A w Ameryce jesień, napisał w dzisiejszym edytorialu The New York Times. Jakby na przekór nastrojom redaktorów, za oknem słońce i temperatura powyżej 20 stopni Celsjusza. Tekst syngowany przez redakcję NYT nie dotyczy jednak kwestii atmosferycznych. Nawet – jak widać – wiodące media zaczęły opisywać zbliżające się do finał wybory językiem kanałów meteorologicznych. Najpoczytniejszy z dzienników Ameryki szykuje się na wyborczy wtorek jak na relację na żywo z nadciągającej nad miasto klęski żywiołowej, porównując Election Day do naturalnego kataklizmu, konkretnie do huraganu, który – jak niedawno Sandy – może oznaczać dla Ameryki prawdziwą katastrofę.
Po cichu wielu z nich zresztą uległo urokowi The Donalda, i życzy mu zwycięstwa. Bo oczywiście, gdyby wygrał, to dalej nie będzie pieniędzy z podatków od wielkiego biznesu na generalny remont Stanów Zjednoczonych, na ulicach Brooklynu straszyć wciąż będą drewniane słupy energetyczne i dziury w asfalcie, a otoczenie wokół nowych wieżowców Trumpa będzie wyglądało jak Kalkuta. Lotnisko JFK też pozostanie żywym skansenem technologii i estetyki lat sześćdziesiątych minionego stulecia. Ale za to ubędzie może (choć to raczej wątpliwe) nielegalnych imigrantów, no i muzułmanie zakutani w burki może wyprowadzą się wreszcie ze sklejkowych bieda-domków przy Voorhies Street. Za to każdy dostanie po karabinie maszynowym. I wreszcie będzie przepięknie, oraz normalnie…
