Czeka nas finansowa jazda bez trzymanki. Prezydent Andrzej Duda podpisał dokument, który ma poważną wadę prawną. Notariusz wykonał zadanie. Teraz bierze całkowitą odpowiedzialność za finanse państwa. Wątpliwości związane z uchwaleniem budżetu będą miały bolesne konsekwencje. Liczby z wieloma zerami są zbyt abstrakcyjne dla przeciętnego odbiorcy. Wielu Polakom wydaje się, że rzeczy dzieją się poza nimi i ich nie dotyczą, ale sytuacja zmieni się szybko. Gdy tylko zaczną rosnąć podatki (np. wzrost akcyzy na paliwo oraz VAT), wprowadzone zostaną cięcia w wydatkach (np. zamrożenie albo obniżki płac w budżetówce) i ograniczone środki socjalne – odczują je wszyscy. Dodajmy do tego zagrożone środki unijne i kryzys w gospodarce gotowy. Ci, którzy dziś ostrzegają, łącznie z piszącym te słowa nie będą mieli żadnej satysfakcji stwierdzając „a nie mówiliśmy?”.

REKLAMA
Bajki i brednie
Można oszukiwać elektorat i część mniej zorientowanych wyborców utrzymując narrację, że w sprawie budżetu wszystko było lege artis i problem nie istnieje. Kłopot polega jednak na tym, że od mieszania herbata nie staje się słodsza. Tzw. rynek, a w szczególności ten międzynarodowy, jakkolwiek by nie był tajemniczy i abstrakcyjny dla nas – po prostu oszukać się nie da. Jest bezwzględny. A to właśnie na tym „tajemniczym” rynku Polska w zdecydowanej większości pożycza pieniądze. Im mniejsza pewność, że pieniądze oddamy, tym więcej ta pożyczka nas kosztuje. A nielegalny budżet to bardzo duże ryzyko dla naszych wierzycieli. Z pewnością kupią nasze obligacje, ale zażądają większej stopy zwrotu. Będą chcieli więcej zarobić. To proste.
Kilka konkretów
Nasz dług publiczny będzie rósł także z powodu osłabienia złotego. Dolar i euro będą dla nas droższe, a to w tych walutach pożyczamy, obsługujemy i oddajemy znaczną część pożyczek, które państwo zaciąga na nasze konto. Unijne środki dla Polski nie są co prawda bezpośrednio zagrożone, ale podejrzliwość Komisji Europejskiej w przypadku rewizji budżetu UE mogą już okazać się problemem. Oczywiście PiS będzie krzyczał, że ktoś się na nas mści, a Kaczyński jak zwykle powie coś o tajemniczych wrogach Polski. Nic to nie da. Efekt może być taki, że pieniędzy nie dostaniemy, albo dostaniemy ich mniej. Dodajmy do tego obawy inwestorów, którzy chcieliby lokować nad Wisłą kapitał. Bez względu na to w jakiej postaci. Nie będzie inwestycji, nie będzie wzrostu gospodarczego, nie będzie nowych miejsc pracy. Dotyczy to również rodzimych firm, które również muszą oceniać i wyceniać ryzyko. Po co ktoś ma inwestować w nową maszynę i stawiać przy niej pracownika, skoro produkty z niej schodzące nie znajdą nabywcy? Gospodarka to skomplikowany organizm, ale wcale nie tak trudno zrozumieć podstawy, które nim rządzą.
Miejsce w historii
Prezes PiS robi wszystko, aby trafić na karty historii. Jest tak zajęty dążeniem do celu, że nie ma czasu zastanowić się nad kontekstem. Wyraźnie brakuje mu już wyobraźni. Najchętniej podpaliłby Polskę, aby potem bohatersko ją ugasić. Jest jak dziecko, które bawi się zapałkami myśląc, że w razie czego poradzi sobie z ogniem. Przykład wypędzenia mediów z Sejmu jest niemal idealny. Najpierw zakaz wstępu, a potem cofnięcie zakazu. I do tego narracja, że to wszystko w ramach pełnej jawności i wolności dla mediów. Czyli „ukradliśmy, ale oddaliśmy więc całujcie nas po rękach”. Trzeba jednak pamiętać, że nawet dobry złodziej, to wciąż złodziej.
Niedawno w wywiadzie dla agencji Reuters poseł Kaczyński powiedział, że „jest w stanie zaakceptować zmniejszenie tempa wzrostu gospodarki, jeśli będzie to ceną za wdrożenie jego wizji Polski”. Nawet 1 proc PKB gotów jest poświęcić. Czyli w zaokrągleniu fanaberia jednego człowieka z Żoliborza może nas kosztować 20 mld złotych! Pomijam fakt, że powiedzenie czegoś takiego ma znamiona przestępstwa. Problem polega na tym, że te oczekiwania spełnią się z dużą nawiązką, a rachunek będzie słony. Może się okazać, że boleśnie odczujemy to nie tylko my, ale i nasze dzieci, a poseł Kaczyński z pewnością znajdzie swoje miejsce w historii. Obok Gierka i Gomułki.