Warszawa 2010
Warszawa 2010 Fot. Anna Katarzyna Wiśniewska

Polityka historyczna w każdym państwie jest na swój sposób wybiórcza. Jednak w Polsce mamy do czynienia z rzeczą niebywałą. Prawo i Sprawiedliwość już przed objęciem rządów, próbowało deprecjonować autorytety, które nie wyznawały ideologii partii. Natomiast po wygranych wyborach niszczy wszystko, co ma jakąkolwiek wartość.

REKLAMA

Zmiana pamięci społecznej sprawia, że jest ona postrzegana zgodnie z wykładnią grupy rządzącej. Nie trudno sobie wyobrazić jak niebezpieczna jest państwowa polityka pamięci, ograniczająca historię wyłącznie do działań, które mają wspierać i budować tylko jedną formację polityczną. Niestety PiS uległ pokusie zmiany polityki historycznej w propagandę.

Narracja o przeszłości jest ważna ze względu na współczesność i przyszłość. Tworząc ją dokonujemy wyboru potwierdzającego nasze zasady i wartości. Upamiętniając bohaterów i ich czyny pokazujemy, jakie wzory osobowe są w kraju pożądane. Dzisiaj w Polsce partia rządząca chce po prostu zmienić kraj tak, aby produkować nowy rodzaj obywatela, bezwarunkowo popierającego jedną, słuszną wizję świata. Bez Lecha Wałęsy, Władysława Bartoszewskiego, Andrzeja Wajdy za to z wiarą w zamach smoleński i braci Kaczyńskich. Dlatego swoją politykę zaczęli od usuwania z pamięci narodowej wszystkich niepodważalnych autorytetów.

Jako główny wróg PiS, jawi się oczywiście Lech Wałęsa. Od dłuższego czasu trwa regularna nagonka i niszczenie symbolu "Solidarności", by zastąpić go innym. Jarosław Kaczyński od dawna mówi, że to jego brat powinien być legendą ruchu. Znając marzenie prezesa politycy PiS ścigają się, kto bardziej oczerni Wałęsę. Tą konkurencję zawsze wygrywał Macierewicz, po czym został zdeklasowany, przez posła Tarczyńskiego - boksera Sejmu VIII kadencji.

Piętno na PiSie odcisnął również prof. Bartoszewski, żołnierz AK, więzień Auschwitz, działacz Żegoty, opozycjonista i zasłużony dyplomata. Taki życiorys nie przeszkadzał Krystynie Pawłowicz nazwać go “pastuchem”, a prawicowym publicystom “żydem, kolaborantem i zdrajcą”. Sam Jarosław Kaczyński sugerował, że Bartoszewski był finansowany przez Niemców, bo jako były więzień Auschwitz służył niemieckim interesom w Polsce.

Lista wrogów PiS jest dość długa, ale szczególnie dziś nie sposób pominąć Andrzeja Wajdę. Szefowa "Wiadomości" TVP po informacji o śmierci reżysera napisała na Twitterze "Andrzej Wajda R.I.P. Walcie się dalej #NieOddamyWamKultury". Znów rozpoczęła się konkurencja na opluwanie kolejnego autorytetu. Już na starcie zjawił się „wielki patriota” europoseł PiS Legutko, ochoczo umniejszając dokonania reżysera. Andrzej Wajda był jednym z najwybitniejszych reżyserów w historii kina, współtwórcą polskiej szkoły filmowej, laureatem wielu nagród, ale nie wyznawał PiS.

Możemy rożnie oceniać naszą historię, ale nie możemy wykreślać faktów i osób, które ją tworzyły. Nie możemy umniejszać dokonań naszych najwybitniejszych obywateli, narodowych autorytetów. Jeżeli pozwolimy politykom na samodzielne prowadzenie polityki pamięci, to grozi nam medialny chaos i wykorzystywanie przeszłości do cynicznych gier politycznych. Trafnym podsumowaniem, będą wczorajsze słowa jednego ze słuchaczy Szkła Kontaktowego: „Dziś już nie ma wielkich, brylują mali.”

logo
Warszawa 2010