Jarosław Kaczyński już nawet nie udaje i nie ukrywa, że jest jednoosobową instytucją pełniącą władzę w Polsce. Nie zrobił na nim wrażenia wyrok Trybunału Konstytucyjnego, a wprowadzenie przez Komisję Europejską drugiego etapu ochrony państwa prawnego, czyli wydania zaleceń, przeszły w rządzie właściwie bez echa. Prezes wyraźnie daje Polakom do zrozumienia, że „pan prawo” to on. Polska jest w pułapce, z której będzie bardzo trudno się wydostać.

REKLAMA
Wydawało się, że ostatnim bastionem demokracji i prawa w Polsce jest Trybunał Konstytucyjny oraz Konstytucja RP. Nic podobnego. W obecnej sytuacji to czysta fikcja. Nowe prawo utworzył ustawodawca, czyli większość sejmowa PiS przy wsparciu Kukiz’15. Opozycja może krzyczeć, że jest ono niezgodne z Konstytucją i wyrokami TK, autorytety prawne mogą powtarzać jak mantrę – ład prawny w Polsce jest bezkranie burzony. Są to tylko słowa, bowiem ustawy wprowadzone w życie przez PiS z powodzeniem funkcjonują. Trzeba spojrzeć w końcu prawdzie w oczy i przestać udawać, że jest inaczej. W naszym kraju trójpodział władzy to jurysdykcja Kaczyńskiego. Władza ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza skupiona jest przy Nowogrodzkiej w siedzibie partii PiS i żadna inna instytucja nie ma nad tym realnej kontroli, a tym bardziej wpływu, by to zmienić.
Odpowiedzmy sobie na pytanie, czy jeśli mamy w Polsce taki stan rzeczy, jesteśmy jeszcze krajem demokratycznym? Otóż nie jesteśmy, ponieważ trójpodział władzy to fundamenty tego ustroju. Jeśli taka sytuacja dłużej utrzyma się w kraju nad Wisłą, to staniemy się totalnie niewolnikami prawa stworzonego według własnego widzi mi się Kaczyńskiego. 19 grudnia skończy się kadencja prezesa TK, sędziego Rzeplińskiego. Na ten dzień, jak na zbawienie czeka prezes i jego horda. Skład sędziowski z biegiem czasu będzie zmieniał się na korzyść PiS, bo przecież nikt już chyba nie wierzy, że najważniejszy w państwie wykonawca poleceń Kaczyńskiego przyjmie przysięgę od trzech sędziów wybranych przez poprzednie władze. Z norm prawnych pisowska władza, widząc swoją bezkarność, przejdzie do zmian norm obyczajowych. Trudno będzie wmówić większości Polaków, jak mamy myśleć. Teraz odbywa się to przy pomocy mediów publicznych i propisowskich.
Prezydent, zgodnie z zaleceniami wiceszefa KE Fransa Timmermansa, zanim podpisał nową ustawę o TK powinien poprosić o opinię prawną Komisję Wenecką. Nie zrobił tego. Czyli ewidentnie zignorował wytyczne KE. Premier Szydło opublikowała aż 21 orzeczeń TK. Jej uwadze umknęły dwa wyroki dotyczące niekonstytucyjności ustaw o TK autorstwa PiS. To kolejna kpina z KE. To już nie jest nawet zabawa Kaczyńskiego w kotka i w myszkę z Unią Europejską, TK, oraz opozycją. To dobitna wiadomość, że te instytucje i ich opinie dla prezesa nie mają żadnego znaczenia.
