Ponieważ wiele osób o to pyta, więc podam fakty ustalone przez prokuraturę i sąd w USA.
Panie Drzewiecka i Głodek zostały zatrzymane przez detektyw sklepową pod zarzutem kradzieży czterech ubrań. W tym sklepie nigdy nie było futer. Ubraniami, które zakwestionowała detektyw sklepowa były dwie bluzki i dwie spódnice. Ponieważ obie Panie nie przyznały się do winy (gdyby się przyznały wystarczyło zapłacić mandat w wysokości ok. 1000 USD), sprawa trafiła do sądu. Prokuratura i sąd zleciły dokonanie sprawdzenia remanentu sklepu i odzyskania dysku z nagraniem całego przebiegu obecności Pań w sklepie. Dysk przez długi czas nie został przesyłany do sądu, gdyż sklep udawał, że jest on zniszczony. To było przyczyną, ze sprawa trwała ok. 12 miesięcy. Dopiero decyzja sądu nakazująca zabezpieczyć twardy dysk celem odtworzenia zajścia doprowadziła do dostarczenia dysku do sądu.
Remanent przedstawiony przez centralę sklepu wykazał, że zakwestionowane rzeczy nigdy nie były sprzedawane w sklepie. Nawet marki tych ubrań nie były nigdy sprzedawane w tym sklepie. Były one kupione w innym sklepie, a Panie posiadały dowody zakupu. Nadto film z przebiegiem zdarzenia pokazywał całą obecność w sklepie i wynikało z niego jednoznacznie, że nie było żadnej kradzieży. W tej sytuacji prokuratura wycofała akt oskarżenia, a sąd sprawę umorzył. Na marginesie ustalono, że detektyw sklepowa miała już podobny incydent ze Słowiankami, co mogło być spowodowane jej urazem do Rosjanek, gdyż jej mąż związał się z Rosjanką. Jak wszyscy Państwo wiecie Polacy są na Zachodzie masowo myleni z Rosjanami. Można powiedzieć banalna historia lub nieporozumienie.
Surowy wyrok na SE wynika przede wszystkim z faktu, że naruszono dobra osobiste poprzez podawanie nazwiska i twarzy osób w trakcie postępowania sądowego oraz używano sformułowań przesądzających winę w rodzaju: kradły, złodziejki, pójdą siedzieć, będą sprzątać ulice etc. Zgodnie z prawem prasowym podawanie nazwiska i twarzy osób oskarżanych jest niedopuszczalne, a osoba która się do tego zakazu nie stosuje ponosi konsekwencje w przypadku, gdy opisuje osobę później uniewinnioną. Redaktor Naczelny Super Expressu zamiast płakać z powodu wyroku powinien przestrzegać prawa. Natomiast dzisiejsze oświadczenie SDP stanowi czysty przypadek złej solidarności zawodowej, gdyż stanowi po prostu postulat bezkarności wydawców tabloidów za łamanie prawa. Zgodnie z orzecznictwem SN przeprosiny winny być w tej samej formie co naruszenie dobra osobistego. Ponieważ pani Janowska była kilkadziesiąt razy na okładce SE to z lżeniem jej osoby zapoznawało się grono osób znacznie szersze niż czytelnicy tej gazety. Stąd taki wyrok sądu. Czekamy jeszcze na wyroki z powództwa pani Janiny Drzewieckiej. Stan prawny jest identyczny. Mam nadzieję, że również w jej sprawie SE będzie musiał przepraszać przez miesiąc, gdyż takie jest prawo. Dura lex sed lex.
Wpis pochodzi ze fan page'a Roman Giertych - strona oficjalna
