Na poprzednim blogu opisałam historię faceta przechodzącego przez płot i obcinającego krzewy mahonii. Przy okazji kradł różne rzeczy pozostawione w ogrodzie. Rozmawialiśmy ze znajomym ogrodnikiem, poinformował nas, że w różnych okresach jest zapotrzebowanie na różne rośliny. Podaję więc czego nie powinno się sadzić, jeśli nie mieszka się na strzeżonym przez ochronę i zamkniętym osiedlu. My na takim nie mieszkamy. Nie jestem zwolenniczką zamykania osiedli, wydaje mi się to ograniczeniem także mojej wolności. Jednak rozumiem ludzi, którzy dążą do odgrodzenia się, bo obawiają się włamań i drobnych kradzieży.

REKLAMA

Otóż więc, przed Wielkanocą kradnie się bukszpan oraz bazie, przed Gwiazdką choinki. Wiem coś o tym, bo wyhodowałam sobie śliczną daglezję, miała przeszło dwa metry. Wychodzę któregoś zimnego dnia przed wigilią z domu, rozglądam się i czegoś mi brakuje w tym małym ogródku. Ktoś w nocy zrąbał choinkę! Kocham drzewa, zrobiło mi się smutno. Sama świadomość, że jakiś człowiek z siekierą - bo drzewko było fachowo wycięte – biegał w nocy pod naszym oknem, też nie należała do przyjemnych. Teraz jest sezon na płatki róż i peonii, bo dziewczynki sypią kwiatki. Płatki powinny być świeże!

Peonia, jej kwiatki służą do sypania
Peonia, jej kwiatki służą do sypania

Sezon na MAHONIE trwa bardzo długo, bo używa się tych gałęzi o błyszczących zimozielonych liściach do wieńców nagrobnych i pogrzebowych wiązanek.

Mimo wszystko nie grodzimy się, trudno, nie mamy zamiaru mieszkać w więzieniu. Włamania do domów, do garaży także się zdarzały. Policjanci od razu wiedzieli: banda ta i ta. Cóż, kiedy wszystkie sprawy umarzano. Mała szkodliwość społeczna, albo z powodu niewykrycia sprawców. Wielu ludzi spotyka to samo, ale nic z tym nie można zrobić, bo wielu jest takich, którzy uważają, że to nic takiego. Zwłaszcza jeśli ich to nie spotyka.

Obawiam się tego, że w jakimś momencie ludzie wezmą sprawy we własne ręce. W Polsce była historia kobiety, matki dzieciom, bojącej się bandytów. Okradali ją permanentnie, wcześniej odcinali prąd. Gdy jeden wszedł na słup, strzeliła. Miała pozwolenie na broń, właśnie ze względu na zagrożenie. Sąd zastanawiał się długo, czy przekroczyła, czy nie przekroczyła granic obrony koniecznej.

W Czechach dyskutuje się ostatnio koszmarną sprawę okradanego faceta. Był wciąż okradany, miał kuszę, strzelił i zabił Roma. Z kuszy. Wielokrotnie zgłaszał kradzieże. Wszystko bez skutku. Teraz całe Czechy dyskutują nad granicami obrony koniecznej. W niektórych Stanach by nie dyskutowano. Tam teren prywatny jest święty. A do tego każdy może mieć pistolet. Pamiętam proces, w którym uniewinniono właściciela domu, który zabił młodego Japończyka, chyba studenta. Japończyk wszedł przez otwartą bramę i szedł w kierunku gospodarza domu, nie rozumiał dobrze co tamten mówi, zrobił kilka kroków, może by lepiej słyszeć, a właściciel posesji wyjął broń i strzelił. To jest prawdziwy koszmar. Nie chciałabym czegoś podobnego u nas, chciałabym żebyśmy byli otwarci i ufni. Z pewnością nie sprzyja temu bezradność. Tak jak istnieje granica obrony koniecznej, tak też istnieje granica ludzkiej wytrzymałości.