Bez żadnych sankcji, zabierania prawa głosu Polsce czy wykluczenia naszego kraju ze struktur Unii Europejskiej, mamy już pokłosie tej skrajnie nieodpowiedzialnej postawy rządu Szydło. Niemieccy chadecy oraz liberałowie w Parlamencie Europejskim domagają się obcięcia unijnych dotacji "niesolidarnym państwom członkowskim UE", czyli Polsce i Węgrom. Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego Alexander Graf Lambsdorff już zapowiedział, że PE musi teraz przy zaplanowanym na jesień przeglądzie unijnego budżetu zadbać o to, aby kraje - beneficjenci netto w UE, takie jak Polska i Węgry zachowywały się bardziej solidarnie w kwestiach migracji i respektowały wartości europejskie. Polska w 2015 roku była największym beneficjentem unijnych dotacji. Otrzymaliśmy z Brukseli 9,4 mld euro. Środki na kolejne lata, do 2020 roku, mają być przeznaczone na rozwój gospodarczy, ekonomiczny czy aktywizację osób bezrobotnych. Na pieniądze z Brukseli czekają samorządy, przedsiębiorstwa prywatne, organizacje pozarządowe, rolnicy oraz osoby fizyczne, które chcą założyć własną działalność gospodarczą. W kasie państwa hula wiatr - na program 500 plus brakuje już 5 mld zł, ale Kaczyńskiego zupełnie to nie obchodzi. Jest ponad prawem.
PiS i jego elektorat krzyczeli o elitach oderwanych od koryta. Teraz już tych wrzasków nie słychać, bo obecna władza w błyskawicznym tempie doskonale usadowiła się przy tym korycie. To szczyt hipokryzji, patologii władzy i zdegenerowania. Podwyżki pod wpływem oburzenia opinii publicznej zostały wycofane, ale w kancelarii premier Szydło, niektórym pensje z dnia na dzień wzrosły nawet o 100 procent i powoli, a nie drastycznie, PiS swój cel grabieży pieniędzy z budżetu państwa osiągnie, mimo, że jest ich mało. Gdyby Orwell mógł to zobaczyć na własne oczy, to do swojej powieści dopisałby przynajmniej pięć rozdziałów.
O tym, że Kaczyński jest dyktatorem o zachowaniach paranoicznych, widzącym wokół siebie samych wrogów, nikogo już nie trzeba przekonywać. Sam zaczyna stawiać pomniki, zmieniać historię. Jest to szczególny przypadek, ponieważ skłócając się z jednym mocarstwem zwykle szuka się porozumienia z drugim. Natomiast prezes ma na pieńku zarówno ze „Starym lądem”, pisowkie władze zostały skarcone przez USA, a Putin jest na granicy wytrzymałości, kiedy patrzy na Macierewicza. Kaczyński najzwyczajniej w środku Europy chce utworzyć swoje własne państwo, w którym nikt nie będzie mu rozkazywał i powoli mu się to udaje. Dzisiaj nie ma znaczenia, że PiS traci w kolejnych sondażach, ponieważ władza jakiej do tej pory nie miał nikt w wolnej Polsce, należy do partii prezesa.
W jaki sposób zatrzymać to niszczące tsunami antydemokratyczne (paradoksalnie wybrane w wyborach demokratycznych), tak naprawdę nikt nie wie. Można nawoływać opozycję sejmową i pozaparlamnetarną do stanowczych działań, ale dopóki Kaczyński ma większość wspieraną przez Kukiza, będzie kończyło się to jedynie na awanturach w sali obrad, wyzwiskach i wyłączaniu mikrofonów. On już nie pozwoli na ogłoszenie wcześniejszych wyborów, bo wie, że je przegra. Nikt obecnie nie ma recepty, żeby zmienić ten stan rzeczy. Kaczyński jeśli nawet przystanie na chwilę, zrobi krok w tył, to później wykona trzy ruchy do przodu, żeby osiągnąć swój cel, czyli rządzić, jak najdłużej tylko się da, spychając Polskę w przepaść mentalną i ekonomiczną.
Najważniejsze, to nie przyzwyczajać się do tej niezwykle trudnej sytuacji dla Polaków i Polski oraz pod żadnym pozorem tego nie akceptować. Jeśli spuścimy gardę w obronie demokracji, to Polska skończy, jak Turcja, a w najłagodniejszej opcji, tak jak Węgry.
Polacy doskonale pamiętają jeszcze walkę o wolność i demokrację. Kiedy stracą cierpliwość mogą bardzo szybko odświeżyć sobie pamięć...