Dzisiejszy wpis traktuję żartobliwie, chociaż nawiązuje on do sprawy ważnej. Ale ważnej wyłącznie dla mnie, więc jeśli ktoś szuka naprawdę poważnych tematów, to ten wpis może sobie spokojnie "odpuścić".

REKLAMA

Do napisania tego wpisu skłonił mnie fakt, że jutro współpracownicy z mojej Katedry urządzają mi pożegnanie, bo po blisko 20 latach na stanowisku kierownika Katedry i po ponad 40 latach pełnienia różnych funkcji kierowniczych w tej Katedrze - jutro przekazuję władzę w nowe ręce. Wynika to z faktu, że wprowadzono kadencyjność i funkcji kierownika nie można pełnić więcej niż przez dwie kadencje. Ja ją pełniłem o wiele dłużej, więc gdy tylko rozporządzenie o kadencyjności nabrało mocy urzędowej - było oczywiste, że społeczność mojej Katedry musi sobie wybrać nowego kierownika.

Wybrano mojego wychowanka, byłego doktoranta i wieloletniego bliskiego współpracownika, profesora Marka Gorgonia, z czego jestem zadowolony, bo chciałem Katedrę przekazać "w dobre ręce ". Ale przy okazji kończenia mojej działalności kierowniczej przyszło mi do głowy kilka refleksji, którymi chciałbym się z Państwem podzielić.

Otóż jednostka naukowa, którą jutro przekażę w owe dobre ręce, nazywa się Katedra Automatyki i Inżynierii Biomedycznej. Nie zawsze jednak tak się nazywała, więc chciałbym opowiedzieć w skrócie jej dość niezwykłą historię, którą ilustruje ten rysunek:

logo

W 1971 roku zaraz po ukończeniu studiów zostałem przyjęty do pracy do jednostki, która nazywała się Instytutem Automatyki i Elektroniki Przemysłowej. Twórca tego Instytutu, będącego protoplastą dzisiejszej Katedry, profesor Henryk Górecki, dał mi wtedy tę szansę i zapoczątkował moją blisko pół wieku trwającą przygodę z nauką.

Profesor Górecki nie tylko dał mi możliwość pracy w jednym z największych i najlepszych Instytutów na AGH, ale dał mi także swobodę wyboru mojej drogi naukowej. Wybrałem inaczej niż większość pracowników AGH, bo fascynował mnie obszar pogranicza techniki i biologii, a profesor Górecki pozwolił mi na to, żebym te fascynacje rozwijał, więc wkrótce po studiach (w 1974 roku) objąłem w jego Instytucie pierwsze stanowisko kierownicze, tworząc i organizując Samodzielną Pracownię Biocybernetyki.

Niebawem jednak przeżyliśmy pierwszy wstrząs organizacyjny, bo od mojego Instytutu odłączyła się grupa pracowników, która utworzyła oddzielny Instytut Elektroniki. Istnieje on do dziś pod nazwą Katedry Elektroniki, bo na AGH po 1989 roku przyjęto strukturę, w której mogą występować tylko Katedry - nawet takie ogromne, jak moja, którą jutro będę przekazywał mojemu następcy.

Struktura, która pozostała po odłączeniu się elektroników, przyjęła nazwę Instytutu Informatyki i Automatyki. W tym Instytucie powierzono mi kierownictwo Zakładu Biocybernetyki. Zdjęcie ilustrujące początek tego wpisu zostało zrobione na uroczystości jubileuszu 10-lecia tego Zakładu (można by to było przeczytać na kartce trzymanej przeze mnie, gdyby zdjęcie było trochę lepszej jakości, ale tak - to musicie mi Państwo wierzyć na słowo).

