REKLAMA

Co robić, kiedy w adwokaturze pojawia się problem z oceną zachowania ważnego działacza samorządowego, który wymaga pilnego rozwiązania, a wokół słychać głosy, że pachnie przekrętem? Możliwości jest kilka, począwszy od prokuratorskiego śledztwa na odfajkowaniu sprawy skończywszy.

Pytanie, które postawiliśmy jest aktualne, ponieważ adwokatura mierzy się właśnie ze sprawą Dziekana Izby Adwokackiej w Warszawie adw. Grzegorza Majewskiego. Wiele wskazuje, że dla dobra ogółu jednostka zostanie poświęcona, bo władze adwokatury uznały, że razem z dziekanem zniknie problem. Jednostką jest dziekan, uwikłany – jak twierdzą media, które jednak nie są sądem - w działania sprzeczne z prawem. Ogółem jest adwokatura. O ile ustalenie, kim jest jednostka, jakie ma prawa i obowiązki, co może stracić, jest proste, o tyle odpowiedź na pytanie, czym w rzeczywistości jest adwokatura, jest trudne.

W poszukiwaniu odpowiedzi najprościej byłoby zdać się na tzw. zdrowy rozsądek. Ten nakazuje naj sam przód odwołać się do ustawy, która opisuje cele i obowiązki adwokatury oraz jej organizację. Problem w tym, że tak widziana adwokatura, to ustawowa wzniosłość, z której niewiele wynika. Natomiast na co dzień adwokatura to suma sukcesów i porażek, a także interesów jej członków, działaczy i władz, które należy oceniać uwzględniając obiektywne okoliczności dodatkowe, jedynie pośrednio z nią związane, jak środowisko polityczne, w którym działa. Wychodzi na to, że odpowiedź na pytanie czym jest adwokatura i jak powinna zachować się w sprawie adw. Grzegorza Majewskiego, jest więcej niż trudna, a na dodatek nie wszystkich zadowoli.

W tych okolicznościach zachodzi obawa, że niekorzystna dla adw. Grzegorza Majewskiego decyzja personalna, czyli wymuszona przez władze adwokatury dymisja będąca skutkiem propozycji nie do odrzucenia, zostanie podjęta zgodnie z zasadą ciszej jedziesz, dalej będziesz. A gdyby komuś nie pasowało rosyjskie przysłowie, może odwołać się do innego, które mówi o chowaniu głowy w piasek, czyli przekształcaniu się przez ludzi, których powinna cechować odwaga, w strusia. Tak, czy inaczej jest możliwe, że decyzja o odwołaniu adw. Grzegorza Majewskiego z funkcji dziekana, może zostać podjęta dla tzw. dobra adwokatury przez władze adwokatury, które staną się tego dobra beneficjentem bo zniknie dla nich kłopot, zanim sprawa zostanie wyjaśniona. Na to by czegoś żądać nie wiedząc z jakiego powodu się tego żąda nie chcemy się godzić. Uważamy, że właściwa metodologia to najpierw zbadać czy doszło do zawinienia a potem karać. Proponowana metodologia władz adwokatury to pominąć czy doszło do winy i od razu wymierzyć karę. Metoda inkwizytora, ale nie adwokata.

Ponownie oświadczamy, że nie bronimy adw. Grzegorza Majewskiego tylko zasady. Od chwili opublikowania poprzedniego felietonu w tej sprawie zdania nie zmieniliśmy. Nam się tylko wydaje, że dla dobra adwokatury sprawę trzeba drobiazgowo wyjaśnić przed podjęciem decyzji personalnej. To obowiązek Naczelnej Rady Adwokackiej. Elementarny zresztą.

Kolegom, którzy uważają, że adw. Grzegorz Majewski powinien podać się do dymisji, czym ułatwiłby życie adwokaturze i adwokackim oficjelom stawiamy proste pytanie, które zapewne nie przysporzy nam zwolenników na górze, ale pozwoli nam być w zgodzie z własnymi sumieniami i godnością zawodu który wykonujemy: czy takiej rady udzieliliby klientowi, który nie przyznaje się do winy i logicznie tłumaczy dlaczego nie chce pójść na pozornie korzystną ugodę z prokuratorem? Idąc dalej zapytalibyśmy, czy Koledzy nie widzą niebezpieczeństwa - będącego skutkiem precedensu - jakim będzie wymuszone ustąpienie ze stanowiska, przed wyjaśnieniem sprawy przez władze adwokatury? Podobne pytania można mnożyć. Dlatego uważamy, że wymuszona dymisja pod hasłem ratujmy adwokaturę lub dla dobra adwokatury, to niebezpieczny precedens załatwienia - przez jej odfajkowanie - sprawy, która powinna zostać wyjaśniona. Zbadać i ocenić, a nie oceniać bez zbadania, tak jak ma to miejsce w tej sprawie. Wtedy śpi się o wiele spokojniej.

Dubois & Stępiński