Widziałem w swym życiu wielu kierowników gospodarki, od Balcerowicza po Rostowskiego. Ale nie widziałem nikogo, kto tak chętnie ucieka od rzeczywistości, jak wicepremier Morawiecki. Im szarzej za oknem, tym większa pokusa ucieczki w kolorowe slajdy. Coraz mniej to przystoi komuś, kto dołączył do kolekcji ministerstw odpowiedzialność za dzisiejszy stan finansów publicznych w Polsce.

REKLAMA

Trzeba wiary, że „ciemny lud kupi”, jeśli się składa obietnicę skoku rozwojowego, opartego na wzroście inwestycji, w czasie, gdy inwestycje wyraźnie maleją - minus 4,9 proc. w pierwszym półroczu 2016. Gdy „dobra zmiana” uszkodziła dwa fundamentalne mechanizmy zamiany oszczędności w inwestycje: rynek kapitałowy i system bankowy.

Warszawska Giełda Papierów Wartościowych w niczym, z wyjątkiem nowoczesnej siedziby, nie przypomina rynku, który aspirował do rangi centrum finansowego Europy Środkowo-Wschodniej. Fakt, od kilku lat jest to giełda w stagnacji, ale jeszcze w roku 2013 uważana była za atrakcyjnego partnera, a nawet szansę ratowania giełdy w Wiedniu, założonej w roku 1771. Nigdy jednak nie było tak źle jak teraz. W wrześniu 2016 roku Warszawa biła światowe rekordy spadku notowań, zazdrośnie spoglądając nawet na Ułan Bator. Dlatego wielka gala 25-lecia w Teatrze Wielkim przypominała bal na Titanicu. Świętowano w gronie własnym, rzecz jasna, chociaż zasługuje ono na miano grabarzy, z którymi założyciele giełdy, do których się zaliczam, nie mają nic wspólnego.

W lepszym stanie przetrwał „dobrą zmianę” drugi filar zasilania gospodarki, jakim jest system bankowy. Istotniejszy w całej Europie, niż rynek kapitałowy. System bankowy, w części zagraniczny, zdał egzamin kryzysu finansowego nieporównanie lepiej, niż szczeropolskie SKOK-i. Stanowi bezpieczną lokatę oszczędności dla 20 milionów Polaków. Jednak i tu przez rok zrobiono wiele, na przekór Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju. Niepewność wkradła się wraz z katastrofalną dla banków obietnicą kandydata Dudy, iż ulży frankowiczom przez przewalutowanie kredytów frankowych. Niepewność pozostała. Dochodzi do tego danina na rzecz ratowania SKOK-ów. Prawdziwym ciosem, obniżającym o połowę rentowność sektora okazał się podatek bankowy. Tak sprytnie wymyślony, by obciążał aktywa, czyli zachęca do kredytowania konsumpcji i zniechęca do kredytowania gospodarki...

Po niespełna roku widać, że kolorowe slajdy Morawieckiego nijak się mają do prozy rządzenia. To nie tylko osierocona giełda i trafione, ale nie zatopione banki. To wielkie opóźnienie w środkach europejskich. To niepewność, która zniechęca inwestorów prywatnych. Od roku trwa zamiana pieniądza inwestycyjnego w konsumpcyjny. Niestety, najbliżej ucha prezesa, który nie rozumie ekonomii, jest wicepremier Morawiecki, który ucieka w kolorową przyszłość. Pilnie potrzebny jest kierownik gospodarki tu i teraz, a nie zaklinacz przyszłości.