Powołując się na Jurija Łotmana w L’Ercriture du desastre- katastrofa “przebiega jak eksplozja i, co za tym idzie, posiada nieprzewidywalny charakter”. Katastrofą było dla mnie, nie to, że po raz „nty” kibole dali nieprzeciętny popis, przecież żaden to fenomen, wszyscy wiedzieli, że będzie gęsto i niebezpiecznie. Lśniące łysiny +częściowy brak uzębienia, oraz śliski jajo- opinający dres- staje się współczesną tożsamością każdego polskiego miasta. Obecne kibolstwo zespala w jedno rzeczy ,oraz idee pochodzące często ze skrajnie różnych światów. Wydawałoby się, że ze światów, które często wzajemnie się wykluczają, a jednak… tworzą „imponującą” mieszankę wybuchową. Dość o kibolach, o nich już było wiele razy.

Dla wielu z Państwa, do wczesnych godzin rannych nieznana byłą sytuacja, która miała miejsce w samym centrum Warszawy, tuż za strefą kibica, od strony Al.Jerozolimskich. Media, kamery, aparaty fotograficzne skierowane były na piłkarzy, bramki i poprawnie kibicujących uczestników meczu. Ekstrawagancją stał się marsz Rosjan, nieokiełznany, bogaty w łomoty, ryki i interwencje Policji. Polacy, nie popisali się, to też już wiemy. Przyjaźń Polsko-Ruska zawsze będzie nieosiągalną utopią i niepożądaną dystopią. Podobnie jest w relacji Policja-Kibic, gdzie ta pierwsza za wszelką cenę zawsze musi postawić na swoim. Dobrze, niech wytycza normy, uszczelnia hooologańskie koleiny, ale na litość boską-NIECH NIE PROWOKUJE!!!


Wsadzając kij w mrowisko, dolewamy oliwy do ognia. Podczas przerwy między jedną połową meczu, a drugą, Policja dokonała właśnie takiego miejskiego harakiri. Wlazła w tłum ludzi siedzących na tyłach strefy kibica bez sensu używając gazu i pałek. Stałem obok, gdy moją uwagę skupiła grupa nastoletnich dziewcząt i chłopców, która w popłochu uciekała przed siebie. -Co się stało? Czemu płaczesz?!-spytałem nastolatka ubranego w czerwono białą koszulkę i szalik z napisem Polska. -Nie płaczę. Policja, weszła, zaczęła biec na nas, użyła gazu-tłumaczył mi łzawiący chłopak.


Od tego momentu zaczęło się to, czego się najbardziej obawiałem. Regularna walka. Kibole ,jak to kibole, zareagowali, jak im natura nakazywała. Poleciały butelki, kamienie ..bruk. Nagle stałem uwięziony między jednymi, a drugimi, między „prawem” a „rozbojem”, tylko ,że nie wiem sam ,która strona co reprezentowała. Chciałem się oddalić od tego miejskiego spektaklu, jak najszybciej, ale gdy Policja otworzyła „ogień” i zaczęła regularnie strzelać plastikowymi kulami we wszystko co się rusza, zamarłem. Nie miałem kasku, poza mną było jeszcze z 4 fotoreporterów, gdzie każdy z nas musiał się szybko dostosować do powstałego RYTMU walki. Ta niecodzienna symfonia miasta , stała się niczym innym, jak odizolowanym aktem nienawiści polko- polskiej, który swe źródło miał w zwykłej prowokacji, która niestety, ale muszę to napisać była po stronie POLICJI. Załączam kilka zdjęć, zrobiłem je z lufy, nie miałem na tyle jaj, żeby biegać i pstrykać ostre portrety.

