Przemoc na całym świecie będzie gwałtowanie narastać. Mniej więcej tak gwałtownie i konsekwentnie, jak wzrasta temperatura. Lipiec był czternastym kolejnym najcieplejszym miesiącem w stosunku do pomiarów w latach minionych i absolutnie nic nie wskazuje na to, aby trend miał się odwrócić. Na znacznej części świata trwają nieustanne potężne pożary lasów, przyspieszające efekt cieplarniany. Rafy koralowe umierają, a wraz z nimi za chwilę umrze ocean. Przemoc będzie narastać, bo ludzie wiedzą, że to już koniec. Że nic nie ma znaczenia.

REKLAMA

Tymczasem liczące się światowe rządy zwodzą ludzi, że robią coś w zakresie globalnego ocieplenia. Jest to podwójna nieprawda, bo po pierwsze nic nie robią, po drugie jest to już niemożliwe. Zwodzą ich również narracją, że możliwie będzie pokojowe funkcjonowanie obok siebie zróżnicowanych etnicznie, kulturowo i religijnie grup. W warunkach „zdrowej” planety byłoby to mało prawdopodobne. W warunkach planety umierającej jest niemożliwie. Ale – to również trzeba powiedzieć – jest nieuniknione. Ludzie już uciekają na północ z najgorętszych części świata, a w przeciągu najbliższych dziesięciu lat każdy, kto nie ucieknie, zginie. Daje to gwarancje konfliktu w dziś, jeszcze przez chwilę lepszych, nadających się do zamieszkania częściach świata.

Jesteśmy w tym momencie historii, w którym precyzyjnie widać, jak bardzo ewolucja homo sapiens nie nadążyła za jego możliwościami zmieniania świata. Sprytna złośliwa małpa, której zdawało się, że ujarzmiła siły natury, przez około 150 000 lat swojego istnienia, nie wykazała nawet chwili namysłu nad kruchością swojej sytuacji we wszechświecie. Żyjąc na drobinie skały oddzielnej od jego pustki cienką warstwą atmosfery, ubzdurała sobie (nie bez pomocy religii), że jej istnienie musi trwać wiecznie, niezależnie od tego co i jak zrobi. To właśnie w tym miejscu spotyka się nierealnie myślenie prawicy i lewicy, ateistów i teistów, elit i mas – wszyscy zakładają, że problemy zawsze są czymś do rozwiązania i że zawsze mają jakąś bezpośrednią czytelną przyczynę.

Widać to niesłychanie wyraźnie w medialnym dyskursie – jedynym dyskursie, który przebija się do świadomości mas. Etatowi komentatorzy odgrywający swoje role, przewidywalni do bólu, oddani bez reszty wyznawanym opcjom politycznym i światopoglądowym, których zadaniem jest wyjaśnianie wszelkich zjawisk, zgodnie z utartymi koleinami. Przemoc – bo upadek wartości, przemoc bo nadmiar wartości, przemoc bo religia, przemoc bo brak tolerancji (czy miłości, jak chciałby jeden z premierów).

Ale nawet ci opłacani głupcy dostrzegają w ostatnich dniach, że ich próby opisu świata stają się niewydolne. Że pojawił się czynnik, który rozsadza dotychczasowy barbarzyński dyskurs. Nie umieją nazwać tego czynnika i prawdopodobnie do końca im się to nie uda. A jednak są znakiem tego, że zbiorowa podświadomość zaczyna obejmować tę okoliczność, że Ziemia w okresie od 5 do 50 lat przestanie nadawać się do życia. I oni, i masy są jak pierwszy homo sapiens z kamieniem w ręku, który miałby zamieszkać w Nowym Jorku.

Ludzkość wybiera własną drogę. Oddając swoje losy w ręce Trumpów, Erdoganów, Kaczyńskich i Szyszków mówi: skoro możemy wybrać ludzi, którzy negują istnienie globalnego ocieplenia, którzy przyznają nam prawo dalszego nieskrępowanego rąbania, palenia i zabijania wszystkiego co żyje, to znaczy, że wszystko jest w porządku. Jeżeli możemy wycinać wszystkie drzewa bez zezwolenia, to znaczy, że mamy ich pod dostatkiem. Władze na pewno by na to nie pozwoliły, gdyby nie wiedziały, że można to bezpiecznie robić. Dlatego wybieramy i popieramy takie, które na to pozwalają. Grupa pozornie oświeconych i poprawnych politycznie państw UE, Stany Zjednoczone, czy Kanada, które nie potrafią przerwać nawet tak symbolicznych okrucieństw jak corrida, zabijanie fok pałkami, handel kością słoniową, czy rzeź grindwali na Wyspach Owczych, jest tu groteskowym kwiatkiem do kożucha.

Na zakończenie przywołajmy dwa tragiczne symbole ludzkiej głupoty i podłości (niemal zawsze idą one w parze). Pierwszy z nich to klimatyzator. Urządzenie, które ma nas chronić przed wysoką temperaturą, a ostatecznie ma nas chronić przed naszym ciałem, przed jego „przykrym” zapachem, przed realnością istnienia. Idę o zakład, że gdyby już dziś zakazać ich stosowania, wciągu kilku tygodni doszłoby do zamieszek na skalę masową, a być może do wojen i rewolucji. Klimatyzator to dziś ostatnia bariera odgradzająca nas od realności istnienia. Zabójcza, bo im goręcej, tym więcej ułudy nam potrzeba. A im więcej ułudy chcemy wyprodukować, tym więcej gorąca.

Drugi symbol to pakowane w przezroczyste tworzywo i sprzedawane w Chinach żywe żółwie i jaszczurki. Sam w sobie przedmiot ten domaga się traktatu. Jak bardzo okrutna podła ludzka małpa chce pokazać sobie i Istnieniu, że nie jest jego częścią. Jak tragicznie bezgraniczna jest chęć panowania nad Istnieniem.

Ów okrutny absurd, bezgraniczna głupota zdają się wskazywać na lukę w ewolucji. Naddatek inteligencji homo sapiens, który doprowadził go (i całe Stworzenie) do zagłady. Czy jest dziełem Boga? Odpowiedź na to pytanie wydaje się nieistotna, ponieważ Bóg – nawet jeśli istnieje – pozwoli mu umrzeć i pogrzebie z nim całe Stworzenie. Co zresztą zapisano w Księdze.

Temperatura rośnie z miesiąca na miesiąc. Nie uratowałoby nas już nawet całkowite wstrzymanie emisji CO2. O niczym takim nie ma mowy. Nawet wysiłki naukowców są już tylko rozpaczliwą próbą poznania nieuniknionego. Gołym okiem widać, że Ziemia jest już tylko małą przegrzaną szklarnią w kosmosie. Za dnia ktoś zapala światło, a w nocy je gasi. W tym sensie nie sposób już mówić o klimacie czy pogodzie.