W ramach fałszowania historii i kolportowania kłamliwej propagandy na temat "zamachu" smoleńskiego PiS dokonał kolejnej odsłony smoleńskiego kłamstwa. W obliczu nowych dokładniejszych nagrań z kokpitu pisowscy propagandyści usiłują nadać szczególne znaczenie poświęconemu katastrofie smoleńskiej filmowi, który z grubsza powtarza większość bredni Macierewicza i związanych z nim ludzi. Jest to żałosny propagandowy, nudny i natrętny jak najgorsza stalinowska propaganda gniot, który może wywołać odruchy bezwarunkowe i obrzydzenie nad stopniem zaprzedania się i lizusostwa. Przekaz filmu od początku jest jasny jak wystrzał z "Aurory" i nie pozostawia wątpliwości, że naszego genialnego bohaterskiego prezydenta zamordowały rodzime kanalie i zbrodniarze, agenci rosyjscy na żołdzie Putina, a oczywiście zbrodniarzem numer jeden jest zasługujący na karę śmierci Donald Tusk.
Dokładnie tak wyglądały filmy sowieckie w czasach stalinowskich. Uderzająco podobne były premiery w Warszawie z udziałem Bieruta, Zawadzkiego, Minca itd. wychylających się z loży, do premiery z obecnymi dostojnikami, a zwłaszcza jednym dobrotliwie uśmiechniętym. Pamiętam przymusowe chodzenie naszej klasy na filmy pt. "Dwaj żołnierze", "My z Kronsztadu", "Strażnica w górach", "Lenin w Polsce" itp. Od "Smoleńska" różniły się głównie wyższym poziomem artystycznym i lepszą grą aktorów. Lizusostwo "bohaterów" "Smoleńska" przekroczyło wszystko, co od czasów Wielkiego Językoznawcy oglądaliśmy na ekranach. Wtedy obok przymusowych propagandowych filmów były przymusowe propagandowe akademie. Obecne apele smoleńskie, cała ta histeria, nieustające obchodzenie tych samych rocznic, place, pomniki, wizerunki "poległych" w tym gen. Błasika, nazwy ulic i szkół, kreowanie Ojców Narodu jednego martwego, a drugiego żywego przypominają mi czasy dzieciństwa. Ale tak jak teraz mamy protesty widzów, prześmiewczą reakcję w internecie, negatywne recenzje, tak wtedy chłopaki jak gasło światło uciekali z kina, a na stalinowskich akademiach zamiast – „pieśni zew”, śpiewali – „pies mi zdechł”. Cała ta propaganda skończyła się wraz ze słynnym referatem Chruszczowa. Ciekawe jak będzie wyglądał koniec pisowskiego reżimu, kłamstwa i podłej zmiany, gdzie wylądują pisowskie lizusy i propagandówki, bo pomniki i tablice chyba w Kozłówce?
Film jest moim zdaniem bezwartościowym nachalnym knotem. Zasługuje na totalny, solidarny bojkot, aby PiS przekonał się, że naród nie dał się okłamać ani upodlić. Jak napisała Agnieszka Kublik "dzisiaj, gdy wiara w zamach zamienia się w państwową religię, kiedy nazwiska "poległych" pod Smoleńskiem odczytywane są z nazwiskami powstańców i żołnierzy, którzy walczyli na frontach, film sugerujący spisek Putina i Tuska na życie polskich elit staje się elementem kłamliwej propagandy". (PiS wysyła naród na Smoleńsk", "GW, 7 09 2016r.). W interesie rodziców i wychowawców należy chronić młodzież przed smoleńskim kłamstwem tak jak przed każdym kłamstwem i nienawiścią, którą film ocieka w takim stopniu jak pisowscy politycy wazeliną.
