
Sąd dziś na świecie dwa miejsca, w których dokonuje się realna obrona życia. Obrona, którą należy konsekwentnie odróżniać od poznawczo-etycznych zaburzeń hipokrytów spod znaku „pro-life”. Pierwsze z nich to tereny walk kurdyjskiej partyzantki z tak zwanym państwem islamskim, druga to amerykański rezerwat Standing Rock gdzie Indianie różnych plemion walczą od miesięcy o uniemożliwienie budowy ropociągu na terenach rezerwatu. I jedni, i drudzy walczą w osamotnieniu.
O ile kurdyjscy peszmergowie (i to mimo ogromnej roli kobiet w kurdyjskich siłach zbrojnych), wobec całkowitej nieczytelności sytuacji w Syrii i Iraku nie mogą liczyć na moralno-symoboliczne wsparcie świata Zachodu (ponieważ Zachód w znacznej mierze już dość dawno temu przestał rozumieć walkę zbrojną), to przynajmniej teoretycznie szansę taką powinni otrzymać Indianie.
Nic takiego się nie dzieje, choć ten indiański protest ma ze wszech miar wymiar globalny, czytelny i (póki co) na wskroś pokojowy ze strony uczestników, bo zarówno policja, jak i prywatne agencje ochrony użyły już wobec nich siły. Aresztowano nie tylko protestujących, ale również dziennikarzy dokumentujących wydarzenia. Wszystko to dzieje się w światowej ostoi demokracji.
Zupełnie szczerze muszę powiedzieć, że brak mi odpowiednich słów, którymi mógłbym oddać wielkość i piękno tej amerykańskiej, indiańskiej walki, która jest dziś walką o wszystko. O przyrodę, o wodę, o dusze zmarłych i żywych, o życie, o prawdę, o historię. Walką przeciwko wszechwładzy polityków, korporacji i pieniędzy, którymi ogłupiają nas i jedni, i drudzy.
Taką walkę powinniśmy dziś toczyć w każdym kraju i na każdym skrawku ziemi. Walkę bez przemocy, walkę biernego, stanowczego oporu. Nie łudźmy się bowiem - politycy i korporacje będą spalać ropę i gaz do samego końca. Pozwolą wyciąć wszystkie lasy i zabić wszystkie zwierzęta. Pozwolą na to, bo każdy z nas na to pozwala, a większość domaga się tego, nie potrafiąc zmienić odrażającego wygodnictwa zwanego stylem życia.
Indianie wielu plemion otrzymują dziś wsparcie od tysięcy Amerykanów, w protest włączył się przesympatyczny Mark Ruffalo. To trochę tak, jakby pomagał im sam Hulk z The Avengers. Przed godziną obejrzałem nowozelandzkich Maorysów tańczących swoją hakę, aby duchem wesprzeć protest Wznoszącej się Skały. Protestujący nie otrzymali realnego wsparcia, ani do Baracka Obamy, ani od kandydatki demokratów Hillary Clinton. W polskich mediach nie znalazłem najmniejszej wzmianki o proteście.
A zasługują dziś protestujący na wsparcie każdej świadomej istoty ludzkiej. Bez względu na to, co wydarzy się w przeciągu kolejnych lat.
Zastanawialiśmy się dziś z kolegą, jak przetłumaczyć owo „Standing Rock”. Ostatecznie stanęło na „Wznoszącej się Skale”. Ale, o ile moja skromna wiedza o jezyku angielskim, nie jest całkowicie błędna, „stand” to również miejsce ostatecznego boju na śmierć i życie. Wspierając ten protest myślą, duchem, piórem, pieniędzmi, udostępnionym wpisem na Fejsbuku, wybieramy życie.
Poniżej zamieszam garść linków związanych z protestem. To powinien być protest każdego z nas.
Read more: http://www.powwows.com/2016/09/07/10-ways-can-help-standing-rock-sioux-fight-dakota-access-pipeline/#ixzz4Oatn1zOI
Zachęcam również do podpisania petycji i przelania paru złotych dla protestujących: PETYCJA
