Czujemy się jak dwa stare dinozaury, które zamiast brykać po żyznej łące i beztrosko zrywać daktyle zrzędzą, kwękają i stękają. A gdy patrzą w przeszłość przypominają sobie, że jeszcze niespełna czterdzieści lat temu w rankingach zaufania społecznego adwokatura była na pierwszym miejscu. Potem zaczęła obniżać loty, teraz sięga dna. Można do tego oczywiście podejść optymistycznie i uznać, że będzie się od czego odbić. Można też potraktować problem poważnie i zastanowić się, co się stało. Przyczyn jest wiele. Dziś skupiamy się na jednej.
Adwokat od zawsze był wolnym zawodem. Nawet za komuny. By adwokat mógł odważnie stanąć w czyjejś obronie, musiał być niezależny od władzy. Adwokat nie może mieć zwierzchnika np. pracodawcy, powinien być niezależny materialnie i korzystać z immunitetu procesowego. No i mieć pewność, że ma oparcie w samorządzie, który stanie za nim murem, gdy zajdzie potrzeba. Konsekwencją spełnienia tych warunków był niespotykany autorytet naszego zawodu w okresie wielkich obron politycznych, a zwłaszcza stanu wojennego.
Jednym z podstawowych ustawowych zadań adwokatury jest stanie na straży praw człowieka, które – czego nie trzeba tłumaczyć - naruszane są przez państwo. Od czasów wielkości adwokatury, której apogeum wypada w latach osiemdziesiątych XX wieku, w życiu społecznym zaszły olbrzymie zmiany. Państwo, które jest naturalnym przeciwnikiem adwokata, stało się niezwykle atrakcyjnym klientem, który - jako szczodry zleceniodawca - oferuje także posady w radach nadzorczych spółek Skarbu Państwa. Ten potencjalny konflikt interesów stanowi śmiertelne zagrożenie dla adwokatury, która ma ustawowy obowiązek występować przeciwko państwu, gdy nie wypełnia ono swoich obowiązków lub przekracza kompetencje.
Adwokatura reprezentowana jest przez władze samorządowe. Co zatem, gdy członkowie tych władz popadną w konflikt polegający na tym, że z jednej strony mają być - jako przedstawiciele władz adwokatury - krytykami władzy, z drugiej zaś strony mogą być od tej władzy uzależnieni ekonomicznie? Takie uzależnienie może wynikać ze stałych zleceń, które otrzymują kancelarie działaczy samorządowych, a także z uczestnictwa wspólników tych kancelarii w radach nadzorczych spółek Skarbu Państwa. Kto przy zdrowych zmysłach obetnie karmiącą dłoń? Kto wyruszy na krucjatę przeciwko państwu, które jest mściwe? Dlatego obywatele, którzy widzą co się dzieje dziwią się, że adwokatura milczy, a niekiedy zaledwie pomrukuje! Dlatego obawiamy się, że samorządowych działaczy pozostających w takim konflikcie interesów nie stać na niezależność, bez której wizerunku adwokatury nie da się odbudować? Bez tej niezależności wizerunek adwokatury nie poprawi się, bo społeczeństwo, zamiast walecznego adwokata dostrzeże spasionego misia.
Adwokaci mają prawo wiedzieć, czy działacze samorządowi będący twarzami adwokatury i podejmujący w jej imieniu decyzje (zaniechanie, to też decyzja!), są w swoich działaniach w pełni niezależni? Bo może okazać się, że podejmując decyzje ważne dla adwokatury nie chcą narażać się na niechęć państwowego zleceniodawcy, przeciwko któremu powinni występować. Dopiero mając taką wiedzę można racjonalnie ocenić, czy z usług takiego działacza samorządowego członkowie adwokatury chcą skorzystać. Jak do tego doprowadzić?
Rozwiązanie wydaje się być bardzo proste. Wystarczy nałożyć na osoby, które wyrażą chęć kandydowania do najwyższych władz samorządowych obowiązek ujawnienia, czy ich kancelarie związane są stałymi umowami z podmiotami Skarbu Państwa oraz, czy partnerzy lub współpracownicy ich kancelarii pełnią funkcje w radach nadzorczych spółek Skarbu Państwa. Na osoby wybrane powinien być również nałożony obowiązek informacji, czy w trakcie ich aktywności we władzach adwokatury ich kancelarie zlecenia takie otrzymały, oraz czy pracownicy ich kancelarii uzyskali zatrudnienie w takich spółkach.
Oczywiście praca dla Skarbu Państwa i zasiadanie w radach nadzorczych państwowych spółek nie jest niczym nagannym, wręcz nobilituje. Prawa do takiej zaszczytnej pracy nie można nikogo pozbawić. Ale pogodzenie wody z ogniem jest niemożliwe. Dlatego adwokatom, wyborcom na zbliżającym się Krajowym Zjeździe Adwokatury, należy zapewnić prawo oceny, czy na zachowanie kandydatów do władz adwokatury w sprawach ważnych dla obywateli i adwokatury, nie mają wpływu dwuznaczne przesłanki natury ekonomicznej? Musimy wysłać do rezerwy tych, którzy tak mocno kochają karmiącą ich władzę państwową, że mogą zapomnieć o korzeniach adwokackiej niezależności. Czyniąc transparentnymi samych siebie i oddając swoje sprawy w ręce osób od władzy państwowej niezależnych, zrobimy pierwszy krok do odbudowania własnego wizerunku.
Dubois & Stępiński
