Wczesnoponiedziałkowy wierszyk, który miał Odbiorcę pocieszyć, ale autorowi nie wyszło…
Boli, boli poniedziałek, Jakby w łeb przywalił wałek, Jakby w tyłek dziabnął ćwiek, W poniedziałek cierpi człek. Jak zdradziecki losu kop, Czuje poniedziałek chłop, Zaś poniedziałkowy stres, Jest u pań jak PMS. I tak w swej okrutnej roli, Boli poniedziałek, boli. Ale szanse są dość spore, Że za moment będzie wtorek. Minie, jak na disco moda, I po wtorku przyjdzie środa. Środa ludzi tym zachwyca, Że popyla, jak Kubica, Czyli generalnie fest, Więc praktycznie czwartek jest. Czwartek dla mas, bez wyjątku, To zwykła wigilia piątku. Piątek, w każdym krańcu świata, Znika szybko jak wypłata. Wszystkim radość się udziela - Już sobota i niedziela. Lecz weekendu wada taka, Że jest jak wzwód zboka w krzakach, I podobne niesie skutki: Dość żałosny oraz krótki. Więc czas na z horroru krzyk, Bo znów poniedziałek "myk"! I jest człowiek w strasznym dołku, Bo jak chomik w swym kręciołku, Biegnie, pędzi i się wierci… I tak, kurwa, aż do śmierci.
