W imieniu prawa apeluję do sędziów, którym prezydent Duda odmówił powołania, do wystąpienia przeciwko niemu z pozwem o przymuszenie do wykonania czynności administracyjnej, jaką jest powołanie sędziego. Wymaga tego interes państwa
Prezydent Duda, bez podania przyczyny, nie powołał 10 z 13 sędziów, o co wnioskowała Krajowa Rada Sądownictwa (KRS). Wg przyprezydenckiego rzecznika, Magierowskiego, konstytucja ani żadna ustawa nie zmusza prezydenta do powoływania sędziów i może robić, co chce. To bzdura. Prezydent jest urzędnikiem państwowym. W jego kompetencji jest jedynie formalne powołanie sędziów (art. 179 konstytucji). Decyzja, kogo powołać, należy wyłącznie do KRS.
W 2007 r. Tak samo bezprawnie postąpił prezydent Kaczyński. Żle się stało, że wówczas sędziowie nie wystąpili do sądu o przymuszenie prezydenta do postępowania zgodnego z prawem. Brak reakcji utwierdził prezydencki urząd w przeświadczeniu, że sobiepaństwo jest dopuszczalne.
Nie wolno dopuszczać do bezkarnego rozbestwienia urzędników państwowych. Są jeszcze sądy w Rzeczypospolitej, ale trzeba się spieszyć, bo niedługo już nie będzie. Będą jedynie ich namiastki - PiSądy, z sędziami wg widzimisię prezesa Kaczyńskiego i jego ludzi.
Analogiczna sytuacja miała kiedyś miejsce w sprawie o nadanie tytułu profesora. Jest to w formalnej kompetencji prezydenta (art. 25 Ustawy o stopniach naukowych i tytule naukowym) i odbywa się na wniosek Centralnej Komisji. Prezydent (nie pamiętam, który) też myślał, że Polska to jego prywatny folwark i zwlekał z nadaniem tytułu. Poirytowany naukowiec wystąpił do sądu. Oczywiście wygrał, bo nadanie tytułu naukowego przez prezydenta to jedynie formalność. Prezydent nie ma w tym zakresie decyzyjności. Gra jedynie rolę misia z Krupówek, z którym po formalnej nominacji można się sfotografować.
