Właśnie mija najgorsze 12 miesięcy w historii III Rzeczpospolitej. Rok temu Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory. Zdobyło 37,6% głosów przy 51% frekwencji co oznacza poparcie 19% uprawnionych. Trochę za sprawą przypadku PiS zyskało samodzielną większość. No i się zaczęło.

REKLAMA
PiS wykorzystując zdobyty Sejm i Senat oraz całkowite podporządkowanie się prezydenta prezesowi, rozpoczął stopniowe demolowanie państwa prawa. Liberalną demokrację konstytucyjną ma zastąpić – zgodnie z wizją Jarosława Kaczyńskiego – demokracja dająca niczym nieskrępowaną władzę większości.
Tę władzę większości ma uosabiać nawet nie rząd czy prezydent lecz tzw. ośrodek dyspozycji politycznej. W praktyce (która dzieje się na naszych oczach) ten ośrodek sprowadza się po prostu do osoby Jarosława Kaczyńskiego.
To jemu – a nie premierowi – podlegają fe facto wszyscy ministrowie. To on poprzez swoich akolitów wydaje wiążące polecenia prokuraturze i służbom. To on ma decydować, jak będzie wyrokować Trybunał Konstytucyjny – gdy tylko ostatecznie uda się złamać mu kręgosłup i pozbawić niezależności.
Idei budowy państwa, którym rządzi jeden, niepodzielny (i de facto – jednoosobowy) ośrodek dyspozycji politycznej podporządkowana jest każda inicjatywa i działanie PiS-u. Począwszy od 500+ (kto dostał te pieniądze będzie pamiętał, jaka władza je dała) a skończywszy na marginalizowaniu naszej pozycji w Unii Europejskiej – bo przecież lepiej rozluźniać więzy z tymi, którzy krytykują PiS za odchodzenie od demokratycznych standardów, które w Unii obowiązują. Nie dziwi, że zamiast w Brukseli czy Paryżu, pisowska władza woli szukać przyjaciół w Budapeszcie i Ankarze. A niewykluczone, że i w Mińsku.
Lista złych zmian, jakie miały miejsce (lub są zapowiadane) od czasu wygranych rok temu przez PiS wyborów jest znacznie dłuższa. To podporządkowanie ministrowi sprawiedliwości prokuratury – do tego stopnia, że polityk (jakim jest minister) może wydawać wiążące polecenia każdemu prokuratorowi w sprawie każdego śledztwa. To ustawa dot. inwigilacji. To zapowiedź antyreformy edukacji. To przekształcenie mediów publicznych w tuby partyjno-rządowej propagandy. To „misiewicze” w spółkach skarbu państwa na skalę dotąd niespotykaną. To minister obrony narodowej opowiadający rzeczy jakby żywcem wzięte z dowcipów o pacjentach, którzy – powiedzmy to tak – odlecieli. To podłe, bezzasadne i raniące rodziny decyzje o ekshumacji ofiar katastrofy smoleńskiej. To wreszcie próba nieludzkiego zaostrzenia obowiązującej w Polsce od prawie ćwierćwiecza ustawy aborcyjnej. Można by długo wymieniać.
No właśnie, można by długo wymieniać, ale coraz pilniejsza jest refleksja nad tym, co należy zrobić, by te fatalne i kompromitujące Polskę rządy trwały jak najkrócej. PiS nadal prowadzi w sondażach, ale suma głosów na opozycję prodemokratyczną jest już większa. Tyle, że jeśli opozycja pójdzie do wyborów podzielona, to przy obecnej ordynacji PiS i tak zdobędzie większość mandatów. Trzeba zatem iść razem. Pod jedną listą.
Od tego, jak się zorganizujemy na wybory 2019 roku zależy to, czy dzisiejszą rocznicę wyborów z 2015 roku możemy kwitować optymistycznym „na szczęście, jedną czwartą ich rządów mamy już za sobą”, czy pesymistycznym – „niestety, to dopiero jedna ósma”.