
Drugi etap nie musiał zostać wprowadzony. Wszystko zależało od polskiego rządu, który zamknął się na dialog z opozycją i Komisją Europejską. PiS swoją niechęć do porozumienia ostentacyjnie przypieczętował nową ustawą o TK. Timmermans zrobił więc drugi krok. Wytyczne zawarte w czterech podstawowych punktach musiały „wbić” w podłogę Kaczyńskiego po czubek głowy. A wszystko to zasługa szefa MSZ, Witolda Waszczykowskiego.
Pierwszy etap unijnej procedury ochrony państwa prawa polegał na dialogu i porozumieniu z KE. Komisja być może widziała w swoim wiceszefie Fransie Timmermansie świetnego negocjatora, wysyłając go do Polski. Tyle, że osoba, która podjęłaby dialog i wypracowała porozumienie z Jarosławem Kaczyńskim w naszym kraju jeszcze nie urodziła się. Nie przyszła na świat również w Holandii w osobie Timmermansa. Rozmowy z premier Szydło od samego początku nie prowadziły do rozwiązania problemu. Były na tyle skomplikowane, że KE chciała przerwać dialog i wprowadzić od razu drugi etap, czyli wydanie zaleceń. Dzisiaj Timmermans pewnie pluje sobie w brodę, że uległ podczas rozmowy telefonicznej premier Szydło, obiecującej współpracę. Mógł zgodnie z procedurą zrobić krok drugi, tym czasem po kilku miesiącach jest w punkcie wyjścia. Czas pokazał, że popełnił błąd. Zderzyły się po prostu dwie kultury polityczne. Komisarz przystał na dobrą wolę, a było to zagranie na wydłużenie czasu procedury o kilka miesięcy.
Gra na czas, początkowo widowiskowe stwarzanie pozorów współpracy z opozycją, wyprowadzenie w pole KE – to udało się Kaczyńskiemu perfekcyjnie. Czas jednak minął w środę. Komisja uważa, że Polska jest nadal zagrożona bezprawiem, stąd decyzja o udzieleniu pisowskim władzom konkretnych rekomendacji. Komisja podczas posiedzenia szczegółowo omówiła i wydała główne zalecenia, które zawstydziłyby nawet „ortodoksyjnego” demokratę. Dla jednostki autorytarnej, jaką jest Kaczyński, to wyprowadzony precyzyjnie cios oszołamiający.
Według opublikowanego dokumentu, KE zaleca polskim władzom przestrzeganie wyroków Trybunału Konstytucyjnego z 3 i 9 grudnia 2015 roku oraz ich pełne wykonanie. Trzech sędziów wybranych zgodnie z prawem przez poprzedniego ustawodawcę w październiku 2015 r. ma zostać zaprzysiężonych, a nie trzech sędziów wybranych przez PiS bez ważnej podstawy prawnej. Kolejne zalecenie KE, to opublikowanie i pełne wykonanie wyroków TK z 9 marca 2016 r. Chodzi o tzw. ustawę naprawczą o TK. Późniejsze werdykty mają gwarantować automatycznie ogłaszania ich niezależnie od decyzji władzy wykonawczej lub ustawodawczej. Komisja rekomenduje też pełne uwzględnienia opinii Komisji Weneckiej, działającej przy Radzie Europy, czyli wycofanie się PiS z kontrowersyjnych uchwał i ustaw między innymi o: prokuraturach, inwigilacyjnej, o służbie cywilnej czy tzw. małej ustawy medialnej, która zrobiła z mediów publicznych tubę propagandową władzy.
Ponadto Trybunał powinien też mieć możliwość oceny, czy nowa ustawa o TK przyjęta 22 lipca jest zgodna z konstytucją, jeszcze zanim wejdzie ona w życie - uważa KE i zachęca polskie władze, by zwróciły się o opinię do Komisji Weneckiej Rady Europy w tej sprawie. KE wzywa również polskie władze, by powstrzymały się od wypowiedzi i działań, podważających autorytet TK.
Marionetka Kaczyńskiego posadzona w Pałacu Prezydenckim już zdążyła podpisać nową ustawę o TK z 22 lipca. Rozpatrzą ją sędziowie Trybunału Konstytucyjnego. Jeśli uznana zostanie za niekonstytucyjną, a orzeczenie ponownie nie zostanie opublikowane przez Szydło, to będzie wyraźny znak, że wytyczne KE wylądowały już w koszu. Biorąc jednak pod uwagę fakt, iż Duda podpisał ustawę tuż po opublikowaniu zaleceń KE oraz podczas trwania wizyty Papieża i ŚDM, Timmermans już po trzech dniach, a nie miesiącach nie powinien mieć złudzeń, co do stanowiska pisowskich władz.
