Tylko wyjątkowemu schamieniu należy przypisywać, że za honorowe uznaje się zachowanie nieakceptowalne niegdyś nawet wśród recydywistów.

REKLAMA

Odnoszę się oczywiście do wymiocin werbalnych tego imbecyla - radnego PIS, który burdy kiboli nazwał obroną honoru Polski. Rzecz nie dotyczy jedynie chorego kretyna, a jest wyrazem tyleż smutnego, co powszechnego zjawiska, to jest powszechnego schamienia. Tylko ono tłumaczy tak głębokie nieporozumienie, jakim jest używanie argumentu honoru w kwestii chamskiej bijatyki.

Nie ma sensu (choć szkoda) odnosić się do historii pojęcia honoru, tak jak je widział i skodyfikował Boziewicz. Wszak już samo pojęcie pojedynku jest od ponad stulecia społecznie nieakceptowalne. Warto tylko wspomnieć, że wedle kodeksu honorowego uparte dążenie do pojedynku (fizycznej konfrontacji) traktowane było jako jedna z największych przewin, jako czyn niehonorowy. Chętnie bym się wypuścił na szerokie wody historii kodeksu honorowego, ale nie mają one zastosowania wobec ulicznej bijatyki. Cóż zatem ma zastosowanie? Ano pewnie kodeks ulicy, jaki obowiązywał rygorystycznie choćby na Powiślu jeszcze po II Wojnie Światowej. Co zatem dyktował kodeks, którego przestrzegali najgorsi żule, złodzieje i alfonsi? Zabraniał on między innymi:

- bicia od tyłu, z zaskoczenia - bicia w kilku napastników jednego - bicia przeciwnika sprowadzonego do parteru

To tylko 3 spośród wielu reguł, których złamanie skutkowało wykluczeniem spośród grona „charakternych” ludzi. Frajer, który kopałby leżącego, albo napadł z kolegami samotnego przeciwnika wzbudzałby powszechną pogardę. Nikt nie chciałby z nim gadać, podać ręki. Nikt nawet nie chciałby się z nim bić, co najwyżej mógłby takiego szmaciarza zaszczycić kopnięciem w dupę.

Jako wnuk oficera kawalerii (walczącego nota bene z bolszewikami w 1919 roku) jestem wstrząśnięty, że jakiś cham (radny Maciejewski) śmie honorem usprawiedliwiać mordobicie. Rozpatrując rzecz wedle standardów mego dziadka, należy radnego uznać za człowieka bez honoru i nie podawać ręki. Jako Warszawiak (celowo pisze dużą literą) uważam Maciejewskiego za szmaciarza nie wartego miana przeciwnika, którego co najwyżej kopnąć mogę w dupę - co zresztą wszystkim honorowym współobywatelom syreniego grodu gorąco polecam!