiwnęły główkami.
− I co ja teraz zrobię? - mężczyzna zaczął nerwowo zastanawiać się. Jeśli Beata i Andrzej dowiedzą się o tym, nigdy dobrowolnie do mnie nie przyjdą. Niedobre koty, niedobre, nie będę się z wami bawić winogronami.
Spocony od emocji starszy mężczyzna obudził się. Jawa, czy sen, zastanawiał się łapiąc oddech? Zapalił światło. Koty spały słodko w swoich koszykach. Odetchnął. Popatrzył na nie uważnie i na kocich pyszczkach dostrzegł szelmowskie uśmiechy. Może lepiej nie ryzykować pomyślał i sięgnął po telefon.
− Panie pośle, powinno wystarczyć, jak pan powie, że potomkowie ZOMO to sąsiedzi tych z KOD.
Dubois & Stępiński
