Po upadku komunizmu, a w szczególności po upadku ZSRR, świat nabrał przekonania, że nastąpi w końcu era pokoju, wolności, dobrobytu oraz powszechnej szczęśliwości. Francis Fukuyama ogłosił nawet w swoim dziele z 1996 „koniec historii” pod tym samym tytułem.

REKLAMA

My, Polacy, mieliśmy podstawy, przez minione ćwierćwiecze, do 2015 roku, żyć w błogim przekonaniu o „końcu historii”. Podnieśliśmy się bowiem jako społeczeństwo, jako państwo z głębokiego upadku odziedziczonego po minionym systemie komunistycznym. Przeszliśmy bowiem „suchą stopą” z sytemu totalitarnego, zbudowaliśmy system demokracji parlamentarnej i weszliśmy na ścieżkę szybkiego nadrabiania zaległości cywilizacyjnych, w szczególności w rozwoju ekonomicznym. Świat z uznaniem i podziwem wskazywał Polskę jako model przemian, rozwoju i stabilności politycznej. Ziściły się najśmielsze marzenia pokoleń Polaków, które nie były nawet w latach 80-tych artykułowane, gdyż wydawały się zupełnie nierealne. Staliśmy istotnym uczestnikiem zachodniej wspólnoty, najpotężniejszego w historii świata sojuszu militarnego NATO i wspaniałego projektu jakim jest UE, gwaranta pokoju i rozwoju kontynentu, który przez wieki nasiąkał krwią Europejczyków.

Następne lata szybko zweryfikowały tę złudną tezę Fukuyamy o „końcu historii”. Staliśmy się świadkami zataczania koła przez historię, a nie jej „końca”, w znaczeniu opisanym w futurystycznej analizie Fukuyamy. W Rosji do władzy doszedł w 1999 roku były funkcjonariusz KGB Władimir Putin i to stało się przyczyną wrzucenia wstecznego biegu w świecie, wydawało się, ułożonym i z perspektywą na trwały pokój. Bardzo szybko następował rozwój ruchów terrorystycznych, które zamachem z 11 września 2001 roku otwarły nowy rozdział w historii świata, a na pewno nowy rodzaj konfliktów zbrojnych.

My, Polacy, ciągle jednak żyliśmy w błogim przekonaniu, że „nasza chata z kraja”. Światowy kryzys ekonomiczny z 2008 roku, jako jedno z 3 – 4 państw na świecie, pokonaliśmy bez uszczerbku. Następne 7 lat, do 2015 roku, naznaczyliśmy rozwojem gospodarczym, przekraczającym 25%, przy niespełna 3% średniej europejskiej. Zadziwialiśmy i zachwycaliśmy świat naszą mądrością i konsekwencją. Krajowi zawodowi destrukcyjni malkontenci wyszydzali nasz sukces ironizując o „ciepłej wodzie w kranie”. Na bazie tych szyderstw zbudowano kampanię kłamstwa i obłudy, którą omamiono i oszukano znaczą część społeczeństwa i która zwyciężyła z faktami, które stawiały nas za wzór Europie i światu. Polska weszła wraz z innymi populistami na niebezpieczne ścieżki, nie tylko dla nas samych. Obecna sytuacja polityczna w Polsce, wzmacnia europejskie i światowe trendy destabilizacyjne.