Burzliwy rozwój informatyki sprawił, że po pewnym czasie z mojego Instytutu wyodrębniła się grupa pracowników, którzy utworzyli istniejącą do dziś Katedrę Informatyki. Mój instytut przyjął wtedy nazwę Instytutu Automatyki, Inżynierii Systemów i Telekomunikacji. Zostałem mianowany wicedyrektorem tego Instytutu i trwałem na tym stanowisku do czasu, gdy burzliwy rozwój telekomunikacji sprawił, że z kolei specjaliści tej dyscypliny naukowej odłączyli się tworząc (także istniejącą do dzisiaj) Katedrę Telekomunikacji.

Twórca i dyrektor Instytutu, profesor Henryk Górecki, powiedział wtedy: Dość tych podziałów, niech Instytut nazywa się tylko Instytutem Automatyki. Instytut ten w ramach reorganizacji AGH mechanicznie przemianowano na Katedrę. Była to jednak katedra nietypowa, bo miała ponad 120 pracowników, w tym 21 tak zwanych samodzielnych (profesorów i doktorów habilitowanych). I taką właśnie ogromną Katedrę przejąłem z jego rąk, gdy prof. Górecki w 1997 roku odszedł na emeryturę.

Kierowałem tą Katedrą najlepiej, jak umiałem, ale nie uchroniłem jej przed kolejnym rozpadem. Grupa pracowników postanowiła się usamodzielnić tworząc katedrę Informatyki Stosowanej, a ponieważ równocześnie na AGH zlikwidowano Międzywydziałową Szkołę Inżynierii Biomedycznej - przejąłem jej aktywa i pasywa do mojej Katedry, która w związku z tym obecnie nazywa się Katedrą Automatyki i Inżynierii Biomedycznej.

I taką Katedrę przekażę jutro profesorowi Gorgoniowi.

Kapitałem tej Katedry byli, są i będą ludzie. Wspaniali twórczy badacze, przynoszący rokrocznie mnóstwo naukowych publikacji, wzbogacających dorobek Katedry, Wydziału i światowej Nauki. Doskonali nauczyciele akademiccy, dzięki którym prowadzony przez Katedrę kierunek studiów Automatyka i Robotyka został dwukrotnie uznany przez Państwową Komisję Akredytacyjną za najlepszy w Polsce, co skutkowało przyznaniem akredytacji w wyróżnieniem. Doskonali inżynierowie, tworzący projekty o dużym znaczeniu dla przemysłu i gospodarki. No i wspaniali ludzie, dzięki którym społeczność naszej Katedry zawsze stanowiła zgodną i przyjazną akademicką wspólnotę, wolną (na ogół) od częstych w świecie nauki konfliktów, zawiści i prób wzajemnego szkodzenia sobie. To jest ten największy kapitał, jaki jutro przejmie profesor Gorgoń. Zazdroszczą nam tego w całej Polsce!

No dobrze - powie ktoś - ale w nagłówku była mowa o jakiejś piramidzie.

Gdzie ta piramida?

Już wyjaśniam.

Na kiepskim technicznie zdjęciu, które zapoczątkowuje ten wpis, można zauważyć jakiś tajemniczy trójkąt nad moją głową. Zadano mi pytanie - co to takiego?

Wyjaśniłem, że trójkątny przedmiot na zdjęciu to był wzmacniacz intelektu.

Moi współpracownicy z okazji jubileuszu zakupili dla mnie model piramidy (z listewek). Widać to lepiej na następnym zdjęciu:

logo

Producent twierdził, że ze względu na magiczne własności piramidy wstawione do jej wnętrza żyletki nie tępieją mimo używania, a produkty żywnościowe zachowują świeżość.

No więc kupiono dla mnie taką piramidę i powieszono ją w taki sposób, żebym siedząc przy biurku trzymał głowę w jej środku!

Niestety nie ustrzegła mnie ona przed pewnym stępieniem umysłu (może dlatego, że nie byłem żyletką?) ani przed starzeniem się :-( - na co wskazuje jutrzejsza uroczystość...

No więc chyba przestanę wierzyć w magię piramid? Ale mimo tej nadwątlonej wiary - wszystkim Państwu życzę piramidalnych sukcesów!