„Gorącym żelazem wypalimy tych, którzy myślą tylko o sobie w urzędach i spółkach” – tak podczas wrześniowej Rady Politycznej miał mówić prezes PiS. Słowa były skierowane do wewnątrz jego formacji i były sygnałem, że nie wszystkie działania związane ze skokiem na państwowe spółki są tolerowane. A na zewnątrz zrobiło się sporo szumu, poleciały głowy, ruszyła urzędnicza machina i…? I nic. Opinia publiczna miała się dowiedzieć, co w trawie piszczy, elektorat miał zobaczyć, jak się władza oczyszcza od góry, ale na razie głucha cisza.

REKLAMA

Różne cwaniaczki i brudne sieci

Póki żelazo było jeszcze gorące wypalony został minister skarbu Dawid Jackiewicz, a wraz z nim kilku prezesów firm, w których udziały ma skarb państwa. Prawda, byli już z „nowego rozdania”, ale „nowe” w tym przypadku nie oznacza „właściwe”. Nie wszyscy zostali przez najwyższą władzę zaakceptowani. „Kręcą się wokół nas różne cwaniaczki, zarzucane są brudne sieci” mówił Kaczyński. Przekonywał też, że „ciężkim błędem nie jest pierwotny błąd, tylko to, że się go nie naprawia, że nie podejmuje się decyzji korygującej". Jak podkreślił, "musimy w tej chwili te decyzje korygujące podejmować". Determinacja była więc ogromna. Czy to był tylko słomiany zapał? A może działanie na pokaz? Wiadomo, że podstawą zaufania formacji takiej jak PiS jest powszechna kontrola i to najlepiej wszystkich i wszystkiego. Z ochotą zabrał się więc do pracy minister koordynator służb specjalnych. CBA rozpoczęło kontrolę w strategicznych spółkach. Na pierwszy ogień poszły PKN Orlen, Lotos, Azoty, KGHM i Polska Grupa Zbrojeniowa. W sumie kręgu zainteresowania znalazło się 66 spółek. Do końca września miały udzielić odpowiedzi w kwestiach interesujących Centralne Biuro Antykorupcyjne. Mariusz Kamiński mówił wówczas, że kontrole to nie jest akcja doraźna tylko systemowa. Zapowiedział też, że pierwszych wyników kontroli można spodziewać się w listopadzie. Wygląda na to, że nastąpił systemowy „fatal error”.

Zagięcie czasoprzestrzeni

Był już karp, śledź i pierogi. Były prezenty, kolędy, pasterka. Wciąż jeszcze choinka ozdobiona bombkami. Za chwilę strzelą korki od szampana i pożyczymy sobie na Nowy Rok różnych dobroci. Czasu nie zatrzymamy. Koniec grudnia. Listopad dawno minął. Gdzie zapowiadane „pierwsze wyniki kontroli”? Co takiego służby znalazły i czego się dowiedziały w przedmiotowej sprawie? Skoro poleciały głowy to chyba coś musi być na rzeczy. A jeśli nic nie znaleziono, to po co tyle zamieszania? A co z rynkową reputacją państwowych firm? A może skok na spółki ma oznaczać pozwolenie na przekręty, ale limitowane i reglamentowane przez partyjne władze? Jestem jak najbardziej krytyczny wobec tego, co dzieje się w spółkach skarbu państwa. To ordynarna polityka TKM. PiS siekierą odrąbuje całe kawały, aby się nachapać jak najwięcej. Nie żal mi tych, którzy najpierw skoczyli na intratne państwowe posady, a zaraz potem ich z tych stanowisk wyrzucono. Z ministrem Jackiewiczem na czele. Chciałbym jednak w imieniu wyborców zapytać, dlaczego nadal nie mamy informacji o wynikach tak szeroko zakrojonej kontroli, co do której decyzja zapadła na najwyższym, politycznym szczeblu? Dlaczego na rozkaz jednego posła angażuje się machinę urzędniczą oraz służby specjalne, a następnie całą sprawę wycisza?

Oops!...I Did It Again?

Stawiam tezę , że Kaczyński wystraszył się sam siebie. Najpierw dał sygnał do działania w sprawie spółek skarbu państwa, a minister koordynator dał sygnał do wymarszu. Prezes zorientował się jednak w porę, że Mariusz Kamiński może okazać się człowiekiem, dla którego barwy polityczne w przypadku wykrycia nieprawidłowości nie zawsze muszą mieć znaczenie. Być może wyszło też, że nie wszystko w spółkach jest jak trzeba i sprawa zaczyna brzydko pachnieć. Przypomniał sobie, że poprzednim razem zaangażowanie Kamińskiego skończyło się polityczną katastrofą dla PiSu. Postanowił więc pociągnąć za odpowiedni sznurek i całą machinę zatrzymać. Kryzys parlamentarny, za który w całości odpowiada on sam doskonale ten manewr przykrył.

Byliśmy bardzo blisko powtórki z historii. Otwarcie tak wielu frontów, tak wielu konfliktów sprawia, że w końcu przestaje się kontrolować do czyjego okopu wpadają granaty. Kamiński już wyciągał zawleczkę, ale naczelnik zdążył go powstrzymać.