
Aktualnie wydawane książki powstają zawsze w postaci cyfrowej. W takiej postaci opracowują je autorzy korzystający z różnych edytorów komputerowych i w takiej formie obrabia je technicznie wydawca. Ciąg dalszy bywa różny. Czasem wydawca postanawia udostępnić książkę na rynku księgarskim tylko w wersji papierowej, czasem dostępna jest równolegle wersja papierowa i wersja cyfrowa, przy czym cyfrowa jest zwykle bardziej popularna - a czasem książka ukazuje się wyłącznie w wersji elektronicznej.
Za niektóre z tych cyfrowych książek trzeba zapłacić, żeby móc je przeczytać (chociaż zwykle są tańsze od papierowych), ale coraz częściej spotyka się udostępnianie całych książek gratis. Dotyczy to szczególnie publikacji naukowych - na przykład, sporo moich książek i artykułów dostępnych jest za darmo na stronach Academia oraz ResearchGate.
To wszystko dotyczy jednak książek nowych.
A co ze starymi? Moje pierwsze książki pisałem ręcznie
i przed wysłaniem do wydawcy sekretarka musiała je pracowicie przepisywać na maszynie. Potem nanosiło się poprawki wynikające z recenzji i książkę trzeba było jeszcze raz przepisać na maszynie, co narażało autora na spore koszty. Honoraria autorskie nigdy nie były wysokie (teraz dla książek naukowych nie ma ich wcale...), więc dość często zdarzało się, że płaciłem sekretarce za przepisanie książki o wiele więcej, niż sam dostawałem od wydawcy za przekazanie praw autorskich :-) Dlatego możliwie jak najszybciej zakupiłem własną maszynę do pisania i od tej pory moim codziennym obowiązkiem stało się stukanie w klawisze.
Pracując zgodnie ze starorzymską zasadą nulla dies sine linea pisałem książki rozkładając maszynę do pisania, papiery i kalki na stole w poczekalni kolejowej (dużo wtedy jeździłem), potem na przeciwległym siedzeniu w pociągu, a po dotarciu do kresu podróży - często na stoliku turystycznym w plenerze. Warto zauważyć, że było to dziesięć lat przed wynalezieniem laptopa! :-) Jedno ze zdjęć dokumentujących ten mój pisarski pracoholizm znalazło się we wpisie.
W wydawnictwach każdą taką moją książkę jeszcze raz przepisywano na stosownych matrycach - i w tej postaci szła ona do druku. Powstawała jednak tylko w wersji papierowej, bo o elektronicznej nikt jeszcze nie myślał.
A powstało ich sporo! Jak można sprawdzić w wykazie, w kolejnych latach tej czysto papierowej epoki wydawałem ilości książek pokazane na wykresie:
Takie stare papierowe książki tkwią jeszcze ciągle w czeluściach bibliotecznych magazynów, ale porastają kurzem, bo kto dzisiaj zechce sięgnąć do takiej formy podręcznika lub monografii?
Tymczasem w tych starych papierowych książkach bywają treści merytorycznie wciąż aktualne, albo takie, do których warto sięgnąć chociażby po to, by prześledzić ewolucję pewnych idei naukowych i ich początki.
Dlatego tak ważna jest prowadzona obecnie cyfryzacja dawnych papierowych książek, polegająca na ich skanowaniu i wprowadzaniu ich tekstów do Internetu. Byłem (jako rektor) motorem napędowym takiej akcji prowadzonej od 2000 roku przez Bibliotekę Główną AGH z inicjatywy i pod kierunkiem pani dyrektor Ewy Lankosz, potem aktywnie wspomagałem (w 2002 roku) powstanie Polskiej Biblioteki Internetowej, a w 2014 roku entuzjastycznie poparłem inicjatywę Uniwersytetu Warszawskiego, który w ramach programu "Otwórz książkę" zaczął zbierać i udostępniać w formie cyfrowej najwartościowsze stare książki naukowe. Pisałem o tym obszerniej w dwóch wcześniejszych wpisach, więc teraz nie będę tego tematu rozwijał.
Natomiast chcę się z Państwem podzielić pewnym spostrzeżeniem:
Otóż w serwisie "Otwórz książkę" wbudowany jest bardzo sympatyczny mechanizm zliczający, ile razy określona książka była pobierana z ich strony. Zajrzałem do tego wykazu w dniu 20.02.2016 i stwierdziłem z przyjemnością, że moje udostępnione tam książki są naprawdę czytane. No, może nie koniecznie dokładnie czytane, ale przynajmniej przeglądane, bo zakładam, że jeśli ktoś zadaje sobie trud ściągnięcia książki z serwera do swojego komputera, to potem przynajmniej ją przejrzy.
Ale do jeszcze bardziej optymistycznych wniosków doszedłem, gdy zajrzałem do tego serwisu wczoraj. Otóż stwierdziłem, że moim cyfrowo udostępnionym książkom przez zaledwie 10 miesięcy przybyło ponad 13 tysięcy czytelników! Ilustruje to tabela zestawiająca liczbę pobrań określonych książek w dniu 20.02.2016 i w dniu wczorajszym (28.12.2016):
Widząc to zgodzicie się Państwo zapewne z tytułową tezą tego wpisu: Cyfryzacja papierowych książek bardzo się opłaca!
