Czy PiS skończy jak dawne SLD, rozsadzone przez afery z nepotyzmem w roli głównej, czy raczej jak AWS, ponosząc konsekwencje niekoniecznie trafionych reform? A może stchórzy we własnym stylu, powtarzając dymisję z 2007 roku? Dziś będę optymistką pisząc, że odpowiedzi poznamy najpóźniej już za rok, kiedy "dobrej zmianie" skończą się pieniądze odziedziczone po poprzednikach.
Nic nie łączy cynicznych polityków tak jak bycie w opozycji i nic ich nie podzieli jak władza. Tak można podsumować efekty pierwszego roku rządów PiS. Owszem, w sondażach jeszcze trzymają się mocno. Ale czy pamiętacie Państwo, że podobnie wypadał gabinet Leszka Millera po roku rządów i podobnie prezentował się po roku rząd AWS kierowany przez Jerzego Buzka?
W PiS po roku rządów już widać pęknięcia. Sejmową tajemnicą poliszynela jest niezadowolenie części posłów PiS z sytuacji obejmowania wysoko płatnych posad w spółkach skarbu państwa przez lepiej ustosunkowanych Misiewiczów. Poseł musi bowiem wysilać się, firmować w terenie niepopularne decyzje rządu, tłumaczyć się przed wyborcami, a zarabia na rękę około 10 tys. zł miesięcznie (zależnie od liczby komisji itp). Tymczasem prezes czy inny członek rady nadzorczej spółki skarbu państwa ma dziesięć razy więcej albo lepiej, a pracować tyle co poseł nie musi. Nawet w ministerstwie można zarobić tak samo jak w Sejmie, tyle że bez wysiłku, jak właśnie Misiewicz. W dodatku centrala z Nowogrodzkiej coraz bardziej ogranicza autonomię swoich posłów, zabraniając im np. niekonsultowanych wypowiedzi w mediach. Parlamentarzystom PiS coraz trudniej więc ukryć rosnące rozgoryczenie, a wraz z nim malejącą lojalność wobec macierzystej partii.
To oczywiście nie jedyny sygnał. Powoli kruszy się w rządzie: Jarosław Gowin już ogłasza publicznie, że nie uda się wypłacać 500 + i podnosić jednocześnie wieku emerytalnego. Kruszy się w terenie: działacze PiS z Sądecczyzny właśnie sprzeciwili się woli samego prezesa Kaczyńskiego, nie popierając wskazanego przez niego kandydata na szefa partii w regionie. W partii widać niejednomyślność: wicepremier Mateusz Morawiecki organizuje konferencję dla przedsiębiorców akurat w czasie ogłaszania Jezusa królem Polski przez ludzi związanych z PiS, z kolei parlamentarzyści PiS często kwestionują decyzje prezydenta Dudy, jak np. z emeryturami dla rolników. Sądzę, że z każdym tygodniem przykładów będzie przybywać, a najpóźniej za rok zaczną się ucieczki z tonącego szalonego okrętu. Tak jak wcześniej działo się z AWS czy SLD.
PiS może oszukać wyborców, ale matematyki i ekonomii już nie. Wiadomo, że nie uda się osiągnąć planowanego przez Morawieckiego wzrostu gospodarczego, a co za tym idzie oczekiwanych przez rząd wpływów budżetowych. Cudów nie będzie, nie starczy pieniędzy na realizację populistycznych obietnic wyborczych, skończy się więc drukowaniem pieniędzy i inflacją, a w konsekwencji wzrostem cen. Na 1000 + funduszy już nie będzie, a wtedy przepadnie masowe poparcie w sondażach dla PiS. Dodajmy do tego mniejsze pieniądze z UE, kosztowną antyreformę edukacji, zmęczenie tematem smoleńskim i odszkodowaniami dla wdów cmentarnych i tak dalej. W końcu dojdzie do podziału w PiS, jak to było z AWS.
Zaryzykuję stwierdzenie, że właśnie obserwujemy początek końca tej partii i obecnego rządu. Wiele oczywiście zależy od tego, jak sytuację wykorzysta opozycja. Temat jest jednak rozwojowy i będę jeszcze do niego wracać.
