REKLAMA
Brexit brexitem, ale od trzech tygodni Europa żyje futbolem. Skoro nasi odpadli warto spokojnie zastanowić się, co robić gdy drużyna przegrywa? Odpowiedzi, zwłaszcza prostych, jest wiele. Można zmienić trenera, skład lub zacząć solidniej trenować. Można przypisać porażkę poprzednikom albo tak dobierać przeciwników, by bez trudu dokopać każdemu. Niezależnie od recepty na sukces leczenie będzie skuteczne, gdy obie strony przestrzegają zasad fair play, a federacja nie faworyzuje żadnego uczestnika rozgrywek.
Jak wygrać, gdy zasady fair play nie obowiązują a jedna z drużyn ma na tyle silną pozycję w federacji, że może zmieniać reguły gry. Wtedy, o dziwo, jest znacznie prościej. Można wprowadzić zasadę, że jedna z walczących drużyn, czyli my, wybiera sędziego. Można uprzywilejować jedną drużynę, np. drużynę dobrej zmiany powiększając bramkę drużyny przeciwnej. A jeśli okaże się, że zawodnicy drużyny dobrej zmiany biegają wolniej, niż przeciwnicy, można kazać im biegać do tyłu itd. Dobrej zmianie można wreszcie przyznać prawo korzystania z podwórkowej zasady „trzy korki karny”! Po tym wstępie informujemy, że felieton nie będzie o piłce nożnej tylko o prokuratorskiej drużynie dobrej zmiany.
Jak pamiętamy obecny kapitan prokuratorskiej drużyny, gdy poprzednio pełnił tę funkcję, nie najlepiej sobie radził. W rezultacie prokuratura przegrała wszystkie nagłośnione w mediach sprawy z polityką w tle. Kolejna ekipa rozdzieliła funkcje ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego uznając, że prawo nie może służyć do realizowania celów politycznych rządzących. Podjęta próba postawienia prokuratorskiego kapitana przed Trybunałem Stanu zakończyła się fiaskiem, bowiem premier rządu i kilku jej partyjnych kolegów, nie uznało za stosowne stawić się na głosowanie. Obecnie kapitan powrócił do gry i mając za sobą parlamentarną większość zażądał takich zmian reguł gry i zasad fair play, by móc zawsze wygrywać. Aby zaspokoić kapitana, połączono urząd ministra sprawiedliwości i prokuratura generalnego. Zmieniono także ustawę o prokuraturze w ten sposób, by mógł on bezpośrednio kontrolować każdego prokuratora, a przez to mieć z za biurka wpływ na jego decyzje procesowe.
Samo podporządkowanie instytucji jednostce, choćby tak wybitnej, jak kapitan dobrej zmiany, nie zapewnia sukcesów, bo o efekcie pracy prokuratorów decydują niezawiśli sędziowie. Nawet najwierniejszy i posłuszny prokurator nie pomoże, gdy oskarżenie nie ma podstaw albo gdy nie potrafi poprowadzić procesu i merytorycznie uzasadnić swoich racji. Efekty mogą okazać się opłakane, bo kapitan usunął ze składu najlepszych zawodników.
Zatem co robić, by zacząć wygrywać? Trzeba przywrócić na urząd najlepszych prokuratorów i dać im postępować zgodnie z własnym sumieniem, albo doprowadzić do sytuacji w której o efekcie pracy prokuratorów dobrej zmiany będą orzekać sędziowie przekonani do prokuratorskich racji przed rozpoczęciem procesu (historia niestety zna takie przypadki!). Jeśli zatem orzekający aktualnie sędziowie nie akceptują nowych standardów, czas na zmiany. Planowana reforma sądownictwa połączona z weryfikacją dotychczasowych nominacji umożliwi prokuratorom dobrej zmiany na występowanie przed takim sędziami, jakich zaakceptuje polityczna większość sejmowa ich kapitana. Aby na 100% wyeliminować ryzyko sędziowskiej swawoli potrzebne są dodatkowe narzędzia poza procesowe umożliwiające zagłębianie się w cudzą prywatność, bez wymaganych dotychczas podstaw prawnych. Stąd ustawa inwigilacyjna. Aby uzyskane w ten sposób „dowody” były niepodważalne, wszak oskarżony może mieć obrońcę, należy tak zmienić reguły procesu, by nie przeszkadzały kapitanowi i jego drużynie.
