
Kobiety nie zachodzą w ciążę i dokonują aborcji, bo taki mają kaprys. Jest to dla nich wielkie przeżycie, które odbija się często na psychice i muszą żyć z tym emocjonalnym bagażem do końca życia. Kobiety mają to w genach. Tracą część siebie. Aborcja to zło konieczne i wstyd. Niezwykle intymny temat stał się sprawą polityczną, a kij w mrowisko włożył Polski Episkopat.
Aborcja upolityczniona
Sprawa aborcji nie zależy od tego, czy żyjemy w kraju demokratycznym czy w ustroju totalitarnym. To temat iście obyczajowy. W USA w latach 80. i 90. aborcja wywoływała ogromne protesty po obu stronach barykady. Demokraci i republikanie musieli znaleźć złoty środek. W Polsce od wielu lat takim złotym środkiem była tzw. ustawa kompromisowa, która jest i tak restrykcyjna w porównaniu do tych w innych państwach Unii Europejskiej.
Tylko kwestią czasu było wywołanie tego tematu w czasie sprawowania władzy przez PiS. I zrobił to Polski Episkopat, ośmielając tym samym Fundację Pro - Prawo do życia, do utworzeniu Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „Stop aborcji”, którego projekt zakłada całkowity zakaz usuwania ciąży zagrożony karą więzienia nawet do 10 lat.
Nic o nas, bez nas
Tym krokiem wywołane do tablicy zostały środowiska lewicowe, które wcześniej nie poruszały tematu aborcji. Stowarzyszenie Inicjatywa Polska na czele z Barbarą Nowacką, skoro już wzięło się za sprawę aborcji, ucywilizowało ją. Projekt opracowany w ramach kampanii "Ratujmy kobiety" dotyczy „ustawy o prawach kobiet i świadomym rodzicielstwie”. Nowela ma regulować przepisy związane z prawem do informacji, edukacji, poradnictwa i środków umożliwiających podejmowanie decyzji w zakresie świadomego rodzicielstwa. I tutaj mamy sprawę najważniejszą – świadomość i wiedza. Trudno mówić dzisiaj o świadomości i edukacji seksualnej, jeśli ostatnio 12 – latka rodzi w kieleckim szpitalu dziecko, a ojcem jest 29 - letni mężczyzna.
Zgodnie z nowelą do programów nauczania szkolnego miałby zostać wprowadzony przedmiot „wiedza o seksualności człowieka". Dostosowany byłby on do wieku oraz potrzeb uczniów, od I klasy szkoły podstawowej, w wymiarze nie mniej niż jedną godzinę lekcyjną tygodniowo. Projekt nakłada również na organy administracji rządowej i samorządu obowiązek zapewnienia każdemu, bez względu na zdolność do czynności prawnych, dostępu do metod i środków zapobiegania ciąży. Środki antykoncepcyjne byłyby objęte refundacją, a dla osób najbiedniejszych bezpłatne. Zatem projekt poprzez edukację i środki antykoncepcyjne miałby zapobiegać niechcianej ciąży, a później ewentualnie aborcji.
Kobiety i ryby głosu nie mają
Projekt prawicowych środowisk sprowadza się do prostego zdania – wszystko o nas, bez nas. Kobiety mogą mieć poczucie, że są całkowicie wyrzucone poza margines społeczny podczas podejmowania przez posłów tak ważnych dla nich decyzji. Całe szczęście, że mają prawo do głosowania. I właśnie na drodze referendum powinni wypowiedzieć się Polki i Polacy na temat tak intymnej sfery życia, w którą wkracza z butami władza. Ustawodawca powinien tworzyć dla nas takie prawo, które nie będzie nam nakazywać jak mamy żyć, z kim spać i w kogo wierzyć. W tym prawie powinniśmy czuć się jak w wygodnych kapciach. Ale przy tym układzie w Sejmie to nierealne.
Polki nie chcą. Zdecydują politycy
Zdania, że przepisy aborcyjne w Polsce należy złagodzić są kobiety z grup wiekowych 35 - 49 lat oraz 50 - 59 lat. Według Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, blisko dwie trzecie Polek i Polaków nie chce zaostrzenia ustawy ( 24 proc. woli pozostawić ustawę bez zmian, a 40 proc. badanych chce wręcz jej złagodzenia).
Według sondażu SW Research, połowa Polaków jest przeciwna zaostrzeniu ustawy aborcyjnej. Prawicowe środowiska, a podczas głosowania parlamentarzyści i prezydent, który podpisze ustawę, nie pytają Polek i Polaków, bo ich też ten temat dotyczy, co z ciążą, pochodzącą z gwałtu czy kazirodztwa.
Jak zagłosują posłowie PiS wiadomo. Zagadką jest jak zagłosuje PO – określona przez Grzegorza Schetynę, jako formacja prawicowa i chadecka? Sukcesem jest, że projekt ustawy liberalizującej aborcję nie został wrzucony do "sejmowej zamrażalki". Niewątpliwie po wejściu w życie ustawy o bezwzględnym zakazie aborcji utworzy się szara strefa. Kobiety będą zmuszone jeździć do lekarzy zagranicę.
Wejście w życie tej ustawy spowoduje, że kobiety poczują się jak przedmiot, jak rzecz bez prawa do głosu. Decyzję w ich imieniu podejmie Kościół i politycy.
