To, że Jarek odejdzie wcześniej czy później, a z nim garstka jego towarzyszy, bo tylko tyle zostanie z PiS, jest jasne jak księżyc w pełni. To nie błędy nieudolnej opozycji czy Kijowski decydują dzisiaj, kto zostaje. Werdykt wydali już wcześniej ludzie na ulicach. Pojawił się nowy elektorat. To wyborcy wściekli na Kaczyńskiego i PiS. Ich nie powstrzyma już nikt i nic. Żadne przepychanki wewnątrzpartyjne czy wojna w KOD.
Wróćmy do roku 2015 i końca listopada. W Internecie zawiązuje się KOD. Powstają zamknięte grupy w sieci, regionalni koordynatorzy i lokalne stowarzyszenia. Dzieje się to błyskawicznie i równie szybko za KOD-em wychodzą setki tysięcy ludzi na ulice stolicy i innych miast w całym kraju. Protesty polonijne odbywają się również za granicami Polski. Manifestacje i protesty odbywają się głównie w obronie Trybunału Konstytucyjnego. Takie niosą ludzie hasła na transparentach, ale większości przyświeca jeden cel. Odsunąć prezesa razem z PiS od władzy. Polki i Polacy zobaczyli, że ten wybór jest zły. Było to już po ułaskawieniu Mariusza Kamińskiego przez prezydenta Dudę, po objęciu Ministerstwa Obrony Narodowej przez Antoniego Macierewicza i nocnych zmianach posłów Kaczyńskiego w Sejmie. Tysiące protestujących podskórnie czuło, że to wszystko zmierza ku dyktaturze. I mieli dobre przeczucie.
Minął nieco ponad rok. Kilkanaście miesięcy codziennych wpadek, kompromitacji i grabieży państwa przez PiS. Ci sami ludzie myślą – jest jeszcze gorzej niż przypuszczaliśmy, jest bardzo źle. To elektorat wkurzonych. Polki i Polacy, którzy wychodzą protestować. Wystarczą trzy słowa – wolność, równość, demokracja. Niektórzy z nich pobierają nawet co miesiąc 500 zł. Inni kibicują tłumom rodaków przed telewizorami, wielu nie poszło na wybory, ale wszyscy, tak jak rok temu, mają jeden cel – Jarek musi odejść, a z nim PiS!
Są tak wściekli, że tego gniewu nie jest nawet w stanie stłumić Petru na baletach w Portugalii czy Kijowski, który miał wykiwać podzielony już wcześniej KOD na 90 tys. zł. To są sprawy drugorzędne. Opozycja sejmowa otrzyma rachunek podczas wyborów. Platforma Obywatelska nie wejdzie już na pozycję lidera. Poza kilkoma młodymi posłankami i posłami, u których widać prawdziwość w tym, o co zabiegają z mównicy sejmowej, reszta to generałowie, którzy nie chodzą na wojnę. No chyba, że pole bitwy oświetlone jest błyskiem fleszy. Polacy nie wierzą, że sejmowa opozycja ich obroni przed prezesem. Wielu posłów opozycji jest w stanie nawet poświęcić dewastowaną Polskę, oczekując na wyższe sondaże partii.
Czytając niektóre wpisy, publikacje i słuchając wypowiedzi polityków, można odnieść wrażenie, że Kaczyński ma haki na 40 milinów Polek i Polaków, od niemowlęcia po ludzi 90+. Nic podobnego. Ten człowiek nie dość, że ma problemy z protestującymi, to jeszcze ma trudności utrzymać w ryzach swoich ludzi w partii. Lider Nowoczesnej nie padł ofiarą pisowskiewgo haka, ale swojej głupoty. Ktoś zrobił mu zdjęcie w samolocie i przesłał do prasy. Kijowskiego wystawili na pożarcie jego przeciwnicy w KOD. Era haków PiS minęła. Mają kwity sami na siebie sprzed dekady. Bez specsłużb funkcjonują niczym straż gminna.
Po 16 grudnia Suweren ma pewność, co do planów i intencji Jarosława Kaczyńskiego. Naród wie też, że prezes panicznie boi się Suwerena. Bo kto innych oddziela się od Polaków murem? Ale najważniejszy wniosek, który wyciągnęliśmy z tych zdarzeń, to to, że liczyć możemy tylko na siebie. To Suweren jest teraz opozycją. Partie polityczne nas zawiodły. Te, które chowają swoich przywódców na czas wyborów już na samym początku są spalone.
Dzisiejszy Parlament RP wypełniony jest po brzegi - poza kilkoma wyjątkami, populistami, karierowiczami, koniunkturalistami i kanapowcami. Ci ostatni zasiadają w ławach sejmowych od 20 lat. Niczym się nie zasłużyli, ale powrót do przeszłości byłby dla nich ciosem w serce. Zrobią wszystko, żeby wrócić na swoje ciepłe miejsca. Dla nich nie ma znaczenia czy będą rządzić, czy cztery kolejne lata przesiedzą w opozycji. Oni są z zawodu posłami.
Jeśli Polki i Polacy chcą zmian postawią na opozycję pozaparlamentarną. Tę w ciągłym działaniu. Centrolewica to Barbara Nowacka z Inicjatywy Polskiej. Trzeba zająć stanowisko lewicy, kogo widzimy w telewizji i słuchamy w radiu? Charyzmatyczne: Barbarę Nowacką albo Paulinę Piechnę– Więckiewicz. To świeża i młoda krew. Kobiety gotowe w każdej chwili do walki za dnia i nocą. Nie zasiadały jeszcze w Sejmie. Bardzo prężnie działa Ogólnopolski Strajk Kobiet. Jeszcze w styczniu wyjdą protestować studenci, którzy już obrzuceni zostali błotem i obelgami przez Krystynę Pawłowicz.
Pod gmachem Sejmu wciąż protestują na mrozie Polki i Polacy. 11 stycznia, kiedy wypada termin kolejnych obrad, przyjdą ludzie pod hasłem "uwolnić sejm". Dzień później w pogotowiu będą "Parasolki". Sejmowa Komisja ds. Petycji zajmie się wówczas petycją Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia, czyli kolejnym projektem całkowitego zakazu aborcji. Następne pół roku to fala strajków, manifestacji i protestów w całym kraju. Jaki wpływ na frekwencję ma sprawa lidera Nowoczesnej czy Kijowskiego? Absolutnie żaden. Lament nad zawiedzionymi protestującymi jest bez sensu. Oni byli, są i będą. Tylko silniejsi i bardziej zdeterminowani, wiedząc po czarnym proteście, że jeśli jest akcja, to musi przynieść oczekiwany efekt i skutek.
Nie stawiajmy znaku równości między KOD a Mateuszem Kijowskim. KOD to struktura, organizacja. Przecież setki tysięcy ludzi protestujących, to nie tylko członkowie KOD. To niezadowoleni z władz Polacy. To właśnie oni są paliwem napędowym dla KOD i innych manifestujących organizacji. To Suweren daje frekwencję i wyraża swoje wkurzenie na ulicach.
Ta bardzo gorzka lekcja przydała się nam wszystkim. „Posmakowaliśmy”, co to jest „dobra zmiana”. Zapłacimy za tę lekcję krocie. Oby już zadzwonił dzwonek. I pamiętajmy, że w blokach startowych czeka Władysław Frasyniuk, który przypomni, nie przebierając w słowach, gdzie nie było Jarka...