Kaczyński doskonale wie na czym polega ustrój demokratyczny, ale jego pasja do rządów autorytarnych jest silniejsza. Pisowskie władze nie potrafią zrozumieć, że jesteśmy w strukturach, gdzie jako państwo członkowskie UE przyjęliśmy pewne reguły. Podobnie było kiedy Polska wstępowała do NATO. Rząd Szydło miał siedem miesięcy, od wdrożenia unijnej procedury, żeby porozumieć się z KE i opozycją. Dzisiaj władza mówi, że wydane zalecenia to temat zastępczy, decyzja czysto polityczna, a nie merytoryczna. Decyzja KE jest przedwczesna i podważa autorytet tej instytucji. Powinni zająć się problemem uchodźców i terroryzmu. Tymi słowami zabłysnął minister spraw wewnętrznych, Błaszczykowski. Szef polskiej dyplomacji również nie okazał się „wulkanem intelektu”. Nie miał pojęcia, że Turcja nie jest w Unii Europejskiej, ale jest za to głęboko przekonany, że wytyczne KE są niezgodne z traktatami międzynarodowymi. Głębokie przekonanie również musiało kierować nim, że tzw. ustawa naprawcza o TK PiS to prawny majstersztyk. Dlatego w grudniu zaprosił do Polski Komisję Wenecką, która była zupełnie innego zdania.
„Zło sędziokracji odrzucone w Holandii,F.Timmermans nakazuje w Polsce,której nie znosi,umacniać.
Dziś zabronił już nawet krytykowania polskiego TK i Rzeplińskiego, by "nie podważać autorytetu Trybunału". Czego nie podważać?
Frans dał Polsce 3 miesiące czasu na spełnienie wszystkich żądań opozycji i Fransa.” (pisownia oryginalna) – to natomiast stanowisko posłanki Pawłowicz zamieszczone na Facebooku.
Można było się tego spodziewać. Bezpardonowe ataki zaczną się dopiero po zamieszaniu wokół obchodów rocznicy powstania warszawskiego i po zakończeniu ŚDM. Jest wielce prawdopodobne , że kolejne trzy miesiące, które Kaczyński dostał na realizację wytycznych, zakończą się tak samo jak dialog z KE, czyli spełzną na niczym. PiS nie potrafi zrozumieć, że Frans Timmermans, to urzędnik państwowy, który ma swoje procedury i terminy. To jego zakres zawodowych obowiązków. Jednak PiS tkwi w przekonaniu, że wiceszef KE uczestnicy w spisku lewaków, którzy biorą udział w zamachu na suwerenność i niepodległość w kraju, gdzie demokracja ma się dobrze. Kaczyński odlicza nerwowo czas do 19 grudnia. Wtedy kończy się kadencja sędziego Rzeplińskiego (po to była gra na czas z KE). Timmermans natomiast odwiedzi Polskę pod koniec października, czyli trzy miesiące po publikacji wytycznych.
Etap II i IV to sankcje i zabranie głosu Polsce w UE. Do tego nie dojdzie. Jednakże Bruksela ma prawo cofnąć przyznane nam środki unijne. A pieniądze publicznie, którymi prezes kupuje sobie władzę i poparcie kończą się błyskawicznie. Mimo to PiS próbował uszczęśliwić siebie horrendalnymi podwyżkami. Zakręcony kurek z unijnymi środkami oznacza dla Polski gospodarczą katastrofę. Kaczyński jednak nie ustąpi. Wdrożenie zaleceń zamknęłoby mu drogę do władzy absolutnej i zniszczenia TK oraz konstytucji. Rząd Szydło bez żadnych skrupułów będzie zadłużał państwo, zeby tylko prezes utrzymał się przy władzy. To jednak niewiele pomoże, bo główne obietnice odsuwane są w czasie. Przez kolejne trzy miesiące każdy dzień będzie działał na niekorzyść Kaczyńskiego, rządu i prezydenta.
Szczyt NATO w Warszawie i podpisanie UE z Paktem Północnoatlantyckim porozumienia o ścisłej współpracy, wypowiedzi prezydenta Obamy i Tuska, że w skład obu struktur wchodzą kraje demokratyczne, to były strzały ostrzegawcze w powietrze. Nagle może okazać się, że podczas umacniania lewej flanki Europy wschodniej, NATO powie – STOP. Polska nie jest przecież krajem demokratycznym, więc o zabezpieczeniu fragmentu tej linii nie ma mowy.
Od wyborów nie ma dnia, żeby ktoś nie uderzył w PiS. Doskonale też kompromitują się sami. Obecne władze przypominają słaniającego się na nogach boksera w ringu, który za chwilę upadnie z hukiem na deski, a odliczanie do dziesięciu będzie jedynie czystą formalnością.
Według najnowszych sondaży, PiS może liczyć na 33 proc. poparcia (spadek w stosunku do czerwca o 3 pkt.), na PO zagłosowałoby 19 proc. wyborców. To wzrost o 5 pkt. procentowych. Nowoczesna – 18 proc. W Sejmie znalazłby się jeszcze Kukiz’15 z 7 procentami.
Badania przeprowadził Millward Brown 21 lipca. Jeszcze przed próbą przyznania sobie przez PiS podwyżek.
