
Otwartość na islam, gorąca obrona tej religii powodowana troskliwą myślą o przyjmowaniu imigrantów stała się wyróżnikiem części lewicy. Cierpią na tym wolność słowa, prawa kobiet, prawa ateistów i prawa LGBT. Do niedawna nie wiedziałem jednak, że kolejną grupą, która jest poważnie zagrożona islamizacją Europy są niepełnosprawni.
Dlaczego lewica aż tak gorąco broni islamu? Z pewnością część zachodniej lewicy liczy na pozyskanie głosów mniejszości muzułmańskich w swoich krajach. Inna część kontynuuje w ten sposób wojnę z globalizacją i kapitalizmem, upatrując w islamie główną siłę przeciwstawiającą się USA, krajowi uważanemu za główny czynnik procesów globalizacyjnych i stolicę kapitalizmu. Ta bardzo dziwaczna strategia ma swoje korzenie w historii powojennej lewicy Zachodu. Aby walczyć z kapitalizmem i „amerykańską hydrą” wielu lewicowców wybielało samego Stalina i niekiedy też Mao. Zapewne nawet Polpot miał swoich sympatyków, o Che nie wspominając...
Teraz ta sama naiwność pomaga stawiać na islam, uważany przez część lewicy za głos ludzi poniżonych neokolonializmem i dominacją białego człowieka na światowych rynkach. Takie podejście pomaga nawet usprawiedliwić przemoc silnie obecną w świecie islamu i to nie tylko u terrorystów (w 14 krajach muzułmańskich mamy karę śmierci za odejście od islamu).
Z bardziej szlachetnych pobudek dla których część lewicy jest zainteresowana obroną islamu przed słusznymi zarzutami warta wymienienia jest chęć obrony słabszego. Tak jak dawniej dla lewicy słabszym był robotnik wyzyskiwany przez kapitalistę i wiązało się to ze słuszną najczęściej obroną praw tego robotnika, tak teraz słabszym jest mieszkaniec zrujnowanego muzułmańskiego kraju, którego praw, nawet z narażeniem bezpieczeństwa najbliższych osób, lewica chce bronić. Lewica zapomina przy tym oczywiście, iż cywilizacja islamu jest obecnie najbardziej zaangażowaną w brutalną kolonizację innych kultur, takich jak choćby indonezyjski czy afrykański politeizm, albo też bliskowschodnie chrześcijaństwo.
Dla potrzeb tego krótkiego tekstu przyjmę jednak, że obrona najsłabszych to dla wielu lewicowców szczera i w miarę uświadomiona motywacja. Co jednak z kobietami, z LGBT, z wolnomyślicielami z krajów muzułmańskich i z tymi, którym muzułmanie poważnie zagrozili u nas, w Europie? Czy oni nie są tymi najsłabszymi zasługującymi na obronę? Tutaj niestety lewica łatwo znajduje usprawiedliwienie w tym, że niektóre nieodpowiedzialne osoby powołujące się na rolę liderek i liderów środowisk feministycznych, ateistycznych i LGBT są bardziej lewicowe niż zainteresowane obroną swoich środowisk. Bez trudu znajdziemy ateistę i sekularystę, który zamiast bronić prawa ateistów z Bliskiego Wschodu do istnienia czy prawa antyklerykalnych rysowników europejskich również do istnienia (Charlie Hebdo), będzie bronił możliwości napływu do Europy jak największej ilości muzułmanów i to mimo tego, że integracja poniosła fiasko. Bez trudu znajdziemy feministkę poniżającą osoby przerażone stosunkiem znakomitej większości muzułmanów do kobiet. Mniej liczne, głośne i popularne są feministki walczące o prawa muzułmanek i – co naturalne - ostrzej niż inni krytykujące islam. Takie feministki zapewne nie przypadną do gusty sporej części zideologizowanej lewicy. Teraz do osób słabych i prześladowanych, do których obrony nie przyznaje się część lewicy, gdyż mogłaby urazić obrońców interesów Allacha dołączają niepełnosprawni.
Jak dowiadujemy się z Wirtualnej Polski, która przytacza tę informację za głównymi mediami brytyjskimi:
"Muzułmańscy kierowcy odmawiają przewożenia niewidomych z psami- przewodnikami. Problem stał się na tyle poważny, że interweniować musiał minister transportu.