Od lipca 2015 r do kwietnia 2016 r obowiązywał model procesu kontradyktoryjnego, w którym dwie równe strony prowadziły spór przed niezawisłym i niemal biernym sędzią, który miał ocenić przedstawione dowody i wydać wyrok. Ta procedura wprowadzała znaczne ograniczenie dla oskarżyciela. De facto zmuszała go do większej pracy na etapie śledztwa i nakładała na niego odpowiedzialność za wynik procesu. W tym modelu sąd orzekał na podstawie dowodów przeprowadzonych na rozprawie, zaś rolą oskarżenia było ich zabezpieczenie i przedstawienie sądowi. Miało to zapobiegać patologii aresztów wydobywczych, kiedy to zatrzymany - poddany wielomiesięcznej izolacji i presji psychicznej - był w stanie powiedzieć wszystko, czego oczekiwali od niego śledczy. Dowody pozyskane w dwuznacznych okolicznościach straciły z dnia na dzień znaczenie, a wyroki zapadały na podstawie dowodów przeprowadzanych przez równe strony na rozprawie. Było, minęło.
Teraz wróciliśmy do punktu wyjścia, czyli zasad procesowych wypracowanych za komuny. Znowu najważniejsze są dowody zgromadzone przez prokuratora w postępowaniu przygotowawczym, z ograniczeniem prawa obrońcy do uczestnictwa w ich pozyskiwaniu. W rezultacie kapitan może grać według swoich starych / nowych reguł. Procedura z lipca 2015r wprowadziła zasadę owoców zatrutego drzewa polegająca na tym, że niedopuszczalne jest przeprowadzenie i wykorzystanie na potrzeby postępowania karnego dowodu uzyskanego na potrzeby postępowania karnego za pomocą czynu zabronionego. Ta zasada została pospiesznie wyeliminowana. Ale to nie koniec. Obecnie w Sejmie przygotowywana jest kolejna nowelizacja KPK, zgodnie z którą na każdym etapie rozprawy, prokurator będzie mógł złożyć wniosek o zwrot sprawy celem uzupełnienia, w szczególności, gdy zachodzić będzie konieczność przeprowadzenia „innych czynności”, a sąd zmuszony będzie taki wniosek uwzględnić. Z pozoru przepis niewinny, umożliwiający zaledwie prokuratorowi poprawienie czegoś, co nie zostało właściwie przygotowane w śledztwie. W rzeczywistości ten przepis sprawia, że obrońca broni szerszej bramki, a oskarżony musi biegać wolniej, lub wyłącznie do tyłu. Wyobraźmy sobie, że proces przebiega niekorzystnie dla prokuratura, który za chwilę usłyszy wyrok uniewinniający. Ale po co prowadzić proces do końca, skoro można przerwać go w dogodnym dla oskarżyciela momencie i zwrócić sprawę prokuratorowi. Niech kombinuje, a nuż coś znajdzie. Zgodnie z zamysłem kapitana wystarczy, że prokurator złoży wniosek o zwrot sprawy do uzupełnienia i ponownie staje się gospodarzem sprawy. Dzięki temu uzyska możliwość ponownego przesłuchiwania podejrzanych i świadków w warunkach prokuratorskiego śledztwa, czyli w trybie umożliwiającym ich dyscyplinowanie. Daje to prokuratorowi możliwości manewrowania ławą oskarżonych, bo jeśli ktoś nie spełnił oczekiwań prokuratury jako świadek, może w nowym procesie, który rozpocznie się po „uzupełnieniu śledztwa”, wystąpić w charakterze podejrzanego (norma lat osiemdziesiątych XX w). Obawiając się skutków takiego manipulowania procesem zeznający zaczną dbać o swój interes, a nie interes wymiaru sprawiedliwości. Obligatoryjny zwrot na żądanie, to także możliwość ingerowania w pracę podwładnego, który nie spełnia oczekiwań kapitana. Przecież nie może być tak, że prokurator dobrej zmiany wniesie o uniewinnienie.
W tej procedurze sąd który był gospodarzem sprawy od chwili wpłynięcia aktu oskarżenia, nagle – z mocy prawa - staje się uzależniony od prokuratora, będąc zobligowanym do realizowania jego żądania. Równość broni stron procesowych przechodzi do historii, bo w procesie karnym opartym na zasadach mających doprowadzić do rozstrzygnięcia na podstawie dowodów raz przedstawionych sądowi, zmieniono reguły.
Rolą adwokatów jest do dbanie by zasady praworządności były przestrzegane. Obawiamy się, że nadchodzące procesy karne przestaną być sprawiedliwe. Prawo nienawidzi polityki a obecnie znalazło się w centrum jej zainteresowania.
Dubois & Stępiński