
SUV w ofercie marki luksusowej to dziś konieczność, a nie fanaberia. Dokładnie tak mówię od pierwszej zapowiedzi powstania Maserati Levante - a teraz miałem wreszcie szansę ocenić, jak plasuje się wobec konkurencji.
Wygląd... cóż, bezmyślni krytycy sobie poużywają. A jak ma wyglądać taki samochód? Jak płaski naleśnik? Zazwyczaj internetowi krytykanci to nie ci, którzy sobie luksusowe SUV-y kupują, więc przejmować się nie ma czym. Z przodu jest dobrze, profil boczny nie gorszy od konkurentów, drażni mnie tylko sposób zamontowania kamery cofania w tylnej klapie. Można to było rozwiązać bardziej elegancko. W kabinie atmosfera odpowiednia, choć mózg mi wariował, gdy po raz pierwszy w życiu tak wysoko usiadłem w samochodzie z trójzębem na kierownicy.
Przyzwyczaić się łatwo. Widoczność znakomita, a 275-konny diesel brzmi (choć to częściowo sztucznie generowany efekt) tak soczyście, że może najbardziej upartych niedowiarków przekonać do silników zasilanych mazutem. W dodatku ktoś przyłożył się do zestrojenia komputera silnika z tym w skrzyni biegów (8-stopniowy automat) - w zasadzie nigdy przekładnia nie czuje się zagubiona, co jest faktem u większości konkurentów. Praca zawieszenia jest wzorowa, podobnie stabilność kierunkowa przy hamowaniu, tym bardziej przeszkadza zbyt długie przełożenie w przekładni kierowniczej, za wolna reakcja w pobliżu pozycji "na wprost". Czy naprawdę to ten sam podzespół co w Ghibli, z którym spokrewnione jest Levante? A może to ukłon wobec obecności przycisku "Offroad" na kontroli środkowej... Nie wiem. To jedyna cecha, która mi naprawdę przeszkadza w tym samochodzie.
600 Nm momentu obrotowego w połączeniu z naprawdę skutecznym napędem na cztery koła mi odpowiada, ubłocona, mokra jezdnia nie stanowi przeszkody w brutalnym rozpędzaniu Levante. Spodziewałem się bardziej limuzynowatego zachowania tego samochodu, muszę przyznać. Nie doceniłem kunsztu inżynierów z Modeny. Chętnie spróbuję jeszcze wersji z 430-konnym silnikiem benzynowym, ale już teraz wiem, że włoski SUV to obiecujący konkurent pojazdów niemieckich. Jeśli zmieni się trochę charakterystyka układu kierowniczego, ludzie w Porsche powinni zacząć drapać się po głowach. W BMW drapią się chyba już teraz. A jeżeli tego nie czynią, zdecydowanie powinni.
photo]