Ponieważ muzułmanie uważają psy za zwierzęta "nieczyste", pasażerowie i kierowcy autobusów tego wyznania często wypraszają z publicznych środków transportu osoby niewidome z psami-przewodnikami. Odmowa przewożenia psów, w tym nawet zwierząt specjalnie szkolonych do pomocy niepełnosprawnym, okazała się praktyką na tyle częstą, że kwestia ta została podniesiona przez lorda Monsona podczas zeszłotygodniowych obrad Izby Lordów.
W związku z tym minister transportu Norman Baker przypomniał firmom przewozowym, że obiekcje natury religijnej nie są wystarczającym powodem dla wyrzucenia z pojazdu pasażera z normalnie zachowującym się psem. - Jeżeli pies zakłóca spokój, wówczas oczywiście kierowca ma prawo poprosić właściciela o opuszczenie podjazdu. Co dla jednej osoby jest przejawem wolności, dla innej będzie jej ograniczeniem - zauważył minister."
Okazuje się na szczęście, że są też w UK muzułmanie (nie w każdym nurcie islamu pies jest aż tak istotny) napominający prześladujących ludzi niewidomych ortodoksów, ale co na to nasza lewica? Czy zideologizowani lewicowi „przyjaciele uchodźców” nie są w stanie wyobrazić sobie tego, jak czuje się niewidomy człowiek wywalony z autobusu gdzieś w szczerym polu, bo fanatykom religijnym nie podobał się jego pies? Czy nie jest to religijny faszyzm? I czy wystarczy tylko napominanie? Czy takie zachowanie nie powinno się kończyć odebraniem pracy kierowcy taksówki czy autobusu, a nawet czymś więcej – kaucją, więzieniem czy deportacją? Zostawiona w szczerym polu, w nieznanym sobie miejscu, osoba niewidoma jest narażona na poważne niebezpieczeństwo. Tak sytuacja pokazuje także, że problemy z islamem w tle nie dotyczą tylko terroryzmu, ale też niesłychanego poczucia wyższości wobec niewiernych związanego z religią Koranu.
Na koniec dwie rzeczy, o których zapominamy. Po pierwsze w demokracji partie mające w swoim programie silny sceptycyzm wobec przyjmowania imigrantów powinny mieć swoje prawa. Nie wszystkie są „brunatne” i godne najwyższej pogardy (z którą stykam się w politycznych opowieściach moich znajomych z niemieckiej lewicy). Pisze o tym trafnie mój kolega z Racjonalista.tv Piotr Napierała.
Po drugie. Uważam, że pacyfikowanie gniewu ofiar nie powinno być głównym zadaniem rządów europejskich po aktach terroru ze strony muzułmanów. Nie rozumiem też na przykład dlaczego Google i YouTube dopuszczają do swoich reklam (na których się jakieś grosze zarabia) teksty krytyczne wobec katolików, protestantów, judaistów czy ateistów, ale nie można umieścić reklam w tekście krytycznym wobec islamu. Marzy mi się, aby zajął się tym jakiś porządny prawnik. Oczywiście chciałbym, aby działała wolność słowa i można było krytykować każdą religię i ideologię. Czynienie z islamu "świętej krowy" jest czymś groteskowym, gdyż zasługuje on na znacznie mocniejszą krytykę niż pozostałe religie i większość istniejących ideologii.
Źródła (edytor chwilowo uniemożliwia zrobienie hiperłączy):
Artykuł z WP - http://manager.money.pl/strategie/grupy/pl-soc-polityka/pies-przewodnik-obraza-uczucia-religijne-225289.html
Ps.: Oczywiście pojawią się głosy przedstawicieli lewicy: „wcale nie zaniedbujemy praw LGBT, niepełnosprawnych i kobiet z uwagi na islam. To bzdura”. Nie znajdziemy oczywiście tekstu: „To świetnie, że wyznawcy Proroka wywalili z autobusu niewidomego”. Ale nie znajdziemy też przy tak niekiedy gorących nawoływaniach lewicy do przyjmowania muzułmańskich imigrantów jakichkolwiek wzmianek świadczących o powadze problemów, na jakie naraża to mieszkające w Europie kobiety, gejów, lesbijki oraz niepełnosprawnych. Brak tych wzmianek jest czasem efektem cynicznych politycznych kalkulacji. Pokazywanie problemów mogłoby zaszkodzić „wielkiej idei”. Więc dla dobra „wielkiej idei” te problemy się pomija, na szkodę kobiet, LGBT, ateistów, chrześcijan (zwłaszcza imigrantów) i niepełnosprawnych.
