
Dopiero po pokazaniu środkowego palca przez nieznanego do tej pory posła PiS, cała Polska zapytała – who is it? A Piotr Pyzik zasiada w Sejmie drugą kadencję. Nieświadomie parlamentarzysta stał się „gwiazdą” mediów. Był na ustach całej Polski. Jednak już wcześniej z pełną premedytacją politycy z piątego szeregu pokazywali swoim kolegom, jak zaistnieć „na ściance”. Tym bardziej, że coraz trudniej przebić się w political show. Zwłaszcza w tej kadencji.
Teoretycznie kluby parlamentarne mają swoich rzeczników. Są jednak politycy z pierwszych stron gazet, ci zapraszani do programów publicystycznych czy pokazywani w tzw. newsach, czyli materiałach informacyjnych. Prezes Kaczyński, który przez całą wyborczą kampanię prezydencką, a później parlamentarną schował się na Żoliborzu, nie musi obawiać się o popularność. Tym bardziej, że to jakby nie było, legenda solidarnościowej, podziemnej opozycji. Boi się o popularność Macierewicza, pilnując, żeby ten nie wywołał III wojny światowej. Dlatego nie padają już z ust ministra słowa o „zamachu smoleńskim” połączone z nazwiskiem Putin.
Są też posłowie sprawozdawcy, składający interpelacje i zadający pytania z mównicy sejmowej. Ale na zadanie pytania mają zaledwie dwie minuty. Niektórzy są tak wyrobieni, że w 120 sekund potrafią postawić tezę, odpowiedzieć sobie na swoje pytanie i jeszcze powiedzieć coś kontrowersyjnego. Musi to być jednak coś mocnego, coś co później pójdzie w świat.
Słowem – polityk bez mediów nie istnieje, media poradzą sobie jakoś bez polityka. Czasy kiedy w 1992 roku ówczesny premier rządu, Waldemar Pawlak odganiał od siebie dziennikarzy jak muchy, mówiąc – „sio!”, mamy dawno za sobą. Teraz o czas antenowy, powierzchnię papieru gazetowego czy miejsce w mediach internetowych trzeba walczyć, zwłaszcza jeśli nie ma się nic mądrego do powiedzenia.
I tym sposobem podczas dyskusji o Trybunale Konstytucyjnym, poseł Pyzik z PiS pokazał przemawiającemu Arkadiuszowie Myrsze z PO palec. Później zrobił to w kierunku opozycji. Nie był to bynajmniej ten zwany serdecznym, tylko środkowy, oznaczający werbalnie w wolnym, delikatnym tłumaczeniu z angielska – spadaj. Na to zareagował Tomasz Cimoszewicz (PO) – syn Włodzimierza Cimoszewicza, zgłaszając to marszałkowi Sejmu. Cimoszewicz junior powiedział, że Pyzik pokazał palec kilkakrotnie i jeszcze wkładał sobie go do buzi. Niepokorny poseł wstał i jeszcze raz pokazał palec - gest rodem z amerykańskiego, gangsterskiego getta, posłowi Cimoszewiczowi. Pech chciał, że miejsce marszałka zajmował Joachim Brudziński, poseł również nie przebierający w słowach. Większość jego wizyt w programie Moniki Olejnik „Kropka nad i” kończy się zdaniem o „resortowych dzieciach”. Marszałek upomniał obu posłów i kazał wrócić na swoje miejsca. Sprawę palca Brudziński zakończył słowami: „Dobrze, że wkładał do buzi, a nie do nosa”…
Poseł Pyzik zaistniał następnego dnia w czołowych mediach. Wszyscy pytali kim jest ten człowiek? Jedni dziennikarze przedstawili posła jako wulgarnego wybrańca narodu niegodnego sprawowania mandatu, inni natomiast pokazali Pyzika, jako ofiarę, któremu puściły nerwy. A to wszystko wina… Platformy Obywatelskiej, która wyprowadziła polityka z równowagi. Za parlamentarzystą stawili się jego klubowi koledzy, a Pyzik nie zamierza nikogo przepraszać. Ale w przestrzeni publicznej zaistniał. Dołączył m.in. do posłanki Pawłowicz, która ma parcie na szkło. Jeśli nie ma jej w szkle, wykorzystuje media społecznościowe, żeby było o niej głośno.
W kwietniu przed głosowaniem nad wyborem Zbigniewa Jędrzejewskiego do składu Trybunału Konstytucyjnego opozycja doliczyła się, że na sali obrad brakuje dziesięciu posłów PiS. Brakowało więc sześciu parlamentarzystów, żeby PiS miał większość sejmową. PO, Nowoczesna, PSL i Kukiz’15 umówili się, że nie będą głosować. Wtedy ustawa przepadłaby. Z odsieczą posłom Kaczyńskiego przyszło wówczas siedmiu z Kukiz’15. Projekt przeszedł, ale zaczęto szukać ośmiu nieposłusznych posłów, którzy opuścili tak ważne głosowanie (dwóch wcześniej usprawiedliwiło się). Co robiło siedmiu w tym czasie nie wiadomo do dziś. Następnego dnia huczało w kuluarach, że poseł Pyzik miał być podczas głosowania w… toalecie. Wtedy dowiedziałem się o istnieniu takiego parlamentarzysty.
O ile w latach 90. media inne niż publiczne dopiero raczkowały, to już w XXI wiek rozpoczął erę cyfryzacji oraz tabloidów. A jeśli są kamery show must go on. Janusz Palikot ściągał reporterów na konferencje prasowe wyposażony w gumowego penisa. Innym razem opróżnił w obecnościach mediów 200 gram alkoholu w miejscu publicznym. Posłowie Samoobrony blokowali mównicę sejmową. Zwykle takie zwrócenie uwagi na siebie dotyczy ugrupowań populistycznych, których żywot jest krótki.
Sprawa palca posła Pyzika „umarła śmiercią naturalną” w mediach w ciągu 48 godzin. I jeśli w taki sposób chce orbitować w przestrzeni publicznej, to postawił sobie bardzo wysoko poprzeczkę. Numer z palcem, gdziekolwiek by go sobie nie wkładał, już się nie sprzeda. Musi znaleźć inny sposób na siebie. Posłanka Pawłowicz jest jedna. Istnieć jakoś musi, bo startowała dopiero z piątego miejsca w swoim okręgu. A pole do popisu i uwagę mediów zabiera im czołówka PiS. Przykładowo szef polskiej dyplomacji, Witold Waszczykowski chciał ostatnio, żeby Komisja Europejska wprowadziła również unijną procedurę „ochrony państwa prawa” w Turcji, skoro zrobiła to w Polsce. Byłby to pierwszy przypadek w historii, kiedy KE działałaby na terenie państwa, które nie jest członkiem Unii Europejskiej. Codziennie podobnych „kwiatków” w PiS jest od groma. Poseł Pyzik będzie musiał wykazać się nadzwyczajną kreatywnością i pomysłowością, żeby się przebić.
Opinię publiczną uspokoił po awanturze w Sejmie poseł Sasin, mówiąc, że nie dadzą już się sprowokować. Zapewnił, że ze strony PiS do żadnego rękoczynu nie dojdzie. Za PO nie może jednak ręczyć.
Wiem, że wydłużyłem sprawę palca posła Pyzika o jeden dzień, ale zrobiłem to z pełną świadomością, kierując się dobrymi intencjami.
