Okupacja mównicy w Sejmie
Okupacja mównicy w Sejmie

Wydarzenia ostatnich tygodni pokazały, że samym protestem opozycji w Sejmie nie można zniechęcić PiSu do łamania prawa. Żadna pojedyncza, emocjonalna akcja nie sprawi, że Jarosław Kaczyński się podda. To będzie długi marsz trwający jeszcze trzy lata, który będzie składał się z setek takich wspólnych sprzeciwów opozycji i społeczeństwa.

REKLAMA

Ciężko jest mi patrzeć i czekać z założonymi rękami, jak Polska żegna się z demokracją, a wita z autorytaryzmem. Rok patrzyłam jak niszczona jest polska pozycja międzynarodowa, Trybunał Konstytucyjny, służba cywilna, media publiczne, edukacja. Walczyłam o dobre i rozsądne prawo, jak tylko potrafiłam, pomimo wielu trudności. Brak merytorycznej debaty i szacunku do opozycji w Sejmie, niektórzy dziennikarze usilnie chcą zrobić z Ciebie idiotę, rodzina narzeka że nigdy nie masz dla nich czasu, a na każdy argument pojawia się odpowiedź: "a co wyście zrobili przez 8 lat?" (tego wątku nie będę już kontynuować: http://8lat.platforma.org). Każdy ma jednak granice wytrzymałości.

I przyszedł niespodziewanie dzień pospolitego ruszenia. W Sejmie stało się coś niezwykłego. Spontanicznie, cała opozycja sprzeciwiła się łamaniu prawa. Powiedzieliśmy: dość tego! Mniejszość parlamentarna zepchnęła łamiącą prawo większość do narożnika. Tłumy ludzi zaczęły zbierać się pod Sejmem, mimo mroźnej pogody, aby wesprzeć walczących posłów opozycji. Poczułam przypływ niesamowitej energii i wiary, jakich nie czułam od dawna. Wiedziałam, że postępujemy dobrze. Byłam dumna z całej opozycji.

Siedzieliśmy na sali plenarnej w dzień i w nocy, bezustannie przez 27 dni. Dostaliśmy w tym czasie całą masę pozytywnych komentarzy, telefonów, wiadomości. Wszyscy nas wspierali, dodawali otuchy, bo zaufali nam! Obcy ludzie przynosili nam jedzenie do Sejmu, martwili się o nas, prosili abyśmy nie ustępowali. To było niesamowite. Ale każdy pytał, co stanie się 11 stycznia. A my nie mieliśmy wtedy pojęcia co się stanie, jak sytuacja potoczy się dalej. Wiedziałam jedno - decyzję podejmie człowiek, który zjadł zęby na polityce, który ma cierpliwość pokroju Ghandiego, a ego w przeciwieństwie do innych liderów nie jest rozdmuchane.

No i przyszedł 11 stycznia. PiS zabarykadowało salę kolumnową, wysłali do sali plenarnej antyterrorystów z psami, wokół Sejmu postawili barykady, wysłali policję, grozili posłom opozycji karami finansowymi, a nawet więzieniem. A to do czego był zdolny PiS to już wszyscy widzieliśmy miesiąc wcześniej, jak Kaczyński z uśmiechem na twarzy najchętniej rozjechałby niepokornego suwerena.

logo
Ostatni dzień protestu w Sejmie

Po dwóch trudnych dniach negocjacji zawiesiliśmy protest, schodząc z mównicy jako ostatni. Pomimo naszego sprzeciwu budżet został nielegalnie przegłosowany w Sejmie i Senacie i skierowany do podpisu prezydenta. I poczułam przegraną. Jak wielu, którzy w nas wierzyli. To było trudniejsze niż przypuszczałam. Patrzenie na uśmiechy ludzi, którzy z nikim i z niczym się nie liczą, było rzeczą nie do zniesienia. Ludzi, którzy z powodu swoich kompleksów mieszają z błotem Lecha Wałęsę czy Piniora. Ludzi, którzy nie boją się łamać prawo, Konstytucję RP czy przyjąć nielegalnie budżet, tylko dla partyjnego interesu.

Byłam sfrustrowana. Czułam ogromne poczucie niesprawiedliwości. Chciało mi się krzyczeć. Ale tu trzeba iść sprawdzonym i spokojnym krokiem Grzegorza Schetyny. Człowieka, na którego w ostatnich dniach oczy miała zwrócona cała Polska. To będzie ciężki, długi, nieznośny, ale konsekwentny marsz ku odzyskaniu normalności. Nasza dalsza okupacja sali plenarnej nie miałaby sensu, trzeba iść i walczyć dalej.

Jesteśmy zdolni zrobić naprawdę wiele, żeby w tym kraju dało się żyć normalnie, a prawo było przestrzegane. Jednak nasze działania muszą mieć sens. Musimy się jednoczyć, być czujni i protestować kiedy trzeba. Rozmawiajmy ze znajomymi, rodziną o tym co się dzieje. Bądźmy aktywni i świadomi. Komentujcie, lajkujcie, udostępniajcie – wspierajcie nas! Razem będzie nam raźniej i znośniej przez te trzy lata.