
Jarosław Kaczyński nie boi się opozycji sejmowej, stąd do tej pory ta arogancja, pewność siebie i szyderczy uśmiech. Nie przestraszył się Komisji Weneckiej ani Europejskiej. Prezes PiS panicznie boi się ludzi na ulicach, którzy odbiorą mu władzę. Wkurzonych, zdeterminowanych i zmobilizowanych. Strach paraliżuje, wywołuje stres i odbiera racjonalne myślenie oraz chłodną kalkulację. Dzisiaj najważniejsze osoby w państwie, które nie potrafią myśleć samodzielnie, nie otrzymują rozkazów. Dlatego mamy chaos organizacyjny oraz informacyjny. A w Sejmie i w Senacie oraz na zewnątrz setki policjantów z całej Polski.
Parlament RP zamienił się w strzeżoną twierdzę Kaczyńskiego i PiS. Demonstrujący są oddzieleni od Parlamentu RP „murem” z solidnych, metalowych barierek. Na terenie Sejmu i Senatu są setki policjantów. Podobnie jest na zewnątrz. Kilkadziesiąt radiowozów zaparkowanych ciasno. Posiłki policyjne ściągnięto z całej Polski, a przecież ze strony Polaków za „murem” nie padł nawet mały kamyk. Kto się boi? Nie demonstrujący Polacy, nie opozycja, nawet wielu posłów i senatorów z PiS tak się nie obawia. Boi się Jarosław Kaczyński, scenarzysta i reżyser wydarzeń ostatniego roku. Autor nie przewidział jednak takiego zakończenia. Myślał, że przekupi Polaków za ich własne pieniądze i będzie mógł robić, co mu się żywnie podoba. „Ciemny lud” jednak tego nie kupił. Jak wielki musi być lęk Kaczyńskiego przed utratą władzy? Gigantycznie wielki. Na zrealizowanie swoich marzeń czekał aż 27 lat. Żył tylko polityką. On nie boi się o siebie. Boi się, że straci władzę. Prezes stał się zakładnikiem Suwerena. Uciekający dyktatorzy, chowający się przez narodem. Czy czegoś nam to nie przypomina?
Kaczyński w tym stanie lękowym zapomniał, że wielu pamięta co wydarzyło się 35 lat temu. Polacy mają przed oczami te obrazy co roku przypominane przez stacje telewizyjne. Prezes nie bierze pod uwagę, że naród polski ma w genach walkę z zaborcą. Zew wolności jest w nas tak silny, że nie oddamy jej. Potrafimy zmobilizować się w jednej chwili. Teraz role odwróciły się. „stan wyjątkowy” trwa na terenie Sejmu, a nie w kraju. Kaczyński zaplątał się we własne sidła. Myślał w kategoriach – Wolność? Po co im wolność? Mają przecież pęto kiełbasy. I bardzo się pomylił.
O tym, że Kaczyński myślał tylko o sobie i nie konsultował się przez ostatni weekend ze swoimi marionetkami, świadczy przemówienie premier Szydło, która miała uspokoić naród, a jeszcze bardziej rozjuszyła Polaków i opozycję. Wielu widzów zapewne myślało, że to żart, tylko realizator zapomniał podłożyć śmiechu w przerwach pomiędzy zdaniami. Druga perełka, to orędzie do narodu Andrzeja Dudy, który nadal nie jest prezydentem wszystkich Polaków. Wystąpił w roli rzecznika PiS. Tradycyjnie, kiedy trzeba szybo wyciągnąć długopis, prezydent miał już go w piżamie, ponieważ nocą podpisywał ustawy uchwalane przez Senat od kilku dni. Podpisał nawet ustawę o obniżeniu wieku emerytalnego, o czym doniosły propisowskie media. Jednak ludzie nie rozeszli się po domach.
Tymczasem na Jasnej Górze kierownictwo PiS, w tym prezes partii Jarosław Kaczyński, premier Beata Szydło i marszałek Sejmu Marek Kuchciński modlili się za ojczyznę. Była to modlitwa w intencji Polski, by rozwiązać napiętą od kilku dni sytuację polityczną w kraju. Polakom pomyliły się święta. Zamiast opłatkiem, „podzielili się” z prezesem jajkami, skorupki zostawiając na samochodzie, wiozącym Kaczyńskiego.
W PiS póki co panuje chaos. Trwa zimna kalkulacja członków partii, ponieważ wiedzą doskonale, że to już koniec. Opozycja sejmowa zjednoczyła się, a do niej dołączyła ta pozaparlamentarna. I najważniejsi bohaterowie wydarzeń ostatnich dni – Polki i Polacy, którzy nie chcą rządów PiS. Niektórzy członkowie partii szukają zapewne tratwy ratunkowej.
Tym razem strach Kaczyńskiego nie ma wielkich oczu. Strach jest jak najbardziej uzasadniony. I on o tym doskonale wie. Przez ostatni rok, tak jeszcze się nie bał. A przyszłość pisze czarny scenariusz. Protesty nauczycieli i ZNP. Górnicy również demonstracje ze Śląska chcą przenieść do stolicy. U siebie palili opony i czekali na premier Szydło. Nie doczekali się, więc zapowiedzieli wkrótce wizytę przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów.
Prezydencie Dudo i pani premier Szydło, od 16 - tego dnia grudnia musicie radzić sobie sami. Prezes już wam nie pomoże, nie poinstruuje. W jego oczach nie zdaliście egzaminu. I to wy staniecie przed Trybunałem Stanu, a nie wasz mentor. Kaczyńskim zajmie się jedynie albo aż prokuratura.
