Byłem i jestem zwolennikiem demokracji, ale mam nieodparte wrażenie, że „głos ludu” (w tym i mój) jest w naszej cywilizacji coraz bardziej ogłupiały.

REKLAMA

Nie chodzi tu tylko o Polskę. W naszym wypadku szybka kampania internetowych pomówień i półprawd wyniosła na tron Dudę kosztem Komorowskiego. To zwycięstwo przesądziło o tak ogromnym sukcesie PiSu w wyborach parlamentarnych. Starczyła pamięć o jednym błędzie ortograficznym, mit o żyrandolu i krzesło z szogunem, aby osoba kompletnie nieznana pokonała dość znanego polityka, który odniósł trochę sukcesów.

„Szogun, krzesło, żyrandol” - myślała spora część wyborców i głosowała na osobę kompletnie bezwolną i uzależnioną od Jarosława Kaczyńskiego. Później było już z górki, musiała nadejść „dobra zmiana”.

Teraz spójrzmy na USA. Wyborcy w tym kraju doprowadzili do sytuacji, w której mają wybór pomiędzy proputinowskim szaleńcem – izolacjonistą, a osobą, która w trakcie pełnienia ważnych funkcji w administracji popełniła masę błędów. Co ciekawe, choć wybór Trumpa będzie tragiczny w skutkach dla mieszkańców Środkowej Europy, nie brakuje w Polsce fanów tego barwnego jegomościa. Estetyka telewizyjnego show zastąpiła myślenie o przyszłości. Wyborca chce się dobrze bawić, chce mieć „bekę”. Nie myśli o tym, że za zły wybór zapłaci bardzo drogo.

Czy winne są media? Na pewno trochę tak. To media kreują opinie wyborców, zaś lekki i barwny show sprzedaje się lepiej od racjonalnej prezentacji poglądów kandydatów na ten czy inny stołek będący na szczycie danego demokratycznego państwa.

Oczywiście łatwo jest stwierdzić, że „prawica jest populistyczna i głupia” zaś „my” jesteśmy mądrzy. Albo odwrotnie - „lewica jest populistyczna i głupia” zaś „my” jesteśmy mądrzy. Gdy jednak przyjrzymy się temu uważniej, zauważymy, że na argumenty populistów zawsze odpowiadają populiści. Nie jest dobrze, że ktoś chce zatapiać barki z uchodźcami. Jaka jednak jest odpowiedź drugiej strony? Na przykład w Niemczech każda osoba, która jest przeciwko przyjmowaniu wielu imigrantów jest określana mianem nazisty i mainstream dokłada wielu starań, aby za najdrobniejszą krytykę odpowiednio egzotycznych imigrantów, czy religii islamu blokować konta, nakładać grzywny, albo nawet wsadzać do więzienia.

Z przyczyn jednowymiarowego i prymitywnego myślenia lewica europejska broni islamu przed krytyką, tak jakby nie można było pomyśleć o tym, aby krytykować islam tak, jak na to w pełni zasługuje, zaś bronić samych ludzi, choćby jako ofiar tej religii – ideologii. Z kolei prawica w naszym kraju chce po części całkowitego zakazu aborcji. W tle czają się kolejne pomysły na bardziej katolickie państwo. Na przykład sądowe kary za seks przedślubny i pozamałżeński. Na przykład zakaz czy utrudnienie antykoncepcji. I można by to od biedy zrozumieć, gdyby nasza polska prawica taka w większości była. Lecz nie jest... To ludzie z XXI wieku, podobnie jak lewicowcy i liberałowie. Większość polskich prawicowców stosuje antykoncepcję i uprawia seks przed ślubem. Dlaczego więc chcą doprowadzić do sytuacji, która sama ściągnie na nich liczne kłopoty? No cóż – inspiracją są tu media, show, abstrakcyjne tezy w internecie, których broni się z dymem unoszącym się nad nozdrzami...

Jedną z recept leczniczych dla Polski lewicowców i liberałów jest wezwanie do tego, aby patrzeć na UE (którą jako pomysł popieram jak zawsze). „My to nic” - twierdzą lewicowcy i liberałowie - „ale uczmy się od Zachodu, z pokorą, jak uczniaki w pierwszych klasach szkoły podstawowej”. I wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że póki co Brytyjczycy okazują się największymi i najbrutalniejszymi nacjonalistami w UE (jeszcze w UE, ale już niedługo!), zaś we Francji coraz bardziej dochodzi do władzy Front Narodowy, którego wpływy są znacznie większe niż ONR czy Młodzieży Wszechpolskiej w Polsce. A przecież wszystkie te drużyny grają w tym samym klubie. Czy zatem Zachód jest zawsze takim niedościgłym wzorem?

Czasem z tego całego politycznego wesołego show, które, gdy pyszna zabawa się skończy, może nam przynieść coraz bardziej ksenofobicznych Brytyjczyków, rozpad UE z uwagi na Francję pod rządami Frontu Narodowego, załamanie się światowej polityki z uwagi na możliwą przecież prezydenturę Trumpa, targane wojną domową Niemcy, gdzie coraz więcej obywateli nie będzie podzielać europejskich wartości, oraz Polskę z Kaczyńskim w roli karykaturalnego neoPiłsudskiego, czasem z tego całego politycznego show słychać okrzyk rozpaczy - „trzeba dobrej edukacji!”.

Tak, trzeba dobrej edukacji. Ale programów nie powinien układać nacjonalista mówiący o wyższości narodu czy rasy, ani fanatyczny lewicowy postmodernista mówiący za Emmanuelem Levinasem, że „”inny” to transcendencja, to akt boski i transcendentny, więc padajmy na twarz przed „innym” bez względu na wszystko”. Programów niezbędnej dla dobrej demokracji dobrej edukacji nie powinien układać też populista czy osobnik wierzący w ten czy inny serial telewizyjny, albo w ten czy inny show. I wszystko jest jasne... Tylko skąd wziąć takich nauczycieli i gdzie znaleźć wolę polityczną do wprowadzenia dobrej, nietendencyjnej edukacji prospołecznej i propaństwowej, która pozwoliłaby wyzwolić siłę demokracji a nie tylko jej słabości.