Wszystko za co się PiS bierze cynizmem jest podszyte. Nawet sztandarowa dla PiS-u – jakby się mogło wydawać – walka z przestępczością.

REKLAMA

Według PiS-u przestępcą bardziej jest Donald Tusk („Toczą się postępowania w prokuraturze, które mogą doprowadzić do tego, że zostaną mu postawione jakieś zarzuty” – twierdzi Jarosław Kaczyński) niż chuligani, którzy najpierw wszczęli burdy w Warszawie podczas meczu z Borussią, a dwa dni temu „rozsławili” Polskę na ulicach Madrytu.

Generalnie kibolstwo ma się za „dobrej zmiany” dobrze. Prawo i Sprawiedliwość docenia, że stadionowa chuliganeria nienawidziła Tuska („Tusku…, twój rząd obalą kibole!”) a teraz akcentuje swoje „antylewactwo” i czci żołnierzy wyklętych. Kibole poprą też „słuszną” narodową uroczystość, a KOD-owi pokażą gdzie jego miejsce. A do tego – co dla cynicznego do bólu PiS-u nie jest bez znaczenia – kibole sięgną też po hasła, których politykom PiS-u nie wypadałoby użyć, ale które dla sporej części pisowskiego elektoratu wydają się być naturalne i oczywiste.

Polska jeszcze przed dojściem PiS-u do władzy miała z chuliganerią stadionową olbrzymi kłopot. Mimo że wtedy było oczywiste, że władza próbuje – co prawda mało udolnie – ją zwalczać. Dzisiaj, gdy władza Prawa i Sprawiedliwości kibolstwu (jak i faszyzującemu ONR-owi) się podlizuje, stadionowi chuligani poczuli się pewni siebie. A być może poczuli się po prostu bezkarni.

W każdym normalnym europejskim państwie list policyjnych związkowców, w którym zwracają uwagę, iż dzisiaj stadionowy chuligan czuje większe wsparcie, niż zwalczający go policjant, dałby rządzącym do myślenia.

Ale w cynicznym świecie PiS-u wniosek z owego listu może być tylko taki: tym policjantom to się chyba w głowach poprzewracało. A młodzież jak to młodzież – musi się wyszumieć. Grunt, że jest patriotyczna i narodowa. Że jest nasza.