Ostatnie wydarzenia w Sejmie, które sprawiły, że ludzie wyszli na ulice skłania mnie to postawienia pewnej tezy. Jeśli bowiem czołowi politycy PiS z Kaczyńskim na czele do tej pory potrafili trafnie interpretować nastroje i oczekiwania społeczne to właśnie tę umiejętność stracili. W konsekwencji doprowadzi ich to do utraty władzy.
Szczegóły tego, co działo się w Sejmie oraz przed nim w piątkowe popołudnie i w nocy z pewnością Państwo dobrze znają. Dzięki wolnemu dostępowi mediów do parlamentu każdy dziennikarz, bez względu na to, z jakiej redakcji pochodzi mógł te wydarzenia zrelacjonować. Obywatele mogli je zobaczyć, usłyszeć lub o nich przeczytać. Ale być może ostatni raz. Bo to właśnie plany ograniczania mediom dostępu do tego, co się w Sejmie dzieje (chce ich Marszałek Kuchciński i mają wejść w życie 1 stycznia 2017) były iskrą, która odpaliła ogromne emocje. Prawie cała opozycja stanęła w obronie dziennikarzy i swobody ich pracy w Sejmie. Działo się to w dniu, kiedy spora część mediów postanowiła w ramach swojego protestu polityków nie pokazywać.
Czy musimy bronić prawa do swobodnego oddychania?
PiS najpewniej mierząc swoją miarą postanowił skorumpować część społeczeństwa rozdając pieniądze. Nie wziął pod uwagę, że dla Polaków są też sprawy, których w żaden sposób wycenić się nie da i tym bardziej nie da się ich kupić. Bo czymże jest sprawa wolnego dostępu dziennikarzy do Sejmu? Przecież mówimy o wolności mediów, wolności słowa, prawa obywateli do informacji i bezpośredniej społecznej kontroli nad tym, co i jak władza, ale także parlamentarna opozycja robi. Czyli o rzeczach podstawowych. To nie jest kwestia oczekiwań materialnych. To jest kwestia oczekiwań fundamentalnych. To jak powietrze, z którego korzystamy i nikogo nie musimy prosić o zgodę. PiS tego nie rozumie, bo nie rozumie tego Kaczyński, który mentalnie zatrzymał się w PRL-u.
Nerwowe ruchy i napięcia wewnętrzne
To, co robi i mówi szef rządzącej partii oraz jego „pomazańcy” to książkowe przykłady zachowania władzy autorytarnej, która zaczyna tracić grunt pod nogami. Widać to w ewidentnych błędach popełnionych przez Marszałka Sejmu. Zaczęło się od wykluczenia z obrad jednego z posłów opozycji. Później było już tylko gorzej, a ostatnią z decyzji było wyproszenie dziennikarzy i zablokowanie dostępu dla nich do budynku Parlamentu do odwołania (w chwili pisania tego tekstu Sejm był nadal zamknięty dla mediów). Słychać to również w wypowiedziach. Kaczyński mówi, że protestujący to chuligani, a on sam nie da się sterroryzować. Używa języka Gierka czy Gomułki. Inni prominentni politycy PiS zdenerwowani, bo złapani na korytarzu (wiele wskazuje, że raz ostatni) powtarzają hasła o tym, że mają mandat suwerena i realizują obietnice wyborcze jednocześnie broniąc demokracji. Parlamentarnej opozycji zarzucają, że broni ubeków, bo celem blokowania mównicy było niedopuszczenie do głosowania nad ustawą dezubekizacyjną. Ciekawe, czy właśnie to powiedziała Pani Premier Beata Szydło strażakom, z którymi spotkała się w sobotę, a których owa ustawa również dotknie.
Lód zaczyna topnieć w grudniu
Sprawa swobodnego dostępu mediów do Sejmu to kwestia podstawowa, ale faktycznie była iskrą, która potrafi wzniecić ogień. PiS rozpoczął walkę na wielu frontach w Polsce i poza nią. Edukacja, polityka zagraniczna, bezpieczeństwo, relacje państwo-kościół, kwestie praw kobiet, uchodźcy, konflikt z Unią Europejską etc. Polakom ta walka się nie podoba. Nie zawsze są to ci sami ludzie, ale często wyznają ten sam zbiór wartości, wśród których wolność słowa to kwestia fundamentalna. I nie pozwolą sobie tych wartości odebrać. Autorytarnie rządzona przez Kaczyńskiego partia, a w szczególności jej parlamentarny klub zaczyna pękać. Są tam ludzie, którzy w odróżnieniu od swojego lidera mają jeszcze sporo do zrobienia. Są znacznie młodsi i mają swoje, także polityczne ambicje. Nie dadzą się pokroić za chore idee człowieka, którego celem podstawowym jest zemsta, a jedyną satysfakcję daje mu możliwość jej realizacji.
Publicysta Jacek Żakowski napisał w jednym ze swoich felietonów, że Jarosław Kaczyński jak zwykle stawia trafne pytania i udziela fatalnych odpowiedzi. Parafrazując tę myśl można napisać, że PiS dzisiaj źle interpretuje rzeczywistość i jeszcze gorzej na nią reaguje.
