Prawie każdy nowy rok zaskakuje liczbą niesprawdzonych przepowiedni, a cały urok polityki w przeciwieństwie do nauk ścisłych polega na tym, że liczba parametrów i zawiłość spraw jest tak wielka, że zawsze możliwy jest nieoczekiwanie korzystny splot okoliczności. Na tym polegał cud listopada 1918 roku i cud czerwca 1989 roku, za każdym razem Polska odzyskiwała wolność i nikt tego nie potrafił przewidzieć. Czy Nowy Rok 2017 uwolni nas od dyktatury koszmarnej, upokarzającej, a jednocześnie infantylnej, groteskowej, a jednocześnie dysponującej wszystkimi możliwościami nowoczesnego państwa, w którym „szmaciaki” dorwały się do rządów? W przeciwieństwie do PRL-u, który był podtrzymywany z zewnątrz i obalenie władzy było teoretycznie niemożliwe, dyktatura Kaczyńskiego opiera się na fałszywych obietnicach, przekupywaniu grup wyborców, pozorach rozwoju gospodarczego, rozdawnictwie nie mających pokrycia pieniędzy i gigantycznym aparacie kłamstwa zanurzonego w pseudopatriotycznym sosie. Nie są to siły nie dające się pokonać. Teoretycznie można by poczekać na kryzys gospodarczy, załamanie się reżimu na fali niezadowolenia i buntu. Jest to jednak scenariusz kosztowny, w dodatku władza nie czująca na sobie protestującego społeczeństwa doprowadziłaby do trudnych do naprawienia spustoszeń. Z pewnością miły byłby widok uciekających ze swoich rezydencji i gabinetów pisowskich nieuków, ale szkoda Polski. Pozostaje więc twardy protest. Nie wydaje się, żeby ten reżim był skłonny do negocjacji na wzór hiszpański lub polski z 1989 roku. Przekonany o swojej nieomylności, coraz bardziej tracący kontakt z rzeczywistością Kaczyński musi boleśnie zderzyć się z realiami (czarny protest to trochę za mało). Podjudzany przez część Kościoła (jedna z bardziej dziś skompromitowanych instytucji to Kościół jak w czasach Targowicy) i medialnych janczarów wierzy tylko w siłę i nieustępliwość. Nie zna historii, bo los dyktatorów tego rodzaju jest zwykle marny, ale prowadzi do nieuchronnej konfrontacji. Oczywiście mają znaczenie wydarzenia w Parlamencie, należy sprzeciwiać się złu i kłamstwu, gdzie to możliwe, ale wszystko prowadzi raczej do przewlekłej fali protestów, strajków, manifestacji. Raczej nie polski Majdan, a polski Iran (z okresu obalenia Szacha) lub Birma, chociaż okoliczności i realia są inne i podobieństwo bardzo ogólne. Najważniejsze jest to, że wystarczająca i wciąż rosnąca część społeczeństwa ma dość dyktatorskiego reżimu i nie daje się nabierać na ochłapy, życie na kredyt, załgany patriotyzm i propagandowe kłamstwa.
REKLAMA
REKLAMA
Czytaj więcej
