Starszy pan niechętnie podniósł słuchawkę. Nie lubił porannych telefonów, a tu kwadrans do jedenastej i ktoś już dzwoni.
− Prezesie, pod naszą siedzibą gromadzą się czarne postaci. − Murzyni, zapytał mężczyzna z niedowierzaniem w głosie. − Nie, tłumy kobiet ubranych na czarno. Panujemy nad sytuacją. A nasz najmądrzejszy minister już wyśmiał ten zlot. Powiedział, że to kpina. I życzył babom, żeby się dobrze bawiły i nie krzyczały głupich haseł.
Starszy pan zmełł brzydkie słowo w ustach. Boże, z kim, ja muszę pracować. Przez niemądre wypowiedzi trzeba będzie podnieść stawkę z pincet, na tysiąc pincet, bo inaczej one przejmą kontrolę. No i budżet może nie wytrzymać. Trzeba działać, pomyślał. Wykręcił sobie znany numer i pod drugiej stronie usłyszał kobiecy głos.
− Dzień dobry panie prezesie, pan już na nogach. − Niestety tak. Z wami, jak z dziećmi, na chwilę zostawić samych nie można. O co im chodzi? − Generalnie o skutki poczęcia. − Czego? − Poczęcia. − Nie wiem, czy dobrze cię rozumiem, ale trzeba natychmiast wyjaśnić suwerenowi, że my tylko popieramy projekt społeczny, z którym nie mamy nic wspólnego. − Ale kobiety są mądre, one tego nie kupią. − Chyba lepiej znam się na kobietach. − Tak, nie ma wątpliwości, ale jeśli chodzi o poczęcie …..
Dubois & Stępiński
