Gdyby nie słaba, skonfliktowana opozycja, premier Victor Orban nie zdobyłby w 2010 roku ścisłej parlamentarnej większości i nie zdołałby przeprowadzić reform praktycznie uniemożliwiających dziś zmianę władzy. Ten węgierski scenariusz niestety realizują w naszym kraju wszystkie partie opozycyjne ku radości Jarosława Kaczyńskiego i jego ekipy. Jeśli nie połączymy sił, utrwalimy "dobrą zmianę" na lata, za co zapłacą słono przyszłe pokolenia.

REKLAMA

Analogii między PiS a Fidesz, czy między Kaczyńskim a Orbanem jest wiele - silny konserwatyzm przy osadzeniu w centrum sceny politycznej, niechęć do liberalnej gospodarki i zamiłowanie do autorytarnej władzy. PiS w podboju Polski wytrwale podąża ścieżką węgierskiego Fideszu, w czym bardzo pomaga mu słaba, rozdrobniona opozycja.

Gdy tylko w 2010 roku Victor Orban zdobył 2/3 mandatów i parlamentarną większość, szybko zabrał się za zmianę węgierskiej konstytucji i ordynacji wyborczej na faworyzującą duże ugrupowania. W 2012 roku były jednak pewne szanse na ograniczenie zapędów tej władzy, ludzie zbuntowali się i wyszli na ulice, przez Węgry przetoczyły się masowe protesty. Jednak opozycja z socjalistami na czele nie mogła się porozumieć i tocząc wojny między sobą otworzyła Fideszowi drogę do ponownych wygranych wyborów w 2014 roku. Orban i jego ludzie nie zaprzepaścili tej szansy - zmarginalizowali Trybunał Konstytucyjny, zabronili partiom płatnych kampanii w mediach, przejęli telewizję i zamknęli niewygodne gazety. Tak więc dziś władza Fideszu jest na Węgrzech praktycznie nieusuwalna, czemu społeczeństwo biernie się poddało, bo innego wyjścia zwyczajnie nie ma.

Ten scenariusz właśnie na naszych oczach realizuje się w Polsce. Trudno się dziwić, że PiS w sprzyjających warunkach dąży do niepodzielnej władzy, bardziej dziwne jest, że te warunki stwarza mu opozycja. W dzisiejszej sytuacji nie ma po prostu miejsca na partykularne ambicje poszczególnych liderów. Musimy usiąść do rozmów, znaleźć konsensus i działać wspólnie, póki nie jest jeszcze zupełnie za późno. Dziś jeszcze ratuje nas jedynie to, że skuteczności i politycznej ogłady Kaczyńskiego daleko jeszcze go umiejętności Orbana.

11 stycznia przed nami pierwszy sprawdzian. Działając osobno oddajemy pole "dobrej zmianie".