Rząd p. Szydło nigdy nie wyróżniał się poziomem swoich ministrów z p. Szydło na czele i dlatego zawsze było lepiej, jak ministrowie w/w gabinetu raczej milczeli niż mówili. Tę słuszną maksymę wziął sobie do serca szczególnie mocno p. Gowin i nie zaliczył w dłuższym okresie znaczącej wpadki.
A przecież jeden z azjatyckich tyranów, skądinąd starannie wykształcony we Francji, powtarzał – „nie należy mówić zbyt, dużo bo można popełnić błędy”. Ale ostatnio ministrowie i oczywiście p. Szydło mówili, a w przypadku p. Szydło trudno to nawet nazwać mówieniem, raczej wrzeszczała i opluwała opozycję, za to, że ta ośmieliła się skrytykować p. Macierewicza, a przecież sama zajmuje się obroną agentów, z agentury wyrosła, szkaluje Polskę, szkodzi gdzie i jak może i nie ma nic wspólnego z patriotyzmem, bo to pojęcie oznacza popieranie PiS-u. Co jasno wyraziła p. Lichocka, nie wiem, czy jest, czy nie jest ministrem, ale jest pisowską gwiazdą i stwierdziła, że jak ktoś nie popiera PiS-u, to jest durniem.
Przynajmniej wyraziła się jasno, co w przypadku tej pani to też coś. Pomijam drobne lizusowskie i głupie w swojej tchórzliwej podłości występy pp. Jackowskiego, Selina, Śniadka itp. Błysnął min. Błaszczak twierdząc po zamachu w Nicei: "zorganizowano marsze, malowano kwiatki na chodnikach... w kolorach całej tęczy. To oczywiście nic innego jak nawiązywanie do LGBT bardzo wyraźne". W PiS-e pojawił sie przekaz, że to PiS uchroniło nasz kraj przed zbrodniczymi zamachami.
Myślę, że jednak Błaszczaka przebiła p. min. Zalewska twierdząc, że mordów na Żydach w Jedwabnym i w Kielcach dokonały "złożone okoliczności historyczne", a naciskana przez dziennikarkę dodała, że to byli "nie do końca Polacy i antysemici", a następnie plotła coś o nagonce na Polskę i że trzeba się przeciwstawiać. Ale to nie koniec złej passy - p. Kaczyński był uprzejmy podczas promocji kolejnej książki, na której zebrała się cała burza mózgów lizusów powiedzieć, że NSZZ "Solidarność" tak naprawdę kierował jego brat a nie żaden tam Lech Wałęsa, a wschodząca gwiazda PiS-u min.
Morawiecki, która chyba zgasła zanim wzeszła wygłosiła w Bydgoszczy słuszne stwierdzenie, że program ekonomiczny PiS-u oznacza zadłużenie Polski z wszystkimi negatywnymi konsekwencjami, co ktoś z frakcji przeciwnej nagrał i upublicznił, ujawniając przy okazji braterskie pełne miłości, wzajemnego szacunku koleżeństwa i lojalności stosunki panujące w tej patriotycznej formacji.
