Wiele mniejszych unii mieści się w wielkiej Unii Europejskiej. Są one odpowiedzią na bieżące wyzwania - z wyjątkiem unii monetarnej, która była świadomą ucieczką w przyszłość. Unia fiskalna i bankowa jest wnioskiem z kryzysu, który ujawnił, że strefa euro nie jest przygotowana na globalne wstrząsy. Unia energetyczna jest reakcją na nadużywanie przez Gazprom szantażu gazowego jako broni politycznej.
Nadszedł czas, by uzupełnić Unię Europejską o wymiar bezpieczeństwa w dosłownym rozumieniu tego słowa. Geopolityczny optymizm końca XX wieku jest wspomnieniem. Mnożą się zagrożenia za wschodnią granicą Unii i po drugiej stronie Morza Śródziemnego. Prezydentura Donalda Trumpa stawia znak zapytania tam, gdzie dotąd widzieliśmy ostateczne gwarancje bezpieczeństwa Europy. Wybory kadrowe Trumpa nie redukują niepewności. Rex Tillerson jako szef dyplomacji jest laureatem Orderu Przyjaźni, odebranego z rąk Putina. Michael Flynn, nominowany jako doradca ds. bezpieczeństwa płacił spore pieniądze za kolację w towarzystwie Putina. Skoro nie wiemy jak to wpłynie na przyszłość NATO, trzeba się asekurować na złe czasy i znaleźć europejską polisę ubezpieczeniową. Trzeba wziąć odpowiedzialność za bezpieczeństwo Starego Kontynentu.
Europejska Unia Obronna nie jest alternatywą dla NATO. Jest uzupełnieniem. Nie tworzy nowej armii, lecz buduje na istniejących zalążkach, typu Eurokorpus i „grupy bojowe”. Polega na koordynacji i szukaniu synergii, zamiast dublowania wysiłków i wydatków. Nawet bez Wielkiej Brytanii, wydatki zbrojeniowe Unii to prawie dwukrotność tego, na co może sobie pozwolić Rosja (ok. 100 mld. dol). Sednem nie jest milionowy europejski fundusz obronny, lecz miliardowe oszczędności, jakie daje współpraca. Unia Europejska zaczęła się od Wspólnoty Węgla i Stali. Unia obronna powinna się zacząć od wspólnoty przemysłów militarnych.
Jest to projekt, który niekoniecznie musi porywać Portugalczyków, czy Irlandczyków. Mają inne problemy. Powinien być najbardziej zrozumiały na wschodniej flance NATO, sąsiadującej z Rosją. Tu jednak dzieją się dziwne rzeczy, których nie można było wywróżyć kilka lat temu. Strategiczny partner Kaczyńskiego, premier Orban, ostentacyjnie flirtuje z Putinem. W całej Europie Wschodniej, coraz większy wpływ na politykę zyskują oligarchowie, powiązani interesami z Moskwą.
Najbardziej zdumiewa Polska. W czasach niepewności, rząd jest samoistnym źródłem dodatkowej niepewności. Mamy pierwszego w dziejach ministra obrony narodowej, który osłabia obronność własnego kraju. Odchodzi profesjonalne dowództwo armii, zakorzenione w NATO i wiarygodne dla naszych partnerów. Macierewicz tworzy amatorską, quasi-prywatną Obronę Terytorialną za państwowe pieniądze. Zerwano kontrakt na Caracale, który był zaproszeniem do współpracy ze strony największego potencjału militarnego UE - Francji. W kwestii unii obronnej Warszawa jest „za, a nawet przeciw”. Jakie jeszcze ryzykowne niespodzianki przyniesie „dobra zmiana” w Nowym Roku 2017